Slavia Praga wraca do Ligi Mistrzów po ponad dekadzie. Los zadecydował, że mistrzom Czech przyjdzie rywalizować w stawce okrzykniętej mianem grupy śmierci. W starciach z Interem, Barceloną oraz Borussią Dortmund Slavię uważa się za bezbronną. Czy powinna być postrzegana za taką właśnie?
29 sierpnia, w Monako trwa losowanie fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jako pierwsza do grupy F wylosowana została FC Barcelona, następnie Borussia Dortmund, po niej Inter Mediolan. Już wtedy wiadome było, że którakolwiek dolosowana z czwartego koszyka drużyna, dołączając do tego poważanego towarzystwa, skazywana będzie na pożarcie. Tą ekipą okazała się Slavia Praga, której działacze dosłownie nie wiedzieli, czy śmiać się czy płakać.
Coraz częściej na europejskich arenach
Dwa ostatnie sezony to występy prażan w Lidze Europy, na które przyszło Czechom czekać od 2009 roku. Pierwszy z dwóch wspomnianych występów zakończył się szybko, bo już na poziomie fazy grupowej. Wtedy przyszło Slavii uznać wyższość drużyn Villarrealu i Astany, wyprzedziła w grupie A Maccabi Tel Awiw.
Tamten sezon nie pozostał więc zapamiętany jako szczególny. Inaczej było jednak w przypadku zeszłosezonowych rozgrywek. Slavia przystępowała do nich już z wnioskami wyciągniętymi z poprzedniego występu i tym razem poradziła sobie znacznie lepiej. W grupie C wyeliminowała Girondins Bordeaux oraz FC Kopenhaga, wchodząc do fazy pucharowej za Zenitem Sankt Petersburg. Pierwszym rywalem wylosowanym przez Slavię po wyjściu z grupy okazał się belgijski Genk, z którym Czesi rozprawili się dość łatwo. Prawdziwe boje zaczęły się dopiero w 1/8 finału.
Thrillery z Sevillą czy Chelsea
Po wyeliminowaniu Belgów Slavia trafiła na Sevillę. W Hiszpanii padł remis 2:2, dzięki czemu Czesi w korzystnej sytuacji przystępowali do rewanżu w Pradze. Tam po dziewięćdziesięciu minutach wynik był taki sam. Nastała dogrywka, czyli w tym przypadku prawdziwa jazda bez trzymanki. W 97. minucie bramkę zdobyli bowiem Hiszpanie i gdy wszyscy przekonani byli, że to Sevilla zagra dalej, prażanie odpowiedzieli dwukrotnie. Najpierw w 102. minucie za sprawą Micka van Burena, a następnie na minutę przed końcem meczu trafił Ibrahim Traore, gwarantując Slavii awans rzutem na taśmę.










