Zapewne wielu z Was łapało się za głowę, kiedy w kwietniu 2014 roku Rafał Gikiewicz dopiął transfer do Eintrachtu Brunszwik. Zespół z Dolnej Saksonii walczył wtedy heroicznie o pozostanie w Bundeslidze, ale walka ta zakończyła się niepowodzeniem i klub wylądował w 2. Bundeslidze. W niej bramkarzem numer jeden został urodzony w Olsztynie Gikiewicz, który kilka miesięcy wcześniej został odstawiony od pierwszego składu Śląska Wrocław, a wielu kibiców wieszczyło, że będzie to koniec jego przygody z piłką na wysokim poziomie.
Stało się zupełnie inaczej. Po zakończeniu sezonu 2013/2014 z klubu odszedł dotychczasowy golkiper pierwszego wyboru – Daniel Davari (dzięki dobrym występom w Brunszwiku dostał powołanie na MŚ 2014, był tam jednak rezerwowym). Polak przychodził więc jako następca mającego polskie korzenie (jego matka była Polką) reprezentanta Iranu. O miejsce w bramce miał powalczyć z jedną z ikon ostatnich tłustych lat w Brunszwiku – Marjanem Petkoviciem. Niemal do samego końca trwała zażarta rywalizacja łeb w łeb z Niemcem mającym serbskie korzenie. Ostatecznie przed meczem z Fortuną Düsseldorf trener Torsten Lieberknecht zakomunikował, że to właśnie olsztynianin wystąpi w wyjściowym składzie.
Jak już wskoczył do jedenastki, miejsca w niej nie oddał do końca sezonu (nie wystąpił tylko w jednym meczu – w ostatniej kolejce z Unionem Berlin, kiedy zagrał żegnający się wówczas z zespołem Petković). Bilans pierwszego sezonu: bardzo przyzwoity, rozegrane 33 mecze i średnia not 3,00 (najlepszy wynik w całym zespole). Dodatkowo z miesiąca na miesiąc jego kunszt zaczęli doceniać kibice, wśród których coraz mocniej zaczęło się przewijać następujące zdanie: Takiego bramkarza nie mieliśmy od wielu lat. Nagrodą za dobrą passę był też nowy kontrakt obowiązujący do 2017 roku.
Jego położenie nie zmieniło się również latem mimo przyjścia Bośniaka, Jasmina Fejzicia, który był regularnie powoływany do kadry narodowej, a renomę na zapleczu wyrobił dzięki dobrym występom w VfR Aalen. Okazał się on słabszy w rywalizacji z Polakiem, który notował kolejne spektakularne momenty, a po meczu Pucharu Niemiec ze Stuttgartem otrzymał przydomek „ściana” (w tamtym spotkaniu miał aż 16 interwencji, wybronił rzut karny Alexandru Maxima, ale koniec końców Eintracht Brunszwik odpadł, przegrywając po dogrywce 2:3).
Owocem wspaniałych miesięcy było kilka wyróżnień i miłych dla oka statystyk:
– na 19 meczów jesienią 2015 roku aż w 10 (!) zachowywał czyste konto













