Kolejny październikowy sprawdzian dla reprezentacji Polski tym razem był pojedynkiem wagi ciężkiej, bo podopieczni Jerzego Brzęczka zmierzyć się musieli nie z marnymi Finami, ale z silną ekipą włoską. Selekcjoner Polaków został utwierdzony w stawianiu na kilku piłkarzy i zbudowany grą młodych zawodników. Niestety, dostał też porządne zmartwienie w postaci postawy Grzegorza Krychowiaka, który kolejny mecz w biało-czerwonej koszulce rozegrał znacznie poniżej oczekiwań.
Słabiutka postawa w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną, fatalna zmiana przeciwko kiepściutkiej reprezentacji Finlandii, a wczoraj kolejny kompromitujący występ. I tak nie liczymy już raczej, że wróci Krychowiak z Euro 2016, ale jakieś minimum przyzwoitości trzeba zachować. Bo to, czym ostatnio raczy nas piłkarz Lokomotivu Moskwa, z pewnością nie kwalifikuje się na poziom reprezentacyjny.
Piłka parzy
W reprezentacyjnym kryzysie Krychowiak jest nie od dziś. To jasne. I wie to on, wie to Jerzy Brzęczek, wie to Robert Lewandowski i wiedzą to kibice. Tylko że w kadrze urósł już do rangi piłkarza niemal niezastąpionego. Tak jak w przypadku Zielińskiego – może zespołowi nie dawać wiele, ale miejsca w składzie nie odda. Bo i ewentualne alternatywy to jest pewien problem Jerzego Brzęczka.
W eliminacjach do mistrzostw Europy z 10 spotkań opuścił zaledwie sześć minut, a u trenera Brzęczka nie zagrał w tylko jednym meczu – co ciekawe, tym przed dwoma laty z Włochami na Stadionie Śląskim. Dlatego fakt stawiania na Krychowiaka dziwić nie może i zagorzałym przeciwnikom Jerzego Brzęczka nie da kolejnych powodów do atakowania selekcjonera. Tyle że takimi meczami jak wczoraj traci się w oczach wszystkich, nie tylko trenera kadry.
Krychowiakowi w meczu z Włochami piłka przeszkadzała. I to mimo faktu, że polski pomocnik sprawiał wrażenie piłkarza, którego piłka parzy. On jej w zasadzie przy sobie nie chciał. Przy wyprowadzaniu ataku w zasadzie cały czas będący w strefie odciętej od rozegrania, a broniąc, trzymający się z dala od rywali. Być może sam zainteresowany czuł, że wielkiego, a nawet choćby przyzwoitego meczu nie rozegra i lepszym wyjściem będzie nieutrudnianie zadania kolegom.
Widoczny tylko przy faulach
Przez pierwsze 10 minut meczu Grzegorz Krychowiak bezpośrednio z piłką zetknął się cztery razy. Cóż, niewiele patrząc na zajmowaną na boisku pozycję i pełnioną na niej funkcję. Same zagrania w tym czasie też, delikatnie rzecz biorąc, szału nie robią. Dwa niecelne i dwa celne podania, z czego te udane bardzo zachowawcze.
Piłkarz Lokomotivu Moskwa bardziej dał o sobie znać, próbując zabijać chęć do gry Włochów. W kwadrans popełnione trzy przewinienia, które uczciwie mówiąc, finalnie mogły, a może nawet powinny, zakończyć się pokazaniem Krychowiakowi żółtej kartki. Pomocnikowi reprezentacji kadry się upiekło, ale specjalnie nie zmieniło to jego gry na przestrzeni całego spotkania.











