Podczas gdy my świętujemy weekend i zajadamy się kiełbaskami z grilla, piłkarze w Hiszpanii kończą długi i najciekawszy od kilku lat sezon. Mistrza znamy już praktycznie od dziesięciu dni, ale wiele innych kluczowych kwestii związanych z układem tabeli wciąż pozostaje sprawą otwartą.
Atletico Madryt – Real Sociedad San Sebastian

W tym momencie podopieczni Diego Simeone są na dobrej drodze, by w przyszłym sezonie zagrać w Lidze Europy, rozgrywkach, w których tak dobrze się prezentują. Nawet marzenia o Lidze Mistrzów jeszcze nie umarły, recepta, aby je spełnić, jest najprostsza z możliwych – wygrywać! Na pierwszy ogień pójdą Baskowie z San Sebastian, którzy już zapewnili sobie utrzymanie. Obecnie nie mają problemów ze zdobywaniem punktów – ostatnią porażkę zaliczyli jeszcze w marcu, w meczu z Realem Madryt, a od tej pory dwukrotnie wysoko wygrali i cztery razy zremisowali. Czyżby kolejna wyprawa do stolicy miała przerwać udaną serię? Na pewno postara się o to Radamel Falcao, który walczy o miano najskuteczniejszego człowieka grającego w La Liga. Na Atletico, tak samo jak na najbliższego rywala, wysoko przegrany pojedynek z „Los Blancos” zadziałał niczym katharsis – w następnych pięciu kolejkach ekipa zdobyła aż trzynaście punktów (piłkarze zremisowali dopiero ostatnio – w szalonym starciu z Betisem). Teraz, jeśli nie chcą się martwić o przyszłoroczne występy w Europie, powinni zgarnąć trzy punkty.
FC Barcelona – Malaga CF

Dla Katalończyków mecz z Realem też był punktem zwrotnym – po porażce na własnym stadionie stało się jasne, że nie zdobędą czwarty raz z rzędu tytułu mistrzowskiego. W tej chwili jedyną motywacją dla zawodników „Barcy” jest jak najlepsze pożegnanie Pepa Guardioli. W spotkaniu z Rayo poszło świetnie, teraz rywal będzie jednak zdecydowanie silniejszy. Malaga bowiem zaciekle walczy o trzecie miejsce i możliwość gry w Lidze Mistrzów bez konieczności rozgrywania barażów. Aby to osiągnąć, w trzech pozostałych do końca sezonu meczach musi zdobyć punkt więcej od Valencii (zrównanie się z nią punktami nic Andaluzyjczykom nie daje, mają bowiem, mimo ostatniego zwycięstwa, gorszy bilans starć bezpośrednich). Dlaczego więc nie poszukać niezbędnych oczek na Camp Nou? Zadanie byłoby z pewnością łatwiejsze, gdyby nie sinusoidalna forma podopiecznych Pellegriniego. Kto wie, czy nie gorsza będzie jednak absencja jednego z najlepszych piłkarzy, Isco, który musi pauzować za kartki. Z kolei, jeśli chodzi o Barcelonę, to w nadchodzącym meczu nie zagra narzekający na ból lewego uda Alexis oraz Pique, dochodzący do siebie po feralnym zderzeniu z Valdesem. Swoją drogą, pierwszy bramkarz Barcelony też na murawie się nie pojawi. Do końca sezonu będzie go zastępował Jose Pinto.











