Podział punktów w Kielcach


3 marca 2013 Podział punktów w Kielcach

Korona Kielce zremisowała ze Śląskiem Wrocław 1:1. Pierwszą bramkę zdobył Korzym, a wyrównał Ćwielong. Korona kolejny raz kradnie punkty zespołowi z czołówki tabeli.


Udostępnij na Udostępnij na

Od początku lepiej wyglądała Korona. W grze gospodarzy było widać więcej zaangażowania. Przez pierwsze 15 minut nie zdarzyło się właściwie nic, co mogłoby przykuć czyjąś uwagę. Gra toczyła się w środku pola. Akcji bramkowych było jak na lekarstwo. Dominowały nieskuteczne próby przedostania się w pole karne. W drużynie mistrza Polski wyróżniał się Ostrowski. Było widać, że się stara i daje z siebie wszystko. Raz po raz wybijał dośrodkowania. To Golańskiego, to znów Janoty.

Łukasz Gikiewicz  (Śląsk Wrocław)
Łukasz Gikiewicz (Śląsk Wrocław) (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)

W Koronie trzeba wyróżnić całą defensywę. Chociaż trudno powiedzieć, ile było w tym zasługi obrońców, a ile nieudolności Śląska w poczynaniach ofensywnych. Ważne jest jednak to, że goście oddali tylko jeden strzał przez 20 minut. Niecelny. Sporo problemów Małkowskiemu sprawili natomiast Mila z Kazimierczakiem. Rozgrywający WKS-u zagrał do Przemysława. Ten zdecydował się na strzał, ale wspomniany wcześniej Małkowski zdołał wybronić to uderzenie.

Dosłownie chwilę później kontuzji doznał Michał Janota. W jego miejsce trener Ojrzyński wprowadził Łukasza Sierpinę. I to by było tyle w pierwszej części meczu. Przejdźmy do drugiej, bo w niej się działo. Ale po kolei. Niesamowity mecz rozgrywał Marian Kelemen. Wyciągał niemal niemożliwe piłki. Śmiało stwierdzę, że Śląsk straciłby kilka bramek, gdyby nie Marian. Niestety, skapitulował po strzale Korzyma z 66. minuty.

Przy tej bramce zawinił głównie Pawelec, chociaż robił, co mógł, to jednak strzał przeszedł pomiędzy jego nogami. Trzeba powiedzieć to otwarcie – Stevanović rozgrywał koszmarny mecz. Najbardziej dziwi jednak to, że trener Levy uparcie trzymał go na boisku. Szkoda, bo wychwycił słabe występy Diaza i Pawelca, którzy zostali zmienieni przez Gikiewicza i Patejuka.

Ostatnie dziesięć minut to prawdziwa bomba! Zaczynamy bramką wyrównującą. Świetna akcja Piotra Ćwielonga i strzał z 16 metrów zmusił Małkowskiego do wyciągnięcia piłki z siatki. Następnie zobaczyliśmy wymianę ciosów z prawdziwego zdarzenia, przy czym groźne akcje wyprowadzał głównie Śląsk Wrocław. Na minutę przed końcem futbolówki ręką tuż przed polem karnym dotknął Lenartowski. Miałem nadzieję na uderzenie Mili, ale do piłki podszedł Stevanović i… napiszę tylko, że strzał był podsumowaniem występu tego piłkarza.

W doliczonym czasie szansę miał jeszcze Waldemar Sobota, ale skiksował i bramki dającej trzy punkty nie zobaczyliśmy. Korona kradnie punkty mającemu mistrzowskie aspiracje Śląskowi, który powinien rozegrać cały mecz tak, jak rozegrał końcówkę.

Najnowsze