W ostatniej kolejce La Liga Villarreal przegrał u siebie z Atletico 0:1. Porażka oznacza dla gospodarzy spadek z ligi, natomiast gościom nie udało się awansować do Ligi Mistrzów.
Obydwa zespoły były świadome, że przystępują do meczu, którego wynik może zadecydować o ich karierach – gospodarze w wypadku porażki mogli nawet spaść do Segunda, goście natomiast, przy szczęśliwym biegu okoliczności, mogli awansować do Ligi Mistrzów. Stawka spotkania jakby sparaliżowała piłkarzy, zarówno ci w żółtych, jak i biało-czerwonych koszulkach nie potrafili w pierwszym kwadransie przeprowadzić żadnej akcji, która mogłaby otworzyć wynik. Mimo wszystko lepiej prezentowali się podopieczni Miguela Lotiny, którzy mieli dużo więcej do stracenia.

Pierwszy raz groźnie zrobiło się pod którąś z bramek dopiero w 22. minucie, wtedy Marco Ruben poradził sobie z Diego Godinem i oddał dobry strzał na bramkę Courtoisa. Po interwencji golkipera piłka wyszła na rzut rożny. Atletico odpowiedziało po pięciu minutach, Filipe ładnie dośrodkował, stojący w „piątce” Falcao dobrze zgrał, a efektownym strzałem piłkę próbował wbić do siatki Salvio. Został jednak skutecznie zablokowany przez Costę. Koniec drugiego kwadransa ogólnie należał do podopiecznych Simeone, którzy często gościli pod polem karnym Diego Lopeza i przepychali się z jego kolegami z defensywy.
W 35. minucie potężnie zza pola karnego uderzył Marcos Senna – futbolówka przeleciała nie więcej niż metr obok prawego słupka. Po chwili równie mocno z dalszej odległości piłkę kopnął Salvio, ale poszybowała ona zdecydowanie nad bramką Diego. Trzy minuty później po zaskakującym dośrodkowaniu Juanfrana bliski wepchnięcia futbolówki do siatki był Filipe, ale ostatecznie minimalnie rozminął się z piłką. Gospodarze również mieli swoje szanse w tej części gry – po dobrym dośrodkowaniu Senny z rzutu rożnego minimalnie przestrzelił Carlos Marchena. Do przerwy zatem żadna z drużyn nie potrafiła poprawić swojej sytuacji w tabeli.
Od początku drugiej połowy zaczęła się przewaga Atletico. Być może do zawodników obydwu drużyn dotarła informacja, że Malaga prowadziła u siebie ze Sportingiem – oznaczało to, że aby Atletico awansowało do Ligi Mistrzów, musiało wygrać i liczyć na stratę punktów przez Andaluzyjczyków. Zawodnicy w żółtych trykotach byli z kolei spokojniejsi – na ten moment nie byli zagrożeni przez klub z Asturii. „Rojiblancos” osiągnęli dużą przewagę w posiadaniu piłki, to po ich stronie leżała inicjatywa, ale nijak nie przekładało się to na sytuacje podbramkowe.












