Real Sociedad San Sebastian umocnił się na czwartej lokacie w lidze hiszpańskiej. Baskowie pokonali w sobotnie popołudnie nieco rezerwową Malagę aż 4:2, prezentując momentami fantastyczny futbol.

Starcie na Estadio Anoeta miało być hitem 30. kolejki La Liga. Wiadomo było jednak, że Malaga wystawi przeciwko Realowi Sociedad nieco rezerwowy skład, będąc myślami przy wtorkowym starciu w Lidze Mistrzów z Borussią Dortmund. Manuel Pellegrini nikogo nie zdziwił i zostawił na ławce takich graczy, jak: Baptista, Willy, Joaquin czy Isco. Zaskakujący był jednak obraz meczu w pierwszych piętnastu minutach. To właśnie Andaluzyjczycy dyktowali grę i zdecydowanie częściej utrzymywali się przy piłce. Ekipie gospodarzy trudno było przedostać się przez linię środkową, jednak przyjezdni z La Rosaleda nie potrafili udokumentować swojej przewagi. Mimo że futbolówka wędrowała z jednej strony na drugą, piłkarze Malagi nie byli w stanie stworzyć sobie ani jednej klarownej sytuacji. Baskowie w końcu się przebudzili, a jak już to zrobili, to z Andaluzyjczyków nie było czego zbierać. W końcu na zielonej trawce pokazał się Antoine Griezmann, świetnie przyjął ze zwodem piłkę podaną z lewej strony, huknął potężnie w poprzeczkę, aż zatrzęsła się bramka, a po chwili defensorzy gości wybili piłkę na rzut rożny. Griezmann dośrodkował na głowę Agirretxe, jego strzał wybronił Kameni, ale wobec dobitki Veli był już bezradny. Podopieczni Manuela Pellegriniego jeszcze nie otrząsnęli się po pierwszym golu, a Kameni musiał po raz drugi sięgać do siatki. Tym razem fantastycznym uderzeniem zza pola karnego pokonał go Alberto de la Bella.
Jak już Griezmann swój koncert rozpoczął, tak nie mógł się zatrzymać. Po pół godziny gry na Anoeta było już 3:0. Połowę gola możemy w tej sytuacji zapisać na konto Imanola Agirretxe, który popisał się znakomitym podaniem z głębi pola do wybiegającego za linię obrony Griezmanna. Atakującemu gospodarzowi nie pozostało nic innego, jak wpakować futbolówkę do bramki. Miejscowi osiągnęli to, co chcieli, i przez kolejne długie minuty skupiali się wyłącznie na niedopuszczaniu rywala pod własne pole karne. Wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku aż do 43. minuty, kiedy to goście niespodziewanie zdobyli swojego pierwszego gola. Gola wynikającego z błędu i niezdecydowania obrońców Realu Sociedad. Nie popisał się również golkiper Basków. Uderzenie Pedro Moralesa było nieprzyjemne i oczywiście piekielnie mocne, ale mimo wszystko Bravo powinien sobie z nim poradzić. Tak czy siak, należy oddać Moralesowi co jego. Chilijczyk przed tygodniem zanotował dwie asysty i również popisał się golem z dystansu, dzisiaj znowu wpisuje się na listę strzelców. Kto wie, czy Pellegrini nie uzna, że 28-letni gracz może przydać się w meczu z Borussią. Więcej bramek w pierwszej połowie nie padło, a kibice na Anoeta nie mogli już doczekać się powrotu piłkarzy na boisko.












