Sobota we włoskiej Serie A zapowiadała się emocjonująco. Najpierw Juventus podejmował u siebie Lazio, a następnie w Neapolu Napoli mierzyło się z Milanem. Łącznie padło siedem goli, a autorem dwóch z nich był Piotr Zieliński.
Juventus nie zachwycił
Mecz Juventusu z Lazio był pierwszą okazją dla kibiców „Starej Damy”, by po raz pierwszy na własnym stadionie móc zobaczyć Cristiano Ronaldo. Na Allianz Stadium po raz pierwszy od powrotu z Mialnu zagrał też Leonardo Bonucci. Włoch nie mógł liczyć na entuzjastyczne powitanie. Każdy kontakt z piłką oznaczał wygwizdanie przez własnych kibiców.
Od początku było widać, że Lazio nie chce dać się zdominować aktualnym mistrzom Włoch. Goście z Rzymu zwłaszcza w pierwszych minutach prezentowali się znacznie lepiej od gospodarzy. Problemem Juventusu była głównie gra w środku pola, gdzie piłkarze „Bianconeri” popełniali masę błędów. Właśnie po błędzie Pjanicia gospodarzy przed utratą bramki uchronił doskonałą interwencją Wojciech Szczęsny.
Lazio nie potrafiło wykorzystać słabego okresu gry Juventusu. Gospodarze z biegiem gry rozkręcali się i stwarzali sobie coraz lepsze okazje do zdobycia gola. Bardzo bliski pokonania bramkarza Lazio był Sami Khedira, jednak trafił prosto w słupek.
Podopieczni Massimiliano Allegriego w końcu dopięli swego. Po cudownym strzale Miralema Pjanicia gospodarze objęli prowadzenie.
Po utracie bramki rzymianie rzucili się do ataku. W szeregi gospodarzy znów wkradł się chaos i dużo niedokładności. Lazio było coraz bliżej zdobycia gola kontaktowego, jednak w bramce Juventusu bardzo dobrze spisywał się bramkarz reprezentacji Polski, który popisał się kilkoma ważnymi interwencjami.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie, piłkarze Lazio schodząc do szatni, mogli mieć pretensje tylko do siebie, że po pierwszych 45 minutach przegrywali z wcale nie lepszym Juventusem.
Druga połowa była, delikatnie mówiąc, dużo mniej efektowna niż pierwsza. Tempo spadło, a momentami na boisku panował bałagan. Lepiej jednak w tym chaosie odnalazł się Juventus, który kontrolował grę, coraz bardziej dominując nad drużyną prowadzoną przez Simone Inzaghiego. Mimo słabszej gry Juventus w drugiej połowie zdołał stworzyć sobie kilka okazji strzeleckich, jedną z nich wykorzystał Mario Mandżukić, który zachował się dużo lepiej niż kilka sekund wcześniej Ronaldo.











