
Bramkarz, który odszedł ze Śląska Wrocław jako czwarty w hierarchii, a w Niemczech wywalczył z Unionem Berlin awans do Bundesligi.
Urodził się 26 października 1987 roku w Olsztynie, razem z bratem bliźniakiem Łukaszem, późniejszym napastnikiem. Ojciec był spikerem, a potem kierowcą autobusu Stomilu Olsztyn. Na pierwszy mecz Stomilu Rafał trafił jako niemowlę, w wózku, który pchał trener Bogusław Kaczmarek. Matka grała w siatkówkę.
Obaj bracia zaczynali jako skrzydłowi. Do bramki trafił przypadkiem, gdy miał około 11 lat: przed turniejem bramkarz drużyny złamał rękę, trener zapytał, kto go zastąpi, a Rafał się zgłosił i dostał statuetkę dla najlepszego bramkarza. Do 15. roku życia trenował na piachu, a ściany w pokoju oklejał plakatami Francesco Toldo, Gianluki Pagliuki i Petera Schmeichela.
Z Naki Olsztyn bracia wylecieli, gdy trener dowiedział się, że Rafał przyszedł na testy z ręką w gipsie i to zataił. Potem grali w Tempie 25 Olsztyn. W Stomilu nigdy nie zagrali, a na treningi do Ostródy i Nowego Miasta Lubawskiego wozili ich ojciec i starszy brat, który czekał w samochodzie z materiałami do nauki. Gikiewicz mówił później, że do 21. roku życia nie miał trenera bramkarzy i trenował jak zawodnik z pola.
Po powołaniu do młodzieżowej kadry poszedł do IV-ligowego DKS Dobre Miasto, gdzie uczył się seniorskiej piłki. Przez Sokół Ostróda i Drwęcę Nowe Miasto Lubawskie trafił do Wigier Suwałki. Był na testach w Legii Warszawa, ale usłyszał, że byłby tam trzecim bramkarzem. Razem z menedżerem Markiem Citką wybrał Jagiellonię Białystok, gdzie mógł grać. W Ekstraklasie zadebiutował w 2008 roku.
W sezonie 2009/10 rywalizował o miejsce w bramce z Grzegorzem Sandomierskim i w lidze częściej siedział na ławce. Jego rozgrywkami był Puchar Polski: w półfinale obronił rzut karny Huberta Wołąkiewicza, a 22 maja 2010 roku w Bydgoszczy stał w bramce w wygranym 1:0 finale z Pogonią Szczecin. Był to pierwszy Puchar Polski w historii Jagiellonii.
Latem 2010 roku, w pierwszym meczu eliminacji Ligi Europy z Arisem Saloniki, kamera pokazała go, jak śmieje się na ławce w chwili, gdy Jagiellonia traci gola. Po tym meczu Michał Probierz przesunął go do Młodej Ekstraklasy i ukarał finansowo. Pod koniec sierpnia Gikiewicz poszedł na wypożyczenie do II-ligowego OKS 1945 Olsztyn. W rodzinnym mieście zarabiał trzy tysiące złotych i sam prał sprzęt; mówił, że nauczyło go to doceniać to, co miał. W grudniu Jagiellonia skorzystała z klauzuli i ściągnęła go z powrotem.
W styczniu 2011 roku przeszedł do Śląska Wrocław, w którym grał już Łukasz. Klub sprowadził go jako zmiennika i przyszłego następcę Mariána Kelemena. W mistrzowskim sezonie 2011/12 zagrał tylko w sześciu meczach, a trener Orest Lenczyk żartował, że szuka drugiego bramkarza, bo trzeciego już ma. Po fecie mistrzowskiej w maju 2012 roku Komisja Ligi zawiesiła go na pięć meczów za wulgarne przyśpiewki o Legii.
We Wrocławiu przylgnęła do niego łatka konfidenta, bo w sporze z Patrikiem Mrazem, który miał przyjść pijany na trening, stanął po stronie brata. Później powtarzał, że postąpiłby tak samo. Jesienią 2013 roku w przerwie meczu z Zawiszą Bydgoszcz skrytykował kolegów, a kłótnia z Przemysławem Kaźmierczakiem skończyła się wymianą ciosów. Stracił miejsce w składzie, w styczniu 2014 roku sztab odesłał go do rezerw, a w kwietniu rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron. Odchodził jako czwarty bramkarz Śląska, po rundzie w trzecioligowych rezerwach.
17 kwietnia 2014 roku podpisał kontrakt z Eintrachtem Brunszwik, wtedy ostatnim w tabeli Bundesligi. Miał zastąpić Daniela Davariego. Eintracht spadł z ligi, a przed pierwszym meczem 2. Bundesligi z Fortuną Düsseldorf trener Torsten Lieberknecht postawił na Gikiewicza zamiast Marjana Petkovicia. Polak szybko nauczył się niemieckiego i już po pierwszej rundzie udzielił wywiadu w tym języku. Po meczu Pucharu Niemiec z VfB Stuttgart, w którym obronił rzut karny Alexandru Maxima, a Eintracht i tak odpadł po dogrywce, dorobił się przydomka „ściana”. W Brunszwiku produkowano nawet buty z jego wizerunkiem.
Latem 2016 roku odrzucił czteroletni kontrakt w Brunszwiku i przeszedł do beniaminka Bundesligi, SC Freiburg. Dołączył osiem dni przed startem ligi i przegrał rywalizację z Alexandrem Schwolowem. W Pucharze Niemiec z SV Sandhausen obronił dwa rzuty karne w serii, ale Freiburg odpadł. W Bundeslidze zadebiutował w styczniu 2018 roku w wygranym meczu z RB Lipsk, gdy z boiska zszedł kontuzjowany Schwolow. W dwa sezony zagrał w lidze tylko dwa razy.
Z ławki Freiburga trafił do drugoligowego 1. FC Union Berlin, choć zarabiał tam o połowę mniej. Polecił go trenerowi bramkarzy Michaelowi Gspurningowi Marc Torrejón, kolega z Freiburga. W Berlinie dostał numer 1 i zagrał we wszystkich meczach o stawkę. W 5. kolejce dośrodkował do Floriana Hübnera, który w doliczonym czasie wyrównał głową z MSV Duisburg. 7 października 2018 roku z 1. FC Heidenheim Urs Fischer wysłał go w pole karne przy rzucie wolnym, a Gikiewicz w doliczonym czasie strzelił głową gola na 1:1.
27 maja 2019 roku, po remisach 2:2 i 0:0 z VfB Stuttgart w barażu, Union po raz pierwszy w historii awansował do Bundesligi. Następnego dnia Jerzy Brzęczek powołał Gikiewicza do reprezentacji Polski w miejsce kontuzjowanego Wojciecha Szczęsnego, na mecze eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną i Izraelem. W kadrze nie zadebiutował.
W listopadzie 2019 roku bronił w pierwszych derbach Berlina z Herthą rozegranych w Bundeslidze. Po zwycięskim golu na murawę wbiegli zamaskowani kibice Unionu, a Gikiewicz podszedł do nich i próbował ich uspokoić. Wiosną 2020 roku nie przyjął oferty nowego kontraktu. Do końca sezonu pozostał pierwszym bramkarzem, a potem odszedł z Berlina. Został wybrany „Unionerem roku” 2019 i ma wytatuowany symbol Unionu.
W czerwcu 2020 roku za darmo przeszedł do FC Augsburg, który przedstawił go jako silny charakter i lidera. W pierwszym sezonie zagrał we wszystkich meczach ligowych i przedłużył kontrakt przed czasem. 22 maja 2021 roku, w ostatniej kolejce na boisku Bayernu, trzy razy zatrzymał Roberta Lewandowskiego. W 90. minucie odbił przed siebie strzał Leroya Sané, a Lewandowski dobił piłkę i strzelił 41. gola w sezonie, bijąc rekord Gerda Müllera. Po meczu Gikiewicz się popłakał, a w Polsce spadła na niego fala hejtu.
17 września 2022 roku Augsburg wygrał z Bayernem 1:0, a Gikiewicz w doliczonym czasie obronił strzał Manuela Neuera, który przyszedł w pole karne. Podczas mundialu w Katarze był ekspertem w studiu ZDF. W sezonie 2022/23 wypadł z gry z powodu urazu barku i nie rozegrał tylu meczów, ile wymagało automatyczne przedłużenie umowy. W maju 2023 roku Augsburg ogłosił, że nie przedłuży z nim kontraktu. W ostatnim sezonie w Augsburgu pomagał też prowadzić zespół U-23.
W lipcu 2023 roku podpisał kontrakt z MKE Ankaragücü. W dniu podpisania przeszedł operację usunięcia kamienia nerkowego. Zagrał w pierwszych czterech meczach, potem po urazie stracił miejsce na rzecz Bahadıra Güngördü, a gdy klub dokupił kolejnego zagranicznego piłkarza, zabrakło dla niego miejsca w limicie obcokrajowców. 1 lutego 2024 roku rozwiązał umowę.
13 lutego 2024 roku wrócił do Ekstraklasy jako bramkarz Widzewa Łódź, który po kontuzji Ivana Krajčírika szukał bramkarza. Został tam na kolejne sezony. Sezon 2025/26 zaczął w bramce, ale po porażce 2:3 z Jagiellonią w lipcu 2025 roku stracił miejsce na rzecz Macieja Kikolskiego, a po przyjściu Veljko Ilicia był trzeci. 22 października 2025 roku Zagłębie Lubin, którego bramkarz Dominik Hładun uszkodził bark, sprowadziło go w ramach transferu medycznego, z umową do końca sezonu. Zależało mu na zmianie klubu w kraju, bo w Polsce chciał zakończyć karierę. W nowych barwach zagrał po raz pierwszy 29 października 2025 roku w Pucharze Polski, na wyjeździe z Widzewem.
Nie trzymał się linii bramkowej. Wychodził do napastnika, żeby zmusić go do gorszej decyzji albo odebrać mu opcje, i wiele piłek bronił, rzucając się do przodu, gdy rywal miał jeszcze głowę spuszczoną nad piłką. W sytuacjach sam na sam stosował niemiecki blok: nie rzucał się w róg, tylko czekał i rozkładał się szeroko, bo bramkarze najczęściej rzucają się w bok, a piłka idzie środkiem. W Niemczech nazywano go „Katze”; sam mówił o sobie, że jest skoczny i gibki.
Grę nogami musiał budować w Niemczech. W Brunszwiku przekonał się, że nie umie jej tak dobrze, jak sądził, a we Freiburgu Christian Streich wymagał więcej: bramkarze dwa razy w tygodniu trenowali grę nogami, każdy wykop miał trafić w punkt, a Gikiewicz uczył się rozglądać przed przyjęciem piłki. Rzuty karne uważał za swoją mocną stronę i obronił kilka ważnych, od półfinału Pucharu Polski 2009/10 po serię z Sandhausen.
Za swoją największą siłę uważał głowę, nie talent. Mówił, że w meczu broni lepiej niż na treningu i że gwizdy oraz atmosfera stadionu dodają mu energii. Po 0:5 z RB Lipsk w pierwszym meczu Unionu w Bundeslidze poprosił trenera bramkarzy, by na treningach strzelał mocniej, jak Timo Werner. W szatni był głośnym liderem: walczył o premie, nie pił na klubowych imprezach i po porażkach potrafił publicznie krytykować kolegów.
| Sezon | Klub | Rozgrywki | M | Min | Gole | Asysty |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 2025/2026PKO BP Ekstraklasa | Zagłębie Lubin | PKO BP Ekstraklasa | 2 | 180 | 0 | 0 |
| 2025/2026Puchar Polski | Zagłębie Lubin | Puchar Polski | 1 | 120 | 0 | 0 |





