Mimo przewagi na początku spotkania, Sevilla straciła bramkę z Atletico (strzelcem Salvio). Pomimo wielu sytuacji z obydwu stron, do przerwy wynik nie zmienił się. W drugiej połowie gospodarze doprowadzili do wyrównania, ale nie byli już w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść.
Atletico przystępowało do spotkania z Sevillą wyraźnie osłabione i od pierwszych minut było to dosyć wyraźnie widać. Z różnych przyczyn brakowało Diego, Ardy, Godina i Falcao, czyli jednych z najlepszych graczy w tym sezonie. Pozbawiona nich drużyna Simeone w pierwszych minutach nie potrafiła stworzyć żadnej akcji zaczepnej i z trudem powstrzymywała ataki przeciwnika. Najbardziej aktywny był Jose Reyes, dla którego mecz z „Los Colchoneros” miał z pewnością szczególne znaczenie. Pierwszy atak gości od razu skończył się bramką – świetne dośrodkowanie Gabiego nienagannym strzałem głową wykończył Salvio, a Palop tylko odprowadził piłkę wzrokiem. 0:1!

Druga wędrówka pod bramkę zakończyła się drugim strzałem – efektownym i niebezpiecznym: ponownie podawał Gabi, a w rolę wykańczającego akcję znów wcielił się Salvio. Sevilla odpowiedziała dwoma ciekawymi wykonaniami stałych fragmentów gry – za pierwszym razem niebezpieczeństwo stworzył Kanoute, za drugim – Reyes. W międzyczasie trzecią już złą decyzję podjął sędzia Alvarez Izquierdo, który widział spalonego Adriana, mimo że go nie było. W drugim kwadransie szaleńcze tempo z początku spotkania nieco spadło – Sevilla próbowała kontr przeprowadzanych skrzydłami – Atletico natomiast starało się utrzymać jak najdłużej przy piłce i rozsądnie się bronić.
W 29. minucie kolejną akcję przeprowadził świetnie dysponowany tego dnia Gabi, dograł na piąty metr do Adriana, ale były gracz Deportivo został w ostatniej chwili zablokowany przez Escude. W Sevilli poza górującym w pojedynkach fizycznych Frederikiem Kanoute najlepiej radził sobie Reyes, który w 35. minucie próbował zaskoczyć Courtoisa strzałem z rzutu wolnego. W odpowiedzi po kilkudziesięciu sekundach ładnie zza pola karnego uderzał Juanfran. Dwie minuty później długie dośrodkowanie Filipe potężnym strzałem na krótki słupek wykończył Salvio, ale Palop popisał się kapitalnym refleksem i sparował piłkę do boku. Tuż przed przerwą minimalnie niecelnie głową strzelał jeszcze Kanoute.
Tuż po gwizdku oznajmiającym drugą część spotkania kibice zgromadzeni na Ramon Sanchez Pizjuan oglądali dwie groźne akcje podbramkowe – pierwsze zaatakowało Atletico, ale strzał Koke nie znalazł drogi do bramki. Podobnie było z uderzeniem Rakiticia, które było ostatnią, ale najgorszą fazą świetnej akcji gospodarzy. Kolejna udała się już znakomicie – Kanoute zagrał do Navasa, a ten zrobił to, co umie najlepiej – pobiegł z piłką kilka metrów, po czym fantastycznie dośrodkował na wolne pole do Baby, który, nie niepokojony przez Domingueza nie miał najmniejszych problemów z kopnięciem futbolówki do siatki Courtoisa. 1:1!












