Dziś wieczorem nie doszło do żadnego hitowego pojedynku, których nie brakowało przed tygodniem. Atletico rozgromiło na wyjeździe Real Valladolid, Sevilla niespodziewanie przegrała z Racingiem, zaś Villareal po zaciętym meczu zremisował z Almerią.
Real Valladolid – Atletico Madryt
Przed meczem na Estadio Jose Zorrilla w Valladolid wielu kibiców Atletico zadawało sobie zapewne pytanie, czy zwycięstwo nad Sevillą było pokłosiem przypadku, czy też oznaką noworocznej metamorfozy „Los Coloncheros”.
Już pierwsza połowa sobotniego spotkania rozwiała te wątpliwości. Mimo iż Quique Flores zdecydował się zostawić Sergio Aguero na ławce rezerwowych, gra Atletico w ataku wyglądała bardzo dobrze. Od początku bez zarzutu współpracowali Forlan i Jurado. Właśnie 23-letni Hiszpan otworzył wynik spotkania w 16. minucie, wykorzystując podanie Jose Reyesa. Przez następne 15 minut gra toczyła się głównie w środku pola. Wtedy świetnym podaniem popisał się Raul Garcia, zaś Diego Forlan po minięciu obrońcy wpakował piłkę do bramki Justo Villara. 2:0 dla Atletico! Do końca pierwszej części gospodarze mieli swoje okazje, np. po rzutach rożnych, ale dobrze usposobiona defensywa klubu z Madrytu nie dopuszczała do zbyt wielu strzałów na bramkę Asenjo.
W pierwszych minutach drugiej połowy padły świetne strzały z lewej strony boiska, najpierw niewiele pomylił się Reyes, w odpowiedzi kilka minut później świetnie strzelał rezerwowy Marquitos. W 58. minucie były reprezentant Hiszpanii w końcu znalazł drogę do siatki, dobijając strzał Forlana. Od tej chwili posypały się kartki dla gospodarzy, upomnianych zostało aż pięciu zawodników, po stronie gości żółty kartonik obejrzał Perea. W 71. minucie zszedł z boiska dobrze dysponowany Forlan, zmieniony przez „Kuna” Aguero. Argentyńczyk nie był początkowo zbyt widoczny, ale w 89. minucie udało mu się uniknąć spalonego i wykorzystując podanie z lewej strony boiska, po raz czwarty pokonał Villara. Pogrom! W przedostatniej minucie Real Valladolid miał okazję zdobyć bramkę honorową za sprawą strzału Cannobio, aczkolwiek ta sztuka nie powiodła się.
Atletico zaprezentowało się świetnie zarówno w ataku, jak i obronie. Świetnie zagrali Reyes, zaś w defensywie Dominguez i Garcia, do dyspozycji z zeszłego sezonu wydaje się wracać Forlan. Innymi słowy „Los Coloncheros” odradzają się. Oby nie było za późno.
Sevilla FC – Racing de Santander

Na Estadio Ramon Sanchez-Pizjuan spotkały się drużyny, które wiele dzieli. Gospodarz, Sevilla, ma ambicje zająć w tym sezonie miejsce w pierwszej czwórce, by w przyszłym sezonie występować w Lidze Mistrzów. Racing natomiast to klub dosyć skromny, którego w pełni zadowala miejsce w środku tabeli, aczkolwiek w przyszłości może znaczyć o wiele więcej, gdyż w jego składzie występuje kilku młodych, utalentowanych zawodników. Ostatnio jeden z nich, Sergio Canales, był bohaterem naszego cyklu „O nich będzie głośno”. Dzisiaj okazało się, że autor felietonu, Piotr Dyga, trafił bez pudła, doceniając talent nastolatka z Santander. Ale po kolei. Mecz rozpoczął się z lekkim opóźnieniem, natychmiast zaatakowali gospodarze, lecz strzał Perottiego ani rzut rożny chwilę później nie przyniosły skutku. W ósmej minucie Alvaro Negredo próbował wyprowadzić Sevillę na prowadzenie, aczkolwiek jego strzał nie znalazł drogi do bramki. Tempo meczu jednak nie zachwycało, Palopa dwukrotnie próbował pokonać aktywny Canales. W 25. minucie niespodzianka stała się faktem. Młodziutki Hiszpan wykorzystał sytuację sam na sam i bramkarz gospodarzy musiał wyjmować piłkę z siatki. Piłkarze z Sewilli rzucili się do odrabiania strat, ponownie Negredo zatrudnił Coltortiego. Świetnym strzałem popisał się również Romaric. Przysłowie mówiące, iż niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, sprawdziło się w 35. minucie. Z głębi pola prostopadłą piłkę otrzymał Canales, położył bramkarza oraz zwiódł obrońcę, po czym strzelił lekko do bramki. Cóż za mecz osiemnastolatka! Jeszcze przed końcem pierwszej połowy kontaktowego gola mógł zdobyć Lolo, ale bramkarz gości w świetnym stylu obronił. W drugiej części spotkania na placu gry pojawił się Arouna Kone, w 49. minucie za Perottiego wszedł Carreno. Rozruszało to nieco grę Sevilli, czego efektem był gol Romarica w 63. minucie, który najprzytomniej zachował się w zamieszaniu podbramkowym. Niedługo później ten sam zawodnik miał okazję wyrównać, ale jego uderzenie w fantastyczny sposób obronił golkiper Racingu. Sevilla dalej nacierała i mało brakowało, a w końcówce spotkania dopięłaby swego. Strzał Adriano, będący „piłką meczową”, ponownie z ogromnym wyczuciem zastopował Coltorti. Mimo pięciu doliczonych minut, wynik konfrontacji nie zmienił się, gospodarze ulegli gościom 1:2. Bohaterami meczu Sergio Canales oraz Fabio Coltorti. Racing udowadnia, że ma drużynę zdolną utrzeć nosa najlepszym, zaś Sevilla gdzieś chyba zgubiła zeszłoroczną dyspozycję.











