Valencia pokonała 3:0 Levante i przypieczętowała awans do dalszej fazy Pucharu Króla. W półfinale od wczoraj czeka już Barcelona. Dwie bramki dla „Nietoperzy” zdobył Piatti, jednego gola dołożył Aduriz.
Wydawać by się mogło, że gospodarze będą ostro naciskać rywala od samego początku, bo przecież strata trzech bramek sama się nie odrobi, jednak „Żaby” niespecjalnie kwapiły się do atakowania bramki Diego Alvesa. To goście starali się prowadzić grę, ale również fajerwerków nie prezentowali. Dopiero w 5. minucie zakotłowało się w polu karnym Valencii. Wrzucona w „szesnastkę” piłka wylądowała pod nogami Ballesterosa, który na zamach zawinął defensora „Los Ches” i oddał mocny strzał, jednak zagrożenie zakończyło się tylko na rzucie rożnym. Dopiero w 12. minucie Valencia miała szansę zagościć w polu karnym przeciwnika, jednak Jordi Alba, zamiast kontynuować ofensywną akcję, postanowił spróbować wymusić rzut karny. Sędzia na szczęście na jego gierki się nie nabrał. 60 sekund później w odpowiedzi ruszył Pallardo, który karnego nie chciał szukać, ale oddany przez niego strzał nie dość, że był lekki, to i bardzo niecelny.

Do pierwszej klarownej sytuacji doszło w końcu w 17. minucie pojedynku. Arbiter podyktował kolejny rzut rożny dla gospodarzy. Po wrzutce najlepiej w polu karnym znalazł się Barral, jednak uderzenie głową minęło lewy słupek bramkarza „Nietoperzy”. Trzy minuty później zripostowali podopieczni Emery’ego. Bardzo szybko wyszli z kontrą z własnej połowy, Juan Bernat wypatrzył wychodzącego Pablo Piattiego, któremu posłał prostopadłą piłkę, ale Argentyńczyk z ostrego kąta pomylił się o kilkanaście centymetrów. W 25. minucie goście już błędu nie popełnili, Piatti zaś wystąpił w roli asystenta. Tym razem to on został uruchomiony prostopadłym podaniem, piłkę dogonił tuż przed końcową linią boiska i wycofał ją na piąty metr do Aduriza, który wykorzystując błąd w kryciu Ballesterosa, pokonał Munuę. Minęło zaledwie pięć minut i padła kolejna bramka. Znowu w roli głównej znalazł się Piatti, wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem „Żab” po cudownym podaniu od Bernata. Do roboty postanowili zabrać się gospodarze, ale po kolejnych wrzutkach w pole karne nadal nie mogli znaleźć sposobu na skierowanie futbolówki w światło bramki.
W 39. minucie Levante stworzyło chyba najlepszą sytuację w pierwszej połowie. Walencka ekipa wzięła przykład ze swojego rywala i spróbowała zaskoczyć go prostopadłym podaniem, ale Pedro Bottelho został w ostatniej chwili zablokowany przez wszędobylskiego dzisiaj Davida Albeldę. Przed przerwą doskonałą sytuację mieli jeszcze goście, ale pierwsza wrzutka Barragana z prawej strony zostało zablokowana, a po poprawce o włos pomylił się Bernat.
Drugą odsłonę Valencia rozpocząć mogła w najlepszy możliwy sposób – zdobywając trzeciego gola. Świetną indywidualną akcją z lewej strony popisał się Bernat, jednak nikt nie zamknął jego dośrodkowania w polu karnym. Od razu odpowiedzieć próbowało Levante, ale strzał Botelho z 20 metrów przeleciał wysoko nad poprzeczką. W 54. minucie czwarta drużyna ligi hiszpańskiej znowu oddała strzał głową, ale i tym razem nie zdołała zatrudnić nim Diego Alvesa. Valencia wyraźnie zadowoliła się dwubramkowym prowadzeniem i oddała pole rywalowi, ograniczając się w zasadzie tylko do przecinania jego akcji ofensywnych.











