W czwartkowym meczu dla Polaków liczyło się tylko i wyłącznie zwycięstwo. Porażka doszczętnie skompromitowałaby polską myśl piłkarską. Tego scenariusza bezproblemowo uniknęliśmy. Rywal okazał się tak słaby jak zakładano. Reprezentacja Polski pokonała Estonię aż 5:1. Taki wynik oznacza, że we wtorek o Euro 2024 zagramy z Walią, która pokonała Finlandię. Bardzo dobrze zaprezentowali się m.in. Nicola Zalewski, Jakub Piotrowski oraz Piotr Zieliński.
2024 rok ma być nowym otwarciem dla kadry (kolejnym). Będąc jednak poważnym, choć rywal nie był z najwyższej półki, to trzeba było go pokonać. Mieliśmy tym samym uniknąć scenariusza sprzed 12 lat.
Od początku była presja i ogień Polaków
Polacy praktycznie od początku rzucili się do boju i oblegali bramkę Estończyków. Wyróżniali się zwłaszcza dwaj piłkarze, którzy ostatnio nie mieli dobrej passy w klubach włoskich. Na lewym wahadle szalał Nicola Zalewski. Być może skąpa ilość minut otrzymanych u nowego trenera Giallorossich sprawiła, że u lewego wahadłowego potrzeba była wyżycia się w reprezentacji.
Piotr Zieliński – kreator jakiego chcemy i potrzebujemy
Imponował nam także Piotr Zieliński i to, jak mocno zawodnik Napoli chciał się pokazywać do gry. Jak gdyby jego gorsza forma we Włoszech była nieprawdą. Przeciwko Estonii grał tak, jak oczekiwalibyśmy od niego zawsze. Wychodził do rozegrania, brał na siebie ciężar gry, popisywał się kiwkami oraz niekonwencjonalnymi podaniami. Taki Zielu w kadrze to wartość nieoceniona dla naszego niezbyt kreatywnego teamu.
Jakub Piotrowski i Przemysław Frankowski napoczęli Estończyków
Napory na estońską bramkę nie ustawały. Raz za razem szliśmy z akcjami, lecz brakowało na razie pom. Bliski szczęścia w 20. minucie był Jakub Piotrowski, lecz jego uderzenie z woleja przeszło tuż obok bramki. Akcję środkiem pola wyprowadził Jakub Piotrowski, a następnie kapitalnym prostopadłym podaniem odnalazł niekrytego na prawym boku Przemysława Frankowskiego. Wahadłowy RC Lens podprowadził sobie piłkę pod pole karne i pokonał Heina w pojedynku 1 na 1. Przełamaliśmy zaporę.
Estończycy byli po prostu słabi
Estończycy mocno schowali się na własnej połowie i czekali na jakąkolwiek szansę. Nie działo się to zbyt często, gdyż rzadko bywali oni przy piłce. Nawet jak już im się taka sztuka udawała na ciut dłużej niż dwa podania, Polacy albo do nich doskakiwali i a często sami zawodnicy gości popełniali proste błędy w rozegraniu akcji. Po raz pierwszy podeszli pod nasze pole karne w 22. minucie, ale Polacy szybko wybili dośrodkowanie.











