Sampdoria po dwóch przegranych na początku sezonu pokazała, że były to tylko niefortunne wpadki. O ile porażkę z Juventusem dało się zrozumieć, o tyle strata punktów z Benevento mogła dawać do myślenia. Wielu kibicom pewnie zaczęły wracać demony z ubiegłego sezonu, ale następne trzy kolejki pokazały, że zespół Claudio Ranieriego nie będzie tym razem chłopcem do bicia, ale wręcz przeciwnie. Przy takiej dyspozycji kto wie, czy nie namiesza w górnej połowie tabeli.
W ostatnich latach Sampdoria przyzwyczaiła nas do solidnej dyspozycji. Rok w rok grała dobrze w piłkę, co dawało jej miejsce w środku stawki na koniec sezonu. Kluby pokroju drużyny z Genui mogły jej zazdrościć przede wszystkim stabilizacji. Nieważne, czy zespół przeżywał wzloty czy upadki, zawsze kręcił się w bezpiecznej strefie. Ubiegłe rozgrywki przyniosły jednak poważne kłopoty i pierwszy raz od wielu lat w oczy fanów zaczęło zaglądać widmo spadku.
Claudio Ranieri i seria niepowodzeń
Historię Claudio Ranieriego i Leicester City znają wszyscy. Niesamowite mistrzostwo z sezonu 2015/2016 z pewnością spowodowało, że Włoch na King Power Stadium będzie zawsze wspominany jako legenda. Po fenomenalnym roku w drużynie „Lisów” przyszedł jednak czas pełen niepowodzeń. Leicester już nie zachwycało. W lutym znajdowało się na odległym 17. miejscu w tabeli, a sytuacji nie poprawił nawet fakt, że udało się wyjść z grupy Ligi Mistrzów. Pod koniec miesiąca rozstano się z Ranierim.
Włoski szkoleniowiec po znakomitej, ale również rozczarowującej później przygodzie z Leicester City nie mógł znaleźć swojego miejsca. Najpierw związał się FC Nantes, ale we Francji wytrzymał zaledwie rok. Problemem okazały się wówczas nieporozumienia z polskim prezesem klubu – Waldemarem Kitą. Następnie nadeszły dwa epizody, których Claudio Ranieri również nie będzie ciepło wspominać.
Pierwszy to ten na ławce trenerskiej Fulham. Włoch miał uratować londyński klub przed spadkiem, a wytrwał w nim tylko przez trzy miesiące. Później obecny 69-latek wrócił do Włoch, a konkretnie do Romy, ale i w stolicy Italii nie osiadł się na dłużej. Poprowadził zespół jedynie w 12 meczach. Wydawać by się mogło, że kariera Włocha zmierza do końca, ale wtedy pomocną dłoń wyciągnęła Sampdoria.
Sezon pełen dołków i nowy szkoleniowiec
Sampdoria poprzedni sezon zaczęła w okropnym stylu, a przecież jeszcze w lipcu zapowiadano coś zupełnie innego. Po pierwszych siedmiu kolejkach miaa na swoim koncie zaledwie trzy punkty. W pozostałych spotkaniach podopieczni Eusebio Di Francesco wyglądali fatalnie. Włoski szkoleniowiec został zatrudniony latem w miejsce Marco Giampaolo i miał kontynuować jego pracę. Nic takiego się jednak nie stało, a byłego trenera między innymi Romy zwolniono po siódmej kolejce.











