Bartłomiej Pawłowski otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza meczu Widzew Łódź – Legia Warszawa. Młody widzewiak napsuł sporo krwi obrońcom Legii, to po faulu na nim arbiter podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Łukasz Broź. Co po zremisowanym spotkaniu powiedział bohater łodzian?
Legia przyjechała do Łodzi w roli faworyta, jednak utarliście nosa prawdopodobnie przyszłemu mistrzowi Polski.
Szkoda, że nie udało się tego spotkania wygrać, bo na pewno było to naszym pierwszorzędnym celem. Mieliśmy ku temu naprawdę dobre okazje i przede wszystkim prowadziliśmy 1:0. Po raz kolejny nie ustrzegliśmy się jakiegoś tam błędu, chociaż trzeba przyznać szczerze, że Legia stwarzała sobie sytuacje nie tylko po naszych błędach. To świetnie ułożony zespół, który stworzył wiele zagrożenia pod naszą bramką. Cieszymy się z tego jednego punktu, ale pozostaje mały niedosyt, bo chcieliśmy dziś zwyciężyć.
Z pewnością odetchnęliście trochę z ulgą, bo ten jeden punkt przybliża Was do celu, którym jest utrzymanie.

Zgadzam się, ten jeden punkcik robi wielką różnicę w naszej sytuacji w tabeli. Myślę, że teraz można na spokojnie powiedzieć, że mamy utrzymanie, ponieważ punkty są po naszej stronie i teraz to my rozdajemy karty, jeśli chodzi o układ dolnej części tabeli.
Mecze Widzewa z Legią obrosły legendą, w latach 90. ubiegłego wieku decydowały o mistrzostwie, teraz nie mają takiej rangi, ale u kibiców wciąż wywołują dodatkowe emocje. Czy było to odczuwalne na boisku?
Na pewno mieliśmy dodatkową motywację przed tym spotkaniem, spotkaliśmy się z kibicami, a także trener nam puszczał różne mecze z lat poprzednich, żeby pokazać, jak to wyglądało. Uważam, że ten mecz, który dzisiaj kibice obejrzeli, nie odbiegał niczym od tych spotkań, które były rozgrywane kilkanaście lat temu, przede wszystkim jeśli chodzi o determinację i zaangażowanie do ostatnich minut.
Pan również wyróżnił się determinacją i zaangażowaniem i zdobył nagrodę dla najlepszego piłkarza meczu.
Bardzo fajna nagroda, zawsze to jest miłe wyróżnienie, kiedy ktoś doceni twoją pracę, nieważne, czy się gra w piłkę czy wykonuje jakiś inny zawód. Jest to na pewno dodatkowa motywacja do tego, aby jeszcze ciężej pracować.
Ile fauli dziś sędzia na Panu nie odgwizdał?
Nie wiem, ale sporo, trochę nerwów mi napsuł. Trzeba powiedzieć, że było naprawdę kontrowersyjne zachowanie w paru momentach. Grałem pod faul, bo takie były założenia taktyczne, i te faule były, czułem kontakt w każdym momencie, kiedy odrywałem się od przeciwnika. Ratowali się ciągnięciem za koszulkę, sędzia tego nie gwizdał, byłem naprawdę zdziwiony.











