W połowie maja jeszcze przed ostatnim meczem sezonu 2017/2018 poznaliśmy nazwisko nowego trenera Lecha Poznań. Totalny rozbity zespół ze stolicy Wielkopolski miał zebrać do kupy Ivan Djurdjević. Kiedy usłyszałem o tej nominacji, to pomyślałem sobie, że to za wcześnie dla „Djuki” na tak duże wyzwanie, i wszystko wskazuje na to, że się nie pomyliłem. Kilku trenerów, widząc, co się dzieję w Poznaniu, po cichu może liczyć na telefon od włodarzy Lecha.
Obraz nędzy i rozpaczy
Ivan Djurdjević jest oczywiście ulubieńcem kibiców, bo przez kilka lat gry przy Bułgarskiej zapracował na miano legendy klubu. Jednakże jego doświadczenie trenerskie jest prawie żadne. Wcześniej prowadził jedynie trzecioligowe rezerwy Lecha Poznań, ale bez sukcesów. Powierzenie mu sterów pierwszego zespołu, i to w tak trudnym momencie, było szokującym posunięciem. Nie czarujmy się – ta decyzja miała na celu przede wszystkim uspokojenie kibiców, ponieważ atmosfera na trybunach stała się napięta niczym plandeka na żuku. Główną eskalację tych emocji można było zobaczyć po meczu z Legią, który odbył się 20 maja, kiedy to ich odwieczny rywal mógł świętować mistrzostwo w Poznaniu.
Cała ta złość wynikała z faktu, że Lech w zasadzie oddał bez walki mistrzostwo, które już wydawało się być jego. „Kolejorz” ma w ostatnich latach niezwykłą umiejętność do przegrywania wszystkiego, co się da, w niezrozumiałych okolicznościach. Ivan Djurdjević miał więc dużo pracy z piłkarzami zarówno w zakresie sportowym, jak i mentalnym. Na razie nie radzi sobie z tym zadaniem, jest całkowicie zagubiony i praktycznie niszczy swoją legendę. Jego koniec w Poznaniu jest bliski.
Włodarze Lecha mieli w ostatnich latach wiele pomysłów na trenera. Człowiek z dużym doświadczeniem piłkarskim – Jose Bakero, młody, niedoświadczony Mariusz Rumak, doświadczony polski trener – Urban, człowiek z doświadczeniem trenerskim z zagranicy – Nenad Bjelica, klubowa legenda i trenerski wychowanek – Ivan Djurdjević. Wszyscy zawiedli. Jedynym trenerem, który dał jakieś ważne trofeum za kadencji obecnego zarządu Lecha (powołanego w 2011 roku), był Maciej Skorża, który został zwolniony po zaledwie czterech miesiącach od zdobycia mistrzostwa Polski. Zresztą tajemnicą poliszynela jest to, że to piłkarze wówczas doprowadzili do tego zwolnienia, bo nie podobały się im metody treningowe Skorży.
W obecnym Lechu Poznań jest niewielu piłkarzy, którzy grają na poziomie czołowego klubu w Polsce. Do tego dochodzi fakt, iż Ivan Djurdjević rzadko stawia na Polaków. Tu nie chodzi już nawet o młodych Polaków, ale o jakichkolwiek Polaków. W meczu z Koroną w pierwszym składzie zagrało dwóch naszych rodaków, z Pogonią także dwóch, a z Rakowem trzech. Proporcje są ewidentnie zachwiane i kibicom trudno znaleźć piłkarza, z którym mogliby się utożsamiać. Doszło wręcz do sytuacji, w której w radzie drużyny (składa się ona z czterech piłkarzy) jest dwóch zagranicznych zawodników, którzy dołączyli do Lecha w tym roku.











