Czy zwycięstwo nad Cracovią w zeszłym tygodniu było przypadkowe? Nawet jeśli było, to Łódzki Klub Sportowy pokazał dzisiaj przy ulicy Konwiktorskiej jak takie wiktorie budują morale zespołu na tyle, że skazywani na pożarcie łodzianie wywożą z Warszawy komplet punktów.
Dla Polonii dzisiejszy pojedynek miał być przełomowy. Wiosnę na boiskach Ekstraklasy rozpoczęli dokładnie tak samo, jak początek sezonu – od remisu w derbach z Legią i porażki z Wisłą Kraków. Jak było później? Bilans dziesięciu spotkań bez przegranej, który dał tytuł mistrza jesieni. Teraz już tak różowo nie będzie – po klęsce z ŁKS-em lider z Poznania może odskoczyć „Czarnym Koszulom” na dziewięć punktów.

Pierwsza cześć gry nie stała na wysokim poziomie – owszem, Polonia miała przewagę, oddawała więcej strzałów, ale co z tego, skoro większość z nich Bogusław Wyparło spokojnie mógł odprowadzać wzrokiem. Jeśli ktoś z warszawskich kibiców miał pretensje o styl gry, to w 45. minucie przeżył szok. Oto bowiem Marcin Smoliński zacentrował w pole karne, obrońcy Polonii nie potrafili zażegnać niebezpieczeństwa, piłka trafiła najpierw do Rafała Kujawy, a następnie do siatki.
Druga odsłona starcia wyglądała podobnie jak pierwsza – podopieczni Jacka Zielińskiego mieli przewagę, ale ich akcje były mało przemyślane. Łodzianie ograniczali się jedynie do kontrataków, a jeden z nich w 76. minucie przyniósł gola numer dwa. Futbolówkę rozegrał Marcin Smoliński, podał na skrzydło do Wahana Geworgiana, który wypatrzył w polu karnym Adama Czerkasa. 25-latkowi w piątek trzynastego sprzyjało szczęście, bowiem do siatki trafił z minimalnego spalonego, czego nie zauważyli jednak sędziowie. 11 minut później padła trzecia bramka z udziałem tej samej dwójki, jednak tym razem zamienili się rolami – błąd w przyjęciu futbolówki popełnił Piotr Drzewicki, wykorzystał to Czerkas, który wyłożył piłkę jak na tacy Geworgianowi. Przyrowski był bezradny. W końcówce meczu Polonia odpowiedziała bramką honorową – akcje rozpoczął, na lewym skrzydle, Jarosław Lato, odegrał do Łukasza Piątka, który zagrał do Daniela Mąki. Młody polonista wpisał się na listę strzelców po uderzeniu z prawej strony.
Falstart Legii
Falstart zaliczyła również Legia Warszawa. Zresztą bolączką legionistów jest właśnie forma na wyjazdach, gdzie podopieczni Jana Urbana zgubili aż 15 punktów (dzisiejsza porażka jest czwartą w tym sezonie). Z kolei Jagiellonia bardzo dobrze spisuje się na własnym obiekcie (triumf nad Legią to szóste domowe zwycięstwo). Jaki nasuwa się więc wniosek z przedmeczowej statystyki? W Białymstoku powinno dojść do ciekawego starcia. Tym bardziej, że w barwach Jagiellonii gra dwóch byłych legionistów – bramkarz Rafał Gikiewicz oraz Kamil Grosicki (w ramach wypożyczenia gra na Podlasiu). I rzeczywiście zemsta w piątek była słodka.











