Dwie ostatnie kolejki rundy jesiennej Bundesligi przyniosły wiele emocji. W 16. kolejce wreszcie przełamała się Borussia Dortmund, wygrywając spotkanie. Niespodziankę swoim kibicom sprawił Freiburg, pokonując bardziej renomowanego rywala. W miniony weekend rozegrano ostatnią kolejkę w 2017 roku i raczej nikt nie spodziewał się, że przyniesie ona aż tyle emocji.
Podwójna radość w Freiburgu
Freiburg spotykał się już wcześniej kilka razy z RB Lipsk. Na zapleczu Bundesligi nawet udało się raz pokonać drużynę z koncernu Red Bulla. Po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech mecze przeciwko „Bykom” przestały być przyjemne. Za każdym razem SCF przegrywało, tracąc cztery bramki. Wreszcie udało się złamać tę niechlubną serię. Na prowadzenie wyszedł RB Lipsk, ale gospodarze nie poddali się. Nie pierwszy raz w tym sezonie przegrywali, a mimo to odrabiali straty. Praktycznie połowę dobytku punktowego w tabeli mają dzięki serii odrabianych strat. Zaatakowany został najsłabszy punkt przyjezdnych, czyli stałe fragmenty gry. RB ma cały czas problemy przy bronieniu w trakcie rożnych czy wolnych rywali. Dwa kornery załatwiły sprawę i to SC Freiburg zgarnął komplet punktów.
Podwójna radość bardziej dotyczy „strony polskiej”, bo w tym spotkaniu zadebiutował Rafał Gikiewicz. Alexander Schwolow na skutek zderzenia z napastnikiem rywala – Jeanem-Kevinem Augustinem – musiał opuścić boisko w 23. minucie. W jego miejsce pojawił się Polak, który czekał na debiut w Bundeslidze od sierpnia 2016 roku, kiedy to dołączył do Freiburga. Początek był lekko nerwowy, bo miał Gikiewicz pewne problemy przy rozegraniu piłki. Z czasem uspokoił się i zaliczył dobre zawody. Przy straconej bramce za bardzo nie mógł nic zrobić, bo Timo Werner oddał naprawdę precyzyjny strzał. Kibicom też spodobała się postawa Polaka, bo po meczu zaprosili go na trybuny, aby poprowadził tradycyjny pomeczowy doping z drużyną. Rafał Gikiewicz został szóstym polskim bramkarzem w historii, który wystąpił w Bundeslidze.










