Choć Bartłomiej Pawłowski nie strzelił dzisiaj bramki dla Widzewa, to trzeba przyznać, że dał się mocno we znaki piłkarzom Jagiellonii, a jego ofensywne akcje mogły się podobać kibicom zgromadzonym na trybunach. Młody widzewiak opowiada, co i komu chciał dzisiaj udowodnić, co zmieniło się w Widzewie przez tydzień i czego możemy oczekiwać w kolejnych meczach.
Byłeś dziś niezwykle aktywny na boisku, widać było, że bardzo chcesz strzelić bramkę swoim byłym klubowym kolegom. Czasem nawet wolałeś sam strzelić, niż podawać. Tak podszedłeś do tego spotkania?

Nie, nie, po prostu bardzo chciałem, żebyśmy to spotkanie wygrali. Jeżeli tak to wyglądało z boku, to muszę podkreślić, że tak w rzeczywistości nie było. Chciałem bardzo rozegrać dobre spotkanie i swoją postawą udowodnić, na co mnie stać, i zrobić niektórym osobom mętlik w głowie. Uważam, że w Białymstoku nie dali mi takiej szansy, jaka powinna mi się należeć, jaką dawali innym zawodnikom. Poszukałem szczęścia troszkę inaczej, poszedłem drogą okrężną, teraz jestem w Widzewie i jest naprawdę fajnie.
Co się zmieniło przez tydzień w Waszym zespole? Widzew w spotkaniu z Wisłą a Widzew dzisiaj to dwa całkowicie różne zespoły.
Co się zmieniło? Nie wiem. Może po prostu dzisiaj wyszło jedenastu facetów, którzy zasuwali za jedną okrągłą piłką na boisku i chcieli udowodnić, że w Krakowie to było potknięcie, a nie nasz poziom, który możemy zaoferować. Myślę, że dzisiaj zaoferowaliśmy o wiele więcej.
Czego można się spodziewać w kolejnych starciach? Pewnie będą o wiele trudniejsze, w końcu czekają Was konfrontacje z kandydatami do mistrzostwa.
Myślę, że dzisiejsze spotkanie da nam takiego pozytywnego kopa, troszkę nas uskrzydli, uspokoi, ponieważ widmo zespołów, które nas doganiały w tabeli, było coraz większe. Cieszy nas to, że udało nam się uspokoić tę sytuację i oddalić się od strefy spadkowej.