Koniec grudnia. Czas podsumowań i takich tam. Oto kolejne z nich – najlepsze transfery Primera Division sezonu 2011/2012.
Jako że w minionym tygodniu opublikowaliśmy już dwa podobne teksty, mianowicie najlepszą jedenastkę jesieni oraz największe odkrycia tej części sezonu, część nazwisk siłą rzeczy musi się pokrywać. Ich właściciele okupują m.in. podium niniejszego rankingu.
10. Santiago Cazorla (Villarreal – Malaga). Kosztował 21 milionów euro. Rozegrał 16 spotkań, strzelił cztery gole, zaliczył trzy asysty.

Człowiek, któremu liderowanie dobrze wychodzi. W poprzednim sezonie był liderem Villarrealu, choć na równi z Borją Valero, poza tym świetnie rozumiał się z pozostałymi zawodnikami drugiej linii, obojętnie czy był to Senna, Bruno, czy „Cani”. W Maladze, choć nie jest jeszcze w stu procentach zgrany z resztą ekipy, wiedzie mu się właściwie równie dobrze. Konstruowanie gry spoczywa na jego barkach, podobnie jak zdobywanie bramek i asystowanie przy nich. Formę Santiego docenia również Vicente del Bosque, który wysyła mu powołania na większość spotkań „La Seleccion”. Policzcie wybitnych pomocników z hiszpańskim rodowodem, a uświadomicie sobie, jak duża to sztuka.
9. Arda Turan (Galatasaray – Atletico). Kosztował 12 milionów euro. Rozegrał 19 meczów, strzelił trzy gole, zaliczył osiem asyst.
Zważywszy na mizerne wyniki „Los Rojiblancos”, statystyki Turka wyglądają bardzo dobrze. W poprzednim sezonie jednym z najlepszych zawodników Atletico był Jose Reyes, grający na tej samej pozycji co piłkarz Galatasaray. Niestety dla Hiszpana, Arda nie miał żadnych kłopotów z aklimatyzacją, bardzo szybko znalazł też wspólny język z innymi nabytkami z Vicente Calderon – Diego i Falcao. Efekt był taki, że ulubieniec kibiców gra ogony, a Turek jest piłkarzem pierwszego składu i zapewne nic nie zmieni się w tej materii nawet po przyjściu Diego Simeone.
8. Diego (Wolfsburg – Atletico). Wypożyczony za darmo. Rozegrał 20 meczów, strzelił trzy gole, zaliczył pięć asyst.

Na potrzeby niniejszego zestawienia próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio Atletico miało w składzie tej klasy ofensywnego środkowego pomocnika. Pomijając Caminero, który nie był graczem klasy wychowanka Santosu, ostatnim takim piłkarzem był półtorej dekady temu… świeżo upieczony trener „Los Colchoneros”, Diego Simeone. Jego imiennik nie osiągnął chyba jeszcze szczytu formy, ale patrząc na jego zagrania i rolę, którą już odgrywa, wydaje się, że jest już on niedaleko. Biorąc pod uwagę wysoką formę Brazylijczyka, Atletico z pewnością dołoży wszelkich starań, by wykupić go z Wolfsburga.













