W ostatnich miesiącach czy nawet latach życie wrocławskiego kibica nie należało do najłatwiejszych. Na murawie lub poza nią często pojawiały się problemy, które momentami graniczyły z katastrofą, ale koniec końców tych złych zakończeń udawało się unikać. Innymi słowy: piłkarze potrafili zagwarantować huśtawkę nastrojów, której mimo wszystko być nie powinno. We Wrocławiu grają przecież za dobrzy zawodnicy, stąd Śląsk nie powinien dotykać strefy spadkowej.
Czas powiedzieć jasno i głośno: idziemy naprzód. Być może będę uciekał się do utopijnych wizji, ale we Wrocławiu potrzebne jest optymistyczne myślenie i konkretny plan na przyszłość. Ostatnie tygodnie udowadniają bowiem, że WKS ma do zaoferowania zdecydowanie więcej niż walkę o utrzymanie. Bo gdyby tak nie było, zespół nie potrafiłby w przekonujący sposób wygrać czterech meczów z rzędu. A to swoją drogą zdarzyło się po raz ostatni w sezonie mistrzowskim z 2012 roku. Ciekawą rzeczą jest również fakt, że od wielu sezonów dopiero na finiszu Śląsk błyszczy najmocniej. Jaki z tego wniosek?
Gdy na horyzoncie widać metę, Śląsk włącza piąty bieg
Wrocławian można by porównać do kierowcy auta zbliżającego się do skrzyżowania. Czyli widząc, że za chwilę zapali się czerwone światło, przyspiesza, zamiast zwolnić. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przypadek, ale liczby wskazują na symptomatyczne działania. Poprzedni sezon? Sześć zwycięstw i jeden remis w rundzie finałowej. Sezon 2016/2017? Trzy triumfy na finiszu. 2015/2016? Ostatnie dziewięć kolejek tylko z jedną porażką. I tak w koło Macieju. Ta tendencja doskonale pokazuje, że jeśli Śląsk – mówiąc kolokwialnie – chce i ma nad sobą dobrego fachowca, po prostu potrafi osiągać wysoki pułap.
Więc skoro udaje się utrzymywać świetny poziom na ostatni miesiąc sezonu, to czemu nie w trzech, sześciu czy ośmiu? Tutaj pojawia się zagadka. Z jednej strony można winić piłkarzy i ich niewygórowane ambicje. Ale z drugiej? Problem wcale nie musi występować na tle finansowym. Nie powinniśmy się także doszukiwać błędu u trenerów, bo ich w ostatnich latach było przecież kilku. Do tego dochodzą również transfery i wymiana ogniw, dlatego trudno wskazać winowajcę w jednej osobie lub kwestii. Winowajcę za to, że wrocławianie nie prezentują przyzwoitej formy choćby przez pół kampanii.











