Po poprzednim, nieudanym dla Lecha, sezonie sporo mówiło się o rewolucji w zespole. Jeszcze w trakcie ubiegłych rozgrywek (tuż przed zwolnieniem Adama Nawałki) w mediach znalazła się zapowiedź zmian, jakie latem przejdzie „Kolejorz”. Mówiło się o konieczności wydania kilku milionów euro. Jednak w Poznaniu potrzeba mądrej rewolucji, a taką gwarantuje zarząd. Fani „Dumy Wielkopolski” mają prawo czuć się rozczarowani tym co się wydarzyło w ciągu ostatniego roku, ale nie mogą tracić nadziei na lepsze jutro.
Powiedzmy to sobie otwarcie – obecny Lech, w warunkach polskiej ligi, jest wystarczająco silny, by walczyć o najwyższe cele. Co prawda obrona wciąż wymaga wzmocnień, ale te niedługo nadejdą. Z kolei ofensywa, którą teraz będą wspomagać utalentowani wychowankowie, prezentuje się nieźle. Co prawda „Kolejorz” w poprzednim sezonie był dopiero dziewiąty w lidze pod względem liczby strzelonych goli, ale teraz wszyscy mają pełne prawo sądzić, że będzie lepiej. Takie nazwiska jak Jóźwiak, Jevtić, Amaral czy Gytkjaer gwarantują jakość.
Jest moc na skrzydłach
Tak jak wspomniałem zarząd skupia się na tym, żeby uzupełnić obronę (jeszcze jeden środkowy obrońca + prawy defensor). Kiedy to się stanie, wówczas okienko transferowe w Poznaniu będzie można uznać za zamknięte. Jedynym wyjątkiem będzie sytuacja, kiedy jeszcze jakiś zawodnik odejdzie z klubu, np. jeśli klub opuści Makuszewski, Lech postara się ściągnąć skrzydłowego albo jeśli odejdzie Gytkjaer, wówczas do zespołu dołączy napastnik.
Nie brak głosów, że te formacje i tak trzeba wzmocnić, abstrahując od tego, kto opuści ekipę „Kolejorza”. Fakty są jednak takie, że Lech ma obecnie względnie dużo skrzydłowych. Dariusz Żuraw może bowiem skorzystać z Jóźwiaka, Klupsia, Makuszewskiego, Amarala czy Skórasia, który dobrze spisuje się podczas letniego obozu przygotowawczego. Oczywiście Klupś czy Jóźwiak mieli trudne chwile w poprzednim sezonie (jak cały zespół). Ten pierwszy nie pokazał zbyt wiele dobrego w zeszłej kampanii, a ten drugi miał tylko przebłyski. Jednakże obaj mają potencjał na zrobienie dużej kariery. Są w wieku, w którym ich forma może być chimeryczna, ale nie można tracić w nich wiary. Z kolei Makuszewski rok temu był bliski wyjazdu na mundial i z pewnością nie zapomniał jak się gra w piłkę.
Atak też nie wygląda źle. Gytkjaer jest niezłym napastnikiem i teraz najważniejsze jest to, żeby zdrowie go nie opuszczało jak w końcówce poprzedniego sezonu. Zhamaletdinov miał trudną aklimatyzację i potrzebuje czasu, żeby nawiązać do czasów kiedy regularnie strzelał gole w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Z niego Lech jeszcze może mieć sporo radości. Z kolei Tomczyk, grając bardzo mało w Piaście, zdołał dwukrotnie wpisać się na listę strzelców i wrócił do Poznania ze złotym medalem za mistrzostwo Polski. To mówi samo za siebie.
Wnioski zostały wyciągnięte
Fakty są takie, że okienko transferowe w Poznaniu przebiega spokojnie i niczym nie różni się od tego, co dzieje się w innych klubach. Nie ma w tym nic złego. Dwa lata temu włodarze „Kolejorza” dokonali wielu wzmocnień, na szybko. Wtedy ilość pozyskanych zawodników się zgadzała, ale jakość już niekoniecznie (Janicki, Vujadinović, Barkroth). To, że zarząd Lecha wyciągnął wnioski z tamtego nieudanego okienka to pokazuje ich mądrość. Teraz wzmacniają zespół rozważnie – transfery, które dotychczas poczynili wyglądają „na papierze” bardzo ciekawie.











