Obecne zgrupowanie kończy trudny rok dla futbolu, również reprezentacyjnego. To też ostatnie zgrupowanie przed eliminacjami do mistrzostw świata w Katarze. Kolejne, marcowe oznaczać będzie koniec testów, a początek krótkich eliminacji połączonych z przygotowaniami do przełożonego Euro. Pewnym co do wyborów Brzęczka możemy być w sprawie jednego. Atak reprezentacji Polski jest już gotowy. Lewandowskiego, Milika oraz Piątka nikt nie przeskoczy, ale czy ktoś powinien do nich dołączyć?
Skład napastników reprezentacji Polski kreował się przez dobrych kilka lat. Lider naszej kadry – Robert Lewandowski – miał u swego boku wielu snajperów. Obecność większości była pojedynczymi epizodami. Na stałe zostali najmocniejsi, a za nimi nie widać żadnej konkurencji. W meczu z Ukrainą w pierwszym składzie wyszła dwójka będąca w hierarchii za Lewandowskim, lecz dużo przed niewidzialną resztą. Zagubiony duet Milik – Piątek choć nie zachwyca, tak pochwalić się może nie lada skutecznością. I na ten moment, który trwać może w nieskończoność, może być pewny bytu reprezentacyjnego. Nawet na długie lata.
Dlaczego tylko oni?
Nikogo nie należy przekonywać o wartości kapitana reprezentacji Polski. W meczach o stawkę nie mamy po co wychodzić bez niego na murawę. Co jednak powoduje, że mający problemy klubowe Arkadiusz Milik oraz Krzysztof Piątek nie muszą oglądać się za swoje plecy? Dlaczego do szczęścia Brzęczkowi nie potrzeba kolejnego napastnika?
Powodów jest wiele, a zacząć trzeba od najistotniejszego. Niemal wszystkie mecze pod wodzą Jerzego Brzęczka wskazują, że Polska grać chce jednym napastnikiem. Bezwzględnym numerem jeden jest napastnik Bayernu Monachium. W takiej sytuacji posiadanie więcej niż trzech klasowej światy zawodników na pozycji „9” byłoby błędem. Na ten temat wypowiedział się selekcjoner tuż przed spotkaniem z Ukrainą:
– Mamy na dzisiaj trójkę wspaniałych snajperów. Na tę chwilę zakładamy, że na mistrzostwa Europy pojedziemy z trójką napastników.
Całe szczęście, że komfort mamy choć w jednej formacji – o atak reprezentacji Polski martwić się nie trzeba. W spotkaniach towarzyskich oraz Ligi Narodów selekcjoner rotował, choć nie na tyle, aby odwracać skład do góry nogami. Czasy sprawdzania dobiegają końca, więc nie należy oczekiwać niespodzianek. W tych spotkaniach na kredyt zaufania mógł liczyć Milik, który z grą w klubie już się pożegnał. Do tego momentu niewiele lepiej miał Piątek, który również grą w reprezentacji podbudowywał swoje morale. Obaj reprezentacji dali dużo, a teraz wiele jej mogą zawdzięczać.











