Korona gromi na własnym stadionie Jagiellonię 5:0. Najważniejszym wydarzeniem meczu jest jednak makabryczna kontuzja Korzyma, który w 30. minucie złamał nogę.
Choć mecz zapowiadano jako pojedynek na faule, to już w 3. minucie zgoła inny sygnał wysłał obserwatorom Paweł Golański. Były gracz Steauy Bukareszt przejął piłkę na 25. metrze, przełożył ją sobie na prawą nogę i perfekcyjnym mierzonym uderzeniem w samo okienko nie dał szans Słowikowi. Piękne otwarcie spotkania, ręce same złożyły się do oklasków. Takiego cudeńka pozazdrościł rywalowi Tomasz Kupisz i kwadrans później posłał równie dobry strzał, ale mocno dokręcona piłka odbiła się od poprzeczki i wróciła na boisko. Wyczyn skrzydłowego „Jagi” minutę potem skopiował nie kto inny jak… Paweł Golański. Rzut wolny ze skraju pola karnego, prawy obrońca kielczan strzela nad murem, ale futbolówka kończy swój lot jedynie na spojeniu słupka z poprzeczką.

W 30. minucie zobaczyliśmy akcję, w której początkowa radość wymieszała się z późniejszym horrorem wypisanym na twarzy piłkarzy obu drużyn. Puszczony w bój Korzym zostaje powalony przez Słowika, za co bramkarz białostoczan ogląda czerwoną kartkę, a sędzia Gil wskazuje na wapno. Jednak to, co najważniejsze, dzieje się wokół Maćka Korzyma. Nienaturalnie wygięta noga i otwarte złamanie, to nie wróży nic dobrego. Karnego pewnie wykorzystał Golański, który efektowną podcinką pokonał wprowadzonego Skowrona.
Chwilę później Jagiellonia była już na kolanach. Golański z rzutu rożnego, piłka przelatuje nad całym polem karnym, a tam Lenartowski wpycha piłkę do bramki. Tego już nie można było odrobić, tym bardziej grając w dziesięciu. Golański do dwóch trafień dorzuca jeszcze asystę. Trzy do zera, białostoczanie grali w dziesiątkę, a Korona wykorzystała wszystko, co miała do strzelenia.
Podobnie jak pięknie rozpoczęła się pierwsza połowa, tak i w drugiej obejrzeliśmy znakomite otwarcie. 54. minuta, Janota przed polem karny, bomba z lewej nogi i było 4:0. A już po godzinie gry podopieczni trenera Hajto dostali manitę. Najpierw efektowną paradą po strzale Janoty popisał się Skowron, zrobiło się małe zamieszanie, futbolówka odbiła się od słupka i trafiła pod nogi Stano, który nie miał problemów z wepchnięciem jej do siatki.
W 70. minucie na Arenie Kielce było słychać ogromną wrzawę, na boisko o kulach i w gipsie wszedł bowiem Maciej Korzym. Piłkarz mocno wzruszył się zachowaniem fanów Korony. Pierwsze diagnozy mówią o złamanej kości strzałkowej i uszkodzonych więzadłach stawu skokowego napastnika kielczan. Chwilę po tym wydarzeniu rezultat mógł podwyższyć wprowadzony Angielski, ale zabrakło mu zdecydowania po podaniu Stano.
Do końca wynik nie uległ już zmianie i Korona zdeklasowała Jagiellonię. Posada trenera Hajty wisi na włosku, a ostatnie wyniki – kolejno 0:1, 0:3, 0:3 i dzisiejsze 0:5 – nie zapowiadają niczego dobrego. Był to koncert Golańskiego, który do dwóch goli dorzucił asystę. Wszystko odbyło się jednak w cieniu dramatu Macieja Korzyma. Sympatyczny napastnik kielczan złamał kość strzałkową i z pewnością czeka go bardzo długa rehabilitacja.
Obserwuj autora tekstu na Twitterze: @D_Smyk
Słowik to bramkarz Jagielloni a nie Korony