Wczorajszego wieczoru piłkarskich emocji dostarczył nam mecz w ramach Pucharu Polski, w którym w ćwierćfinale zmierzyła się Wisła Kraków z Widzewem Łódź. Choć oba zespoły dzieliła różnica poziomów klasy rozgrywkowej, to na boisku nie było tego praktycznie widać. To Wisła, znajdująca się w 1. lidze, zdominowała dziewiątą w tabeli ekstraklasy drużynę. „Biała Gwiazda” jako jedyna drużyna z zaplecza walczy o najwyższe cele w pucharze.
Obecnie grająca w 1. lidze Wisła Kraków ma za sobą trudny okres. Pomimo że nie znajduje się w szeregach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, „Biała Gwiazda” ma różne wyniki w lidze, ale nie rezygnuje z walki o awans. Jako jedyna drużyna 1. ligi prezentuje dużo lepszy poziom w Pucharze Polski aniżeli w ligowych spotkaniach.
Piłkarze Widzewa Łódź również nie mają stabilnej sytuacji w lidze. Rekompensatą za słabsze momenty w PKO BP Ekstraklasie miał być awans do kolejnej fazy rozgrywek o puchar, jednakże tutaj nie udało im się zaimponować. Mimo znaczącej przewagi na papierze oraz miana faworyta nie udało im się udowodnić swojej potencjalnej wyższości.
Dynamika już od pierwszych minut
Od pierwszego gwizdka mecz rozgrywany był w dynamicznym tempie. Wisła Kraków, wykorzystując atut własnego boiska, od początku próbowała narzucić swój styl gry. Widzew Łódź nie zamierzał ustępować i próbował stawiać opór drużynie z Krakowa. „Biała Gwiazda” niemalże w każdym aspekcie na boisku zdominowała mecz. Przy piłce znajdowała się znacznie częściej, stwarzając przy tym wiele groźnych sytuacji bramkowych. Łodzianie mimo kilku swoich okazji nie zdołali zaskoczyć bramkarza Wisły Alvaro Ratona, za to golkiper Widzewa miał znacznie więcej pracy.
Rafał Gikiewicz poczuł większe zagrożenie swojej bramki już w 23. minucie, kiedy to Szymon Sobczak po uderzeniu piłki z kilku metrów był bliski zdobycia gola, jednak się przeliczył i ta powędrowała nad poprzeczką. Wisła Kraków nie spoczęła na jednym ataku i chwilę później znów była bliska wyjścia na prowadzenie, ale piłka po strzale Bregu i rykoszecie obrońcy piłka minęła się z bramką Gikiewicza. Albańczyk chciał zrekompensować się za niefartowny strzał uderzeniem z powietrza, ale po uderzeniu piłki głową ta odbiła się od poprzeczki. Niestety nikt nie zdołał jej dobić. Pierwszą, dobrą połowę Wisły Kraków chciał podsumować Szymon Sobczak golem w końcówce pierwszych 45 minut, ale tym razem mimo celnego strzału bramkarz Gikiewicz zapewnił widzewiakom czyste konto przed przerwą.











