Fot. Cristiano Ronaldo i Gonzalo Higuain, Real Madryt
W 9. kolejce hiszpańskiej Primera Division będziemy mieli okazję obejrzeć trzy spotkania, które śmiało można nazwać hitowymi. Pierwsza czwórka poprzedniego sezonu zagra z rywalami, które albo nie poniosły jeszcze porażki („Barca” z Sevillą, Villarreal z Levante), albo z zespołami, których potencjał jeśli nie rzuca na kolana, to wzbudza ogromny respekt (Real z Malagą, Valencia z Athletikiem). Ciekawie zapowiada się też mecz nieźle spisujących się beniaminków, Betisu i Rayo.
Sobota
Malaga CF – Real Madryt
Prawdziwe emocje w tej kolejce rozpoczną się od spotkania dwóch drużyn o znacznych budżetach, posiadających w kadrach piłkarzy o znakomitych umiejętnościach. Co ciekawe, obydwa niedawno zostały pokonane przez rewelację tego sezonu La Liga, Levante. Będzie to też specyficzny mecz dla Manuela Pellegriniego, obecnego trenera Malagi, który w sezonie 2009/2010 odpowiadał za wyniki Realu.
Cristiano Ronaldo i Gonzalo Higuain, najlepsi strzelcy Realu (fot. skysports.com)
Wspomnianej wyżej porażki Andaluzyjczyków z Levante można było się spodziewać, chociaż rozsądniej byłoby stawiać na to, że drużyna z Walencji w końcu zakończy triumfalny pochód i straci u siebie punkty z dużo od siebie lepszym przecież zespołem. Nic z tych rzeczy, Malaga została rozbita totalnie, nie była w stanie właściwie niczym przeciwstawić się sposobowi gry Levante. Na usprawiedliwienie graczy z La Rosaleda wypada dodać, że wynik ustawiła w dużym stopniu czerwona kartka dla Caballero w 30. minucie gry. Mimo tej porażki chłopcy Pellegriniego pozostają na niezłym, szóstym miejscu w tabeli. W ostatnich pięciu spotkaniach ani razu nie przegrali, trzykrotnie zwyciężając i dwa razy dzieląc się punktami z rywalami. W meczu z Realem nie zagra kontuzjowany Julio Baptista (a także zawieszeni Caballero, Kris i Wellington), dla którego byłby to również sentymentalny powrót na Santiago Bernabeu.
Co z Realem? Wszystko w jak najlepszym porządku, a najodpowiedniejszym potwierdzeniem, że po chwilowych zawirowaniach w Madrycie dzieje się dobrze, jest statystyka bramkowa. „Los Blancos” w ostatnich pięciu meczach pokonywali golkiperów aż 21-krotnie (siedem trafień było dziełem Higuaina, cztery Ronaldo, a trzy Benzemy), tracąc zaledwie trzy gole. W ostatnim spotkaniu ligowym podopieczni Mourinho bez mrugnięcia okiem rozgromili w meczu przyjaźni Espanyol, natomiast w ostatnim spotkaniu w ogóle, wtorkowym w Lidze Mistrzów, odprawili z identycznym bagażem bramkowym (cztery) Olimpique Lyon. By nie tracić kontaktu z czołówką, „Los Merengues” nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Jeśli chodzi o personalia, w Realu kontuzjowani są, standardowo, Sahin, Carvalho, Arbeloa oraz Lass.
Czujący w nogach środowy mecz Ligi Mistrzów lider z Katalonii podejmie świeżą, acz mocno osłabioną brakiem Perottiego i Negredo drużynę z Andaluzji. Za kadencji Guardioli „Barca” jeszcze nie przegrała z Sevillą w lidze. Jak będzie tym razem?
Co słychać w Barcelonie? Messi ma już na koncie 196 goli dla Barcelony, czym zdystansował legendarnego Ladislao Kubalę. Przed nim już tylko Cesar Rodriguez, który ma na koncie 235 bramek dla „Azulgrany”. Po meczu z Racingiem, kiedy to ustrzelił dublet, „La Pulga” postanowił naładować akumulator i nie strzelić gola Viktorii Pilzno. Tym samym na mecz przeciwko Sevilli wyjdzie głodny bramek i zapewne jakąś zdobędzie. W krótkim czasie skurczyła się lista zawodników kontuzjowanych, do zdrowia wrócili już Cesc i Iniesta, a jedynym wciąż niezdolnym do gry zawodnikiem pierwszej jedenastki jest Gerard Pique. W meczu z Sevillą powinien go zastąpić Eric Abidal, który ma włodarzom klubu coś do udowodnienia: w czwartek piłkarz nie dogadał się z nimi w sprawie przedłużenia kontraktu. „Barca” w pięciu ostatnich spotkaniach ligowych zaaplikowała rywalom aż 21 goli, a w ostatnim meczu z Sevillą zdobyła ich pięć. Javi Varas ma się zatem czego bać.
Dla Sevilli konfrontacja z „Dumą Katalonii” to nie tylko pojedynek sportowy. Splot przeróżnych okoliczności, dokładnie opisany tutaj, spowodował, że „Los Nervionenses” w meczu przeciwko Barcelonie zagrają w koszulce z napisem „Dumni z Andaluzji”. Niestety, nie przywdzieją jej dwaj bodaj najlepsi gracze zespołu z Sewilli, Alvaro Negredo i Diego Perotti. Ich zmiennicy, Frederic Kanoute i Emiliano Armenteros, choć sroce spod ogona nie wypadli, są mimo wszystko piłkarzami innej klasy. Świadom niedostatków własnej drużyny jest Marcelino i choć pod jego wodzą w tym sezonie w lidze Sevilla jeszcze nie przegrała, szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego podopiecznych. W nadchodzącym meczu sporo będzie zależeć na pewno od Javiego Varasa, który przez niemal 500 minut zachowywał czyste konto, ale ostatecznie w minionej kolejce pokonał go David Barral ze Sportingu.
Niedziela
Betis Sewilla– Rayo Vallecano
Cesc i Messi, boiskowe małżeństwo po ośmiu latach separacji znowu razem (fot. bettor.com)
W nielubianym przez gro hiszpańskich piłkarzy niedzielnym meczu w samo południe zmierzą się dwaj beniaminkowie. Obydwa zespoły jak na razie spisują się chyba lepiej niż się po nich spodziewano: Betis przez kilka kolejek był liderem i wciąż utrzymuje się w czołówce, a skazywane w każdym meczu na pogrom Rayo regularnie punktuje.
„Los Verdiblancos” po wspaniałym początku sezonu, a konkretnie czterech kolejkach, w których zdobyli komplet punktów, rozpoczęli zjazd w dół. W trzech kolejnych spotkaniach już przegrali. Zaczęło się od Getafe, później przyszła porażka z Levante, a w ostatniej kolejce podopiecznych Pepe Mela skarcił Real. Co ciekawe, tylko w ostatnim przypadku Betis zdołał zdobyć (co prawda dość przypadkową, ale jednak) bramkę, z drugiej strony stracił aż cztery. Mecz z Rayo będzie więc dla Andaluzyjczyków typowym spotkaniem na przełamanie. Kto jak kto, ale obecny trener zespołu z Sewilli powinien znać receptę na madrytczyków (od 2007 do 2010 roku był ich szkoleniowcem). W osiągnięciu korzystnego wyniku na okazałym stadionie Benito Villamarin nie pomoże Betisowi Alvaro Vadillo, który w wyniku ataku ciałem Sergio Ramosa doznał poważnej kontuzji kolana.
Rayo trudno uznać za faworyta nadchodzącego spotkania. W poprzedniej kolejce podopieczni Jose Sandovala przegrali ze słabym Espanyolem, weekend wcześniej zremisowali natomiast z jeszcze słabszym Racingiem. Na plus trzeba na pewno zapisać graczom beniaminka występ na Santiago Bernabeu w szóstej kolejce, kiedy to, mądrze ustawieni i poinstruowani przez trenera, świetnie, ofensywnie i agresywnie rozpoczęli spotkanie z Realem. Efekt był taki, że od 1. do 39. minuty prowadzili, a w 55. minucie stać ich było jeszcze na gola kontaktowego na 3:2. I choć ostatecznie mecz wysoko przegrali, zostanie on z pewnością zapamiętany. Spotkanie z Betisem, zdaniem Michu, pomocnika Rayo, będzie wyrównane, a on i jego koledzy pragną utrzymać nie najgorszą formę z meczów wyjazdowych (jedyna porażka we wspomnianej potyczce z Realem).
Valencia CF – Athletic Bilbao
Po niezbyt udanych występach w europejskich pucharach drużyny Emery’ego i Bielsy powalczą na Estadio Mestalla o ligowe punkty. Valencia dosyć pechowo przegrała na wyjeździe z Bayerem Leverkusen, natomiast Athletic rzutem na taśmę zremisował u siebie z Red Bullem Salzburg.
„Los Ches”, mimo sporej przewagi w pierwszej połowie, zdołali zdobyć tylko jedną bramkę, co zemściło się na nich po przerwie: dwa gole i punkty zostały w Niemczech. Owo niepowodzenie gracze z Lewantu z pewnością będą sobie chcieli powetować w lidze. Athletic jest zespołem o potencjale porównywalnym co Sevilla, z którą nie tak dawno poległ, więc z pewnością nie będzie mu łatwo. Łatwo miało być Valencii w meczu z Mallorką, ale została ona, podobnie jak w spotkaniu z Bayerem, skarcona za nieskuteczność, czy też (w tym przypadku) raczej minimalizm i za sprawą gola Tomera Hemeda w ostatniej minucie gry straciła dwa punkty. W meczu z Bilbao będzie „Nietoperzom” o tyle trudniej, że nie zagra dwóch defensywnych zawodników (Rami zawieszony za ubliżanie sędziemu w ostatnim meczu ligowym, Maduro długotrwale kontuzjowany).
Fernando Llorente, nawet wzięty w pośladkowe kleszcze, potrafi zdobywać bramki (fot. athletic-club.com)
Jeśli chodzi o ostatni występ Athleticu w Lidze Europy, to śmiało można byłoby nazwać go kompromitacją, gdyby nie skuteczność Fernando Llorente. Dwa gole napastnika o posturze mitycznego tytana, zdobyte na przestrzeni sześciu minut, wydatnie jej zapobiegły. Reprezentant Hiszpanii w ostatnich meczach prezentuje zresztą świetną formę: bardzo dobrze spisywał się w ostatnim meczu ligowym, z Osasuną, gdzie co prawda nie zdobył gola, ale zaliczył asystę. Był również bohaterem spotkania, które dla Basków miało charakter niezwykle prestiżowy: jego dublet dał Athleticowi zwycięstwo w San Sebastian z miejscowym Realem Sociedad. Ogólnie wydaje się, że gruntownie przemeblowana przez Bielsę drużyna funkcjonuje z każdym spotkaniem coraz lepiej. Mecz z Valencią da odpowiedź na pytanie, czy nie jest to wrażenie złudne.
Villarreal CF – Levante Walencja
W meczu zamykającym dziewiątą serię spotkań sensacyjny wicelider zagra z czwartą drużyną poprzedniego sezonu. Jeszcze kilka tygodni temu każdy uznałby „Żółtą Łódź Podwodną” za faworyta, teraz za takiego musi uchodzić Levante.
Villarreal jest w tej chwili drużyną na środek tabeli. Dlaczego? Bo świadczą o tym wszystkie wyniki osiągane przez tę ekipę w bieżącym sezonie. Podopiecznym Garrido wyszedł w nim raptem jeden mecz (z Mallorką w piątej kolejce, wygrany po naprawdę dobrej grze 2:0), który miał być symptomem poprawy. Nie do końca był, bo po nim przyszła seria pięciu meczów bez zwycięstwa, która trwa do dziś. Złożyły się na nią trzy remisy w lidze (z Athletikiem, Saragossą, Getafe) i dwie porażki w Lidze Mistrzów. Z Napoli „Żółta Łódź Podwodna” przegrała bezdyskusyjnie, ale już w meczu z Manchesterem City była bliska ugrania punktu. Innymi słowy drużyna popadła w niemoc i potrzebuje przełamania w postaci dobrego meczu, by się z niej wydobyć. Czy najbliższe spotkanie takim właśnie będzie?
Kiedy Levante przestanie zadziwiać? Spodziewano się, że przed tygodniem, kiedy to na Ciutat de Valencia przyjechała naszpikowana byłymi bądź obecnymi gwiazdami europejskich boisk Malaga. Efekt? Podopieczni Juana Martineza nie zagrali z nimi tak, jak w poprzednich meczach. Zagrali dużo lepiej! Trzy bramki i właściwie bezdyskusyjna dominacja to najkrótsze podsumowanie tamtego spotkania. We wcześniejszych scenariusz był podobny: żelazna defensywa, świetna organizacja gry i niebywałe zaangażowanie, często podparte również szczęściem pod bramką rywala… W ten sposób zespół od kilku sezonów balansujący między Primera a Segunda Division został wiceliderem. Prędzej czy później jednak drużyna Martineza polegnie, a śpiący w formalinie wiekowi defensorzy uodpornią się na tę substancję i zaczną popełniać błędy.
W 9. kolejce hiszpańskiej Primera Division będziemy mieli okazję obejrzeć trzy spotkania, które śmiało można nazwać hitowymi. Pierwsza czwórka poprzedniego sezonu zagra z rywalami, które albo nie poniosły jeszcze porażki („Barca” z Sevillą, Villarreal z Levante), albo z zespołami, których potencjał jeśli nie rzuca na kolana, to wzbudza ogromny respekt (Real z Malagą, Valencia z Athletikiem). Ciekawie zapowiada się też mecz nieźle spisujących się beniaminków, Betisu i Rayo.
Sobota
Malaga CF – Real Madryt
Prawdziwe emocje w tej kolejce rozpoczną się od spotkania dwóch drużyn o znacznych budżetach, posiadających w kadrach piłkarzy o znakomitych umiejętnościach. Co ciekawe, obydwa niedawno zostały pokonane przez rewelację tego sezonu La Liga, Levante. Będzie to też specyficzny mecz dla Manuela Pellegriniego, obecnego trenera Malagi, który w sezonie 2009/2010 odpowiadał za wyniki Realu.
Cristiano Ronaldo i Gonzalo Higuain, najlepsi strzelcy Realu (fot. skysports.com)
Wspomnianej wyżej porażki Andaluzyjczyków z Levante można było się spodziewać, chociaż rozsądniej byłoby stawiać na to, że drużyna z Walencji w końcu zakończy triumfalny pochód i straci u siebie punkty z dużo od siebie lepszym przecież zespołem. Nic z tych rzeczy, Malaga została rozbita totalnie, nie była w stanie właściwie niczym przeciwstawić się sposobowi gry Levante. Na usprawiedliwienie graczy z La Rosaleda wypada dodać, że wynik ustawiła w dużym stopniu czerwona kartka dla Caballero w 30. minucie gry. Mimo tej porażki chłopcy Pellegriniego pozostają na niezłym, szóstym miejscu w tabeli. W ostatnich pięciu spotkaniach ani razu nie przegrali, trzykrotnie zwyciężając i dwa razy dzieląc się punktami z rywalami. W meczu z Realem nie zagra kontuzjowany Julio Baptista (a także zawieszeni Caballero, Kris i Wellington), dla którego byłby to również sentymentalny powrót na Santiago Bernabeu.
Co z Realem? Wszystko w jak najlepszym porządku, a najodpowiedniejszym potwierdzeniem, że po chwilowych zawirowaniach w Madrycie dzieje się dobrze, jest statystyka bramkowa. „Los Blancos” w ostatnich pięciu meczach pokonywali golkiperów aż 21-krotnie (siedem trafień było dziełem Higuaina, cztery Ronaldo, a trzy Benzemy), tracąc zaledwie trzy gole. W ostatnim spotkaniu ligowym podopieczni Mourinho bez mrugnięcia okiem rozgromili w meczu przyjaźni Espanyol, natomiast w ostatnim spotkaniu w ogóle, wtorkowym w Lidze Mistrzów, odprawili z identycznym bagażem bramkowym (cztery) Olimpique Lyon. By nie tracić kontaktu z czołówką, „Los Merengues” nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Jeśli chodzi o personalia, w Realu kontuzjowani są, standardowo, Sahin, Carvalho, Arbeloa oraz Lass.
FC Barcelona – Sevilla FC
Czujący w nogach środowy mecz Ligi Mistrzów lider z Katalonii podejmie świeżą, acz mocno osłabioną brakiem Perottiego i Negredo drużynę z Andaluzji. Za kadencji Guardioli „Barca” jeszcze nie przegrała z Sevillą w lidze. Jak będzie tym razem?
Co słychać w Barcelonie? Messi ma już na koncie 196 goli dla Barcelony, czym zdystansował legendarnego Ladislao Kubalę. Przed nim już tylko Cesar Rodriguez, który ma na koncie 235 bramek dla „Azulgrany”. Po meczu z Racingiem, kiedy to ustrzelił dublet, „La Pulga” postanowił naładować akumulator i nie strzelić gola Viktorii Pilzno. Tym samym na mecz przeciwko Sevilli wyjdzie głodny bramek i zapewne jakąś zdobędzie. W krótkim czasie skurczyła się lista zawodników kontuzjowanych, do zdrowia wrócili już Cesc i Iniesta, a jedynym wciąż niezdolnym do gry zawodnikiem pierwszej jedenastki jest Gerard Pique. W meczu z Sevillą powinien go zastąpić Eric Abidal, który ma włodarzom klubu coś do udowodnienia: w czwartek piłkarz nie dogadał się z nimi w sprawie przedłużenia kontraktu. „Barca” w pięciu ostatnich spotkaniach ligowych zaaplikowała rywalom aż 21 goli, a w ostatnim meczu z Sevillą zdobyła ich pięć. Javi Varas ma się zatem czego bać.
Dla Sevilli konfrontacja z „Dumą Katalonii” to nie tylko pojedynek sportowy. Splot przeróżnych okoliczności, dokładnie opisany tutaj, spowodował, że „Los Nervionenses” w meczu przeciwko Barcelonie zagrają w koszulce z napisem „Dumni z Andaluzji”. Niestety, nie przywdzieją jej dwaj bodaj najlepsi gracze zespołu z Sewilli, Alvaro Negredo i Diego Perotti. Ich zmiennicy, Frederic Kanoute i Emiliano Armenteros, choć sroce spod ogona nie wypadli, są mimo wszystko piłkarzami innej klasy. Świadom niedostatków własnej drużyny jest Marcelino i choć pod jego wodzą w tym sezonie w lidze Sevilla jeszcze nie przegrała, szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego podopiecznych. W nadchodzącym meczu sporo będzie zależeć na pewno od Javiego Varasa, który przez niemal 500 minut zachowywał czyste konto, ale ostatecznie w minionej kolejce pokonał go David Barral ze Sportingu.
Niedziela
Betis Sewilla– Rayo Vallecano
Cesc i Messi, boiskowe małżeństwo po ośmiu latach separacji znowu razem (fot. bettor.com)
W nielubianym przez gro hiszpańskich piłkarzy niedzielnym meczu w samo południe zmierzą się dwaj beniaminkowie. Obydwa zespoły jak na razie spisują się chyba lepiej niż się po nich spodziewano: Betis przez kilka kolejek był liderem i wciąż utrzymuje się w czołówce, a skazywane w każdym meczu na pogrom Rayo regularnie punktuje.
„Los Verdiblancos” po wspaniałym początku sezonu, a konkretnie czterech kolejkach, w których zdobyli komplet punktów, rozpoczęli zjazd w dół. W trzech kolejnych spotkaniach już przegrali. Zaczęło się od Getafe, później przyszła porażka z Levante, a w ostatniej kolejce podopiecznych Pepe Mela skarcił Real. Co ciekawe, tylko w ostatnim przypadku Betis zdołał zdobyć (co prawda dość przypadkową, ale jednak) bramkę, z drugiej strony stracił aż cztery. Mecz z Rayo będzie więc dla Andaluzyjczyków typowym spotkaniem na przełamanie. Kto jak kto, ale obecny trener zespołu z Sewilli powinien znać receptę na madrytczyków (od 2007 do 2010 roku był ich szkoleniowcem). W osiągnięciu korzystnego wyniku na okazałym stadionie Benito Villamarin nie pomoże Betisowi Alvaro Vadillo, który w wyniku ataku ciałem Sergio Ramosa doznał poważnej kontuzji kolana.
Rayo trudno uznać za faworyta nadchodzącego spotkania. W poprzedniej kolejce podopieczni Jose Sandovala przegrali ze słabym Espanyolem, weekend wcześniej zremisowali natomiast z jeszcze słabszym Racingiem. Na plus trzeba na pewno zapisać graczom beniaminka występ na Santiago Bernabeu w szóstej kolejce, kiedy to, mądrze ustawieni i poinstruowani przez trenera, świetnie, ofensywnie i agresywnie rozpoczęli spotkanie z Realem. Efekt był taki, że od 1. do 39. minuty prowadzili, a w 55. minucie stać ich było jeszcze na gola kontaktowego na 3:2. I choć ostatecznie mecz wysoko przegrali, zostanie on z pewnością zapamiętany. Spotkanie z Betisem, zdaniem Michu, pomocnika Rayo, będzie wyrównane, a on i jego koledzy pragną utrzymać nie najgorszą formę z meczów wyjazdowych (jedyna porażka we wspomnianej potyczce z Realem).
Valencia CF – Athletic Bilbao
Po niezbyt udanych występach w europejskich pucharach drużyny Emery’ego i Bielsy powalczą na Estadio Mestalla o ligowe punkty. Valencia dosyć pechowo przegrała na wyjeździe z Bayerem Leverkusen, natomiast Athletic rzutem na taśmę zremisował u siebie z Red Bullem Salzburg.
„Los Ches”, mimo sporej przewagi w pierwszej połowie, zdołali zdobyć tylko jedną bramkę, co zemściło się na nich po przerwie: dwa gole i punkty zostały w Niemczech. Owo niepowodzenie gracze z Lewantu z pewnością będą sobie chcieli powetować w lidze. Athletic jest zespołem o potencjale porównywalnym co Sevilla, z którą nie tak dawno poległ, więc z pewnością nie będzie mu łatwo. Łatwo miało być Valencii w meczu z Mallorką, ale została ona, podobnie jak w spotkaniu z Bayerem, skarcona za nieskuteczność, czy też (w tym przypadku) raczej minimalizm i za sprawą gola Tomera Hemeda w ostatniej minucie gry straciła dwa punkty. W meczu z Bilbao będzie „Nietoperzom” o tyle trudniej, że nie zagra dwóch defensywnych zawodników (Rami zawieszony za ubliżanie sędziemu w ostatnim meczu ligowym, Maduro długotrwale kontuzjowany).
Fernando Llorente, nawet wzięty w pośladkowe kleszcze, potrafi zdobywać bramki (fot. athletic-club.com)
Jeśli chodzi o ostatni występ Athleticu w Lidze Europy, to śmiało można byłoby nazwać go kompromitacją, gdyby nie skuteczność Fernando Llorente. Dwa gole napastnika o posturze mitycznego tytana, zdobyte na przestrzeni sześciu minut, wydatnie jej zapobiegły. Reprezentant Hiszpanii w ostatnich meczach prezentuje zresztą świetną formę: bardzo dobrze spisywał się w ostatnim meczu ligowym, z Osasuną, gdzie co prawda nie zdobył gola, ale zaliczył asystę. Był również bohaterem spotkania, które dla Basków miało charakter niezwykle prestiżowy: jego dublet dał Athleticowi zwycięstwo w San Sebastian z miejscowym Realem Sociedad. Ogólnie wydaje się, że gruntownie przemeblowana przez Bielsę drużyna funkcjonuje z każdym spotkaniem coraz lepiej. Mecz z Valencią da odpowiedź na pytanie, czy nie jest to wrażenie złudne.
Villarreal CF – Levante Walencja
W meczu zamykającym dziewiątą serię spotkań sensacyjny wicelider zagra z czwartą drużyną poprzedniego sezonu. Jeszcze kilka tygodni temu każdy uznałby „Żółtą Łódź Podwodną” za faworyta, teraz za takiego musi uchodzić Levante.
Villarreal jest w tej chwili drużyną na środek tabeli. Dlaczego? Bo świadczą o tym wszystkie wyniki osiągane przez tę ekipę w bieżącym sezonie. Podopiecznym Garrido wyszedł w nim raptem jeden mecz (z Mallorką w piątej kolejce, wygrany po naprawdę dobrej grze 2:0), który miał być symptomem poprawy. Nie do końca był, bo po nim przyszła seria pięciu meczów bez zwycięstwa, która trwa do dziś. Złożyły się na nią trzy remisy w lidze (z Athletikiem, Saragossą, Getafe) i dwie porażki w Lidze Mistrzów. Z Napoli „Żółta Łódź Podwodna” przegrała bezdyskusyjnie, ale już w meczu z Manchesterem City była bliska ugrania punktu. Innymi słowy drużyna popadła w niemoc i potrzebuje przełamania w postaci dobrego meczu, by się z niej wydobyć. Czy najbliższe spotkanie takim właśnie będzie?
Kiedy Levante przestanie zadziwiać? Spodziewano się, że przed tygodniem, kiedy to na Ciutat de Valencia przyjechała naszpikowana byłymi bądź obecnymi gwiazdami europejskich boisk Malaga. Efekt? Podopieczni Juana Martineza nie zagrali z nimi tak, jak w poprzednich meczach. Zagrali dużo lepiej! Trzy bramki i właściwie bezdyskusyjna dominacja to najkrótsze podsumowanie tamtego spotkania. We wcześniejszych scenariusz był podobny: żelazna defensywa, świetna organizacja gry i niebywałe zaangażowanie, często podparte również szczęściem pod bramką rywala… W ten sposób zespół od kilku sezonów balansujący między Primera a Segunda Division został wiceliderem. Prędzej czy później jednak drużyna Martineza polegnie, a śpiący w formalinie wiekowi defensorzy uodpornią się na tę substancję i zaczną popełniać błędy.
Komentarze23
~U
~man utd
HALA MADRID!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
~
~barca
VISCA EL BARCA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
~M
~REAL MADRID
HALA MADRID !!!!!!!!!!!!!Z
~
~UNITED
GLORY GLORY MAN UNITED :P
~
~szwajc1212
rud kontra higuain aaaaaaaa !!!!! nie mogę się
doczekać :) hala madrid
~
~R4V
Hala Madrid!
~
~mkkk
Hala Madrit!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
~
~real
REAL ROZNIESIE MALAGĘ
HALA
MADRID!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
!!!
~M
~Kibic M U
acha .
~
~Urban
Hala madryt BAYERN RZĄDZI
~
~Jaro
Widzę, że mamy tu zlot madryckich szczekaczy…
~
~Damianeiro
~
~golem16
VISCA EL BARCA
~
~szwajc1212
że ktoś napisze hala madrid to szczekacz twoim
zdaniem ?wy atakujecie i wyzywacie i to można
nazywać szczekaniem ! Dobrze że admini tej strony
usuwają w końcu posty tego z którym tak często
się zgadzasz ;) . pozdrawiam i bez nerwów proszę
:))
~
~Jaro
Nie chcę się z tobą kłócić ale nie przypominam
sobie bym kiedykolwiek popierał Pitera99 nawet jak
jest z mojego obozu, każdy ma swój rozum i pisze w
swoim imieniu a prawda jest taka, że jest tu więcej
klakierów z Madrytu i tyle…
~
~Madrid!
Hala Madrid!
~
~szwajc1212
dobra jaro ale spieraj się z nimi na argumenty a nie
na epitety bo głupi chłopak nie jesteś. powodzenia
w meczu z tymi co nazywają nas złodziejami ;)
~
~call
co to jest hala madrid?
~
~szwajc1212
Jeśli pytasz poważnie to jest okrzyk kibiców realu
madryt zawarty też w hymnie oznaczający NAPRZÓD
MADRYT !
~
~call
aha dzieki
~
~miziol
Real znowu swietnie gra i jest na szczycie:)
~U
~man utd
HALA MADRIT !!!!!!!!!!!!!!!!!!
KONIEC Z BARCA
~
~WAFEL
ZOBACZ SAM JAK GUMISIE SKACZĄ TAM I SIAM;d to jest
refren hymnu Realu