Skromna wygrana Białej Gwiazdy


26 kwietnia 2013 Skromna wygrana Białej Gwiazdy

W piątkowy wieczór na stadionie przy ul. Reymonta spotkali się piłkarze Wisły Kraków oraz Widzewa Łódź. Po przyzwoitym meczu w wykonaniu podopiecznych Tomasza Kulawika pojedynek 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy zakończył się skromnym jednobramkowym zwycięstwem „Białej Gwiazdy”. Nie zabrakło oczywiście dużej liczby kuriozalnych błędów…


Udostępnij na Udostępnij na

Dla obu polskich ekip było to bardzo ważne spotkanie, ponieważ zarówno Wisła, jak i Widzew uzbierały do tej pory równo po 28 oczek. Starcie przy Reymonta rozpoczęło się niespodziewanym atakiem „Białej Gwiazdy”. Wszystko byłoby nawet do przyjęcia, lecz nie to, że podopieczni Tomasza Kulawika prowadzili grę w środkowej strefie boiska i atak pozycyjny. Czyżby w końcu zaczęli używać jakiejś taktyki? Wygląda na to, że tak, bo większość akcji Wisły Kraków szła prawą stroną boiska, gdzie dobrze funkcjonowały proste zwody Emmanuela Sarkiego. Problemem gospodarzy piątkowego pojedynku była oczywiście linia ataku, czyli ciągle słaby i niedokładny Rafał Boguski.

Patryk Małecki
Patryk Małecki (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)

Łodzianie byli zupełnie poza grą, dlatego w posiadaniu futbolówki przeważała „Biała Gwiazda”. Piłkarze trenera Mroczkowskiego próbowali grać dłuższe piłki w stronę Mariusza Stępińskiego, jednak młody napastnik nie mógł poradzisz sobie z dobrze dysponowanym w obronie Osmanem Chavezem. Środek pola gości z Łodzi wyglądał tragicznie. Poziom trzymał jedynie Dudek, ale Dudek to nie Błaszczykowski, który – jak mówi popularna reklama – sam wygrywa wszystkie mecze. Do przerwy swoje szanse mieli głównie piłkarze Kulawika, lecz – najlepszy na boisku – Emmanuel Sarki nie miał z kim grać, a klepki z Michałem Chrapkiem wyglądały… fatalnie.

W przerwie zareagowali obaj trenerzy: w Wiśle Michała Chrapka zmienił Łukasz Garguła, natomiast w ekipie „Czerwonej Armii” Mariusz Rybicki zastąpił Krystiana Nowaka. Kibice na stadionie przy ul. Reymonta nie musieli długo czekać na pierwsze gole, czyli po prostu pierwsze błędy. W 50. minucie spotkania obrońca Widzewa, Gavrić, zachował się jak totalny amator i podał piłkę swojemu rywalowi, Patrykowi Małeckiemu, który bez większych problemów w sytuacji sam na sam pokonał golkipera gości piątkowego pojedynku. Fani „Białej Gwiazdy” cieszyli się dosłownie parę minut, ponieważ w 55. minucie meczu zobaczyliśmy dwa kolejne błędy. Dzisiejszy bramkarz Wisły Kraków, Michał Miśkiewicz, wznowił grę rzutem ręką i podał do Osmana Chaveza. Honduranin myślał, że gra na konsoli, i na szesnastym metrze od własnej bramki wdał się w głupi drybling z dwoma piłkarzami gości. Piłkę oczywiście stracił, a później brzydko faulował gracza Widzewa Łódź. 40-letni sędzia Marcin Borski bez chwili zawahania wyciągnął kartkę koloru czerwonego i odesłał obrońcę „Białej Gwiazdy” do szatni.

Bramkarz Widzewa Łódź – Maciej Mielcarz
Bramkarz Widzewa Łódź – Maciej Mielcarz (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)

Podopieczni Radosława Mroczkowskiego zaczęli grać troszkę agresywniej, ale to wszystko było za mało. Gospodarze z Reymonta ustawili autobus i zaraz po przechwycie futbolówki na własnej połowie rzucali dłuższe podanie w stronę Emmanuela Sarkiego, który przez cały spotkanie prezentował bardzo przyzwoity poziom. Nigeryjczyk nie bał się pojedynków jeden na jednego i – co najważniejsze – większość takowych starć wygrywał. Wiśle Kraków brakowało przede wszystkim wykończenia, ponieważ w kontratakach brała udział mała liczba piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Łodzianie bardzo nas rozczarowali swoją dyspozycją, bo przecież od 55. minuty spotkania grali w przewadze jednego zawodnika, lecz mimo to nie potrafili dojść do jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej. Słaby występ zanotował rezerwowy Mariusz Rybicki, a młody i rozchwytywany Stępiński błyszczał na boisku tylko pod względem nerwowej i chaotycznej gry.

Mecz zakończył się jednobramkowym zwycięstwem krakowskiej Wisły. „Biała Gwiazda” awansowała na dziewiąte miejsce w ligowej tabeli T-Mobile Ekstraklasy, natomiast Widzew Łódź utrzymał lokatę numer trzynaście, jednak ma obecnie zaledwie dwa punkty przewagi nad prowadzoną przez Dariusza Wdowczyka Pogonią Szczecin, która parę godzin wcześniej pokonała Koronę Kielce 2:1.

Obserwuj autora tekstu na Twitterze: @JakubSosnicki

Najnowsze