W kolejnym meczu 12. kolejki Primera Division Betis zremisował u siebie bezbramkowo z Malagą. Niewielką przewagę mieli podopieczni Pepe Mela, ale nie udało im się jej udokumentować.
Na początku spotkania przewagę osiągnęli goście, długo rozgrywając i utrzymując się przy piłce. W 4. minucie podopieczni Pellegriniego mieli pierwszą szansę na zdobycie gola, ale strzał Isco z lewej strony pola karnego minął bramkę. Chwilę później po dośrodkowaniu Dudy bliski szczęścia był Joaquin, ale nie zdołał sięgnąć piłki. Betis w odpowiedzi przeprowadził szybką akcje, po której sam z piłką na szóstym metrze znalazł się Castro – napastnik gospodarzy jednak fatalnie przestrzelił. Pudło było tym bardziej haniebne, że w pobliżu zawodnika nie było żadnych defensorów Malagi, których zdołał zgubić szybkim wyjściem na pozycję.

Po ciekawym początku zawodów piłkarze obydwu drużyn nieco dali sobie na wstrzymanie – brakowało im dokładności w momencie akcji, który decydował o przedarciu się w pole karne lub w jego bezpośrednie pobliże. Stan ten trwał aż do 22. minuty, kiedy to długim podaniem do Jorge Moliny popisał się Benat, ale snajpera gospodarzy uprzedził Caballero. Kilkadziesiąt sekund później ten sam zawodnik miał już znacznie bardziej klarowną okazję: po świetnym dośrodkowaniu Isidoro z prawej strony napastnik posłał piłkę tuż obok lewego słupka bramki Malagi. Po raz kolejny zaspali też jej obrońcy.
Na początku ostatniego kwadransa ponownie zrobiło się trochę ciekawiej, najpierw gracze Pellegriniego długo utrzymywali się na połowie gospodarzy (ale zanotowali tylko niecelny strzał w wykonaniu Cazorli), później zaś szarpali zawodnicy Betisu – ponownie gry szukał Castro, z dystansu nieźle strzelał Molina, a najbliżej pokonania Willy’ego był… pokracznie interweniujący Demichelis. Mimo lekkiej przewagi gospodarzy (głównie w posiadaniu piłki, ale też w sytuacjach podbramkowych) mecz wyrównany, typowe spotkanie derbowe, sporo walki i brak ryzyka. Ogólnie pierwsze 45 minut bez historii.
Drugą odsłonę spotkania lepiej zaczął Betis, w obydwu przypadkach pod bramką Caballero było groźnie za sprawą Castro, który najpierw płasko strzelał, a później wyłożył piłkę na dziesiątym metrze Molinie, ten jednak został zablokowany. Gospodarze w pierwszych minutach właściwie zdominowali gości, ale bramki nie zdobyli, a niezwykle bliski dokonania tej sztuki (w bodaj jedynej akcji Malagi!) był Rondon po dośrodkowaniu z głębi pola. Od tego momentu goście nieco się obudzili, wart odnotowania był chociażby nie tak daleki od celu sytuacyjny strzał z kilkudziesięciu metrów w wykonaniu Cazorli.












