Jasmin Burić przez większość swojej kariery był piłkarzem Lecha Poznań, z którym święcił największe sukcesy. Potem jego kariera przez nieudany pobyt w Izraelu i półroczną przerwę od piłki nie przebiegała w dobry sposób. Teraz jednak Burić przez nieszczęście kolegi otrzymał niepowtarzalną szansę na regularną grę w Zagłębiu i wykorzystuje ją w 110%. Bośniak jest jedną z najważniejszych postaci „Miedziowych”, którzy zajmują 1. miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.
Ważna postać w Lechu
Jasmin Burić w swojej długiej karierze reprezentował tylko cztery kluby na poziomie seniorskim. Najdłużej był piłkarzem Lecha Poznań. Burić barwy „Kolejorza” reprezentował przez 10 lat i w tym czasie wystąpił w 210 spotkaniach. Przez ten czas pozycja Bośniaka w klubie była różna. Mimo to przez większość swojego pobytu Burić był ważną postacią w Poznaniu. Jest on jednym z autorów mistrzostwa z 2015 roku. Ostatecznie w 2019 roku zakończyła się kariera Bośniaka w Lechu i odszedł on do izraelskiego Hapoelu Hajfa.
Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, ponieważ już po dwóch latach opuścił Izrael. Przez pierwsze pół roku po odejściu z Izraela Burić nie mógł znaleźć sobie klubu, jednak w końcu trafił do Zagłębia Lubin. Przez pierwsze lata Bośniak nie był pierwszoplanową postacią w „Miedziowych”. Był on drugim bramkarzem i grał zazwyczaj głównie w Pucharze Polski lub rezerwach. W lidze grał bardzo mało – zazwyczaj mogliśmy go zobaczyć wtedy, gdy nie był dostępny pierwszy bramkarz. Wszystko zmieniło się po feralnym dla innego bramkarza Zagłębia spotkaniu z Legią Warszawa.
„Od początku przygody w Zagłębiu Burić był rozpatrywany jako zmiennik i z tej roli wywiązywał się należycie. Nie przypominam sobie jego większych błędów, gdy już wskakiwał do bramki” – tak o postawie Buricia, kiedy był rezerwowy, mówi Filip Trokielewicz, dziennikarz „Piłki Nożnej” zajmujący się Zagłębiem Lubin.
Wejście do pierwszego składu
– Gdy Rafał Gikiewicz dołączał do Zagłębia na zasadzie transferu medycznego, plan był taki, aby to właśnie były bramkarz Widzewa Łódź stanął między słupkami „Miedziowych”, zastępując kontuzjowanego Dominika Hładuna. Nie chcę powiedzieć, że wiary w Buricia nie było, niemniej na pewno była ona ograniczona. Brzemienny w skutkach błąd Gikiewicza w debiucie sprawił jednak, że Leszek Ojrzyński schował go do szafy i postawił na Bośniaka. 39-latek odpłacił się w najlepszy możliwy sposób – kontynuuje Trokielewicz.











