W ostatnim meczu 11. kolejki Primera Division Granada pokonała lokalnego rywala Sevillę na jej własnym terenie. Mimo prowadzenia przez większość meczu i zdecydowanej przewagi gospodarzy podopieczni Fabriego Gonzaleza dzięki świetnej skuteczności wygrali 2:1.
Ledwie widzowie zdążyli rozsiąść się na swoich miejscach, Sevilla już objęła prowadzenie. Najpierw na prawej stronie urwał się Jesus Navas, po czym płasko dośrodkował w pole karne, a tam po zbyt krótkim wybiciu obrońcy strzelał Caceres. Mocno bitą piłkę wypluł przed siebie Fernandez, ale z dobitką Manu już nic zrobić nie mógł. 37. sekunda i „Los Nervionenses” prowadzą! Sześć minut później, za sprawą potężnego strzału z rzutu wolnego w wykonaniu Trochowskiego Sevilla była bliska podwyższenia rezultatu, ale piłka minimalnie minęła bramkę Granady. Jeszcze bliżej zdobycia swojego drugiego gola, po świetnej kontrze, był Manu, ale bramkarz gości popisał się świetnym refleksem.

Podopieczni Marcelino zadowoleni z prowadzenia nie kwapili się z kasowaniem akcji rywali do momentu, gdy znajdowali się oni w dużej liczbie na połowie gospodarzy. Wtedy Sevilla odbierała piłkę i przeprowadzała kontrataki, które dzięki szybkim skrzydłowym i wysokim napastnikom miały duże szanse powodzenia. W 28. minucie pierwszą okazję bramkową mieli goście, a konkretnie Uche, który mocno strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Varasa. Chwilę później jeszcze lepiej strzelał Abel, ale golkiper gospodarzy świetnie przerzucił piłkę nad poprzeczką.
Granada jednak nie rezygnowała i już po kilkudziesięciu sekundach stworzyła trzecią sytuację podbramkową. Podanie Uche do Geijo w ostatniej chwili wybił na rzut rożny Caceres. Sevilla odpowiedziała kilka minut później za sprawą Medela, który kapitalnie uderzył zza pola karnego, ale minimalnie za mocno. W 40. minucie gospodarze wykonywali rzut wolny po faulu Mollo na Navasie. Po stałym fragmencie bardzo bliski wpakowania piłki do siatki był Escude. Francuza w ostatniej chwili uprzedził golkiper Granady, co przypłacił zresztą drobnym urazem. Do końca pierwszej połowy to goście przejawiali większą inicjatywę, ale niewiele z tego wynikało.
Pierwsze minuty drugiej części należały do Sevilli. „Los Nervionenses” byli kilkukrotnie bliscy podwyższenia prowadzenia, ale byli minimalnie niedokładni (Manu, Navas i dwukrotnie Armenteros, wprowadzony za Kanoute) lub też odważnie i z wyczuciem interweniował Fernandez. Gracze Granady nie byli w stanie skonstruować żadnej składnej akcji, gospodarze wygrywali z nimi pojedynki w każdej strefie boiska, po czym błyskawicznie organizowali swoje natarcia. W 63. minucie widzowie zgromadzenia na Ramon Sanchez Pizjuan byli świadkami trzech świetnych interwencji na przestrzeni ledwie kilkunastu sekund i o dziwo ich autorem nie był Javi Varas, a jego vis-a-vis, Roberto Fernandez. 32-latek najpierw zatrzymał ładny strzał Manu, później błyskawiczną dobitkę głową Armenterosa, by w końcu poradzić sobie z uderzeniem Trochowskiego! Fantastyczna, potrójna parada!











