W piątkowy wieczór na stadionie przy ul. Reymonta spotkali się piłkarze Wisły Kraków oraz Widzewa Łódź. Po przyzwoitym meczu w wykonaniu podopiecznych Tomasza Kulawika pojedynek 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy zakończył się skromnym jednobramkowym zwycięstwem „Białej Gwiazdy”. Nie zabrakło oczywiście dużej liczby kuriozalnych błędów…
Dla obu polskich ekip było to bardzo ważne spotkanie, ponieważ zarówno Wisła, jak i Widzew uzbierały do tej pory równo po 28 oczek. Starcie przy Reymonta rozpoczęło się niespodziewanym atakiem „Białej Gwiazdy”. Wszystko byłoby nawet do przyjęcia, lecz nie to, że podopieczni Tomasza Kulawika prowadzili grę w środkowej strefie boiska i atak pozycyjny. Czyżby w końcu zaczęli używać jakiejś taktyki? Wygląda na to, że tak, bo większość akcji Wisły Kraków szła prawą stroną boiska, gdzie dobrze funkcjonowały proste zwody Emmanuela Sarkiego. Problemem gospodarzy piątkowego pojedynku była oczywiście linia ataku, czyli ciągle słaby i niedokładny Rafał Boguski.

Łodzianie byli zupełnie poza grą, dlatego w posiadaniu futbolówki przeważała „Biała Gwiazda”. Piłkarze trenera Mroczkowskiego próbowali grać dłuższe piłki w stronę Mariusza Stępińskiego, jednak młody napastnik nie mógł poradzisz sobie z dobrze dysponowanym w obronie Osmanem Chavezem. Środek pola gości z Łodzi wyglądał tragicznie. Poziom trzymał jedynie Dudek, ale Dudek to nie Błaszczykowski, który – jak mówi popularna reklama – sam wygrywa wszystkie mecze. Do przerwy swoje szanse mieli głównie piłkarze Kulawika, lecz – najlepszy na boisku – Emmanuel Sarki nie miał z kim grać, a klepki z Michałem Chrapkiem wyglądały… fatalnie.
W przerwie zareagowali obaj trenerzy: w Wiśle Michała Chrapka zmienił Łukasz Garguła, natomiast w ekipie „Czerwonej Armii” Mariusz Rybicki zastąpił Krystiana Nowaka. Kibice na stadionie przy ul. Reymonta nie musieli długo czekać na pierwsze gole, czyli po prostu pierwsze błędy. W 50. minucie spotkania obrońca Widzewa, Gavrić, zachował się jak totalny amator i podał piłkę swojemu rywalowi, Patrykowi Małeckiemu, który bez większych problemów w sytuacji sam na sam pokonał golkipera gości piątkowego pojedynku. Fani „Białej Gwiazdy” cieszyli się dosłownie parę minut, ponieważ w 55. minucie meczu zobaczyliśmy dwa kolejne błędy. Dzisiejszy bramkarz Wisły Kraków, Michał Miśkiewicz, wznowił grę rzutem ręką i podał do Osmana Chaveza. Honduranin myślał, że gra na konsoli, i na szesnastym metrze od własnej bramki wdał się w głupi drybling z dwoma piłkarzami gości. Piłkę oczywiście stracił, a później brzydko faulował gracza Widzewa Łódź. 40-letni sędzia Marcin Borski bez chwili zawahania wyciągnął kartkę koloru czerwonego i odesłał obrońcę „Białej Gwiazdy” do szatni.












