Chociaż wygraliśmy mecz z Łotwą 2:0, to patrząc na to, jak prezentuje się obrona reprezentacji Polski, nasza kadra nie będzie miała czego szukać w wiosennych barażach o Euro 2024. Formacja jako całość nie stanowi monolitu, a także jej poszczególne elementy nie prezentują najwyższej formy.
Reprezentacja Polski zakończyła swoje piłkarskie zmagania w roku 2023 zwycięstwem nad Łotwą. Nie był to mecz najwyższych lotów, ale znaleźliśmy w nim kilka pozytywów. Choćby takich jak dobry debiut Marcina Bułki, no i kolejny kapitalny występ Nicoli Zalewskiego. My jednak w tym tekście skupimy się na problemie, który najbardziej razi po tym zgrupowaniu.
Obrona reprezentacji Polski mimo tak łatwego przeciwnika nie była monolitem i dopuściła piłkarzy znad Morza Bałtyckiego do kilku niebezpiecznych sytuacji, w których tylko ich indolencja strzelecka uratowała nas przed utratą gola. Jeżeli myślimy o wygraniu baraży Ligi Narodów i awansowaniu na Euro 2024, musimy wierzyć, że zawodnicy tej informacji będą prezentować dużo lepszą formę na wiosnę niż teraz.
Nawet w meczu z Łotwą popełniamy banalne błędy
Nawet w meczu z Łotwą nie potrafiliśmy ustrzec się dziecinnych błędów w formacji defensywnej. Zacznijmy od sytuacji z 24. minuty, w której koszmarne ustawienie trójki środkowych obrońców spowodowało, że Daskevics znalazł się przed bardzo dobrą okazją. Tutaj tylko jego słabe zabranie się z piłką uniemożliwiło mu zdobycie gola. W 39. minucie dośrodkowanie z lewej strony powinien wybić Jakub Kiwior.
A zamiast tego po raz kolejny skiksował, czym wystawił jak na patelni piłkę zawodnikowi Łotwy. Ten na szczęście nie zorientował się, gdzie ona się znajduje, dzięki czemu Nicola Zalewski mógł wybić ją na aut. Umiejętności naszego bramkarza testował jeszcze Ikaunieks i oczywiście znów była sytuacja po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, gdy w dziecinny sposób przegraliśmy pojedynek o piłkę.
Goście parę razy podchodzili pod naszą bramkę i niejednemu kibicowi serce także podchodziło do gardła. Ten bowiem wie, że nawet w meczach z teoretycznie słabymi rywalami nie jesteśmy w stanie uniknąć dziecinnych błędów w obronie. Na szczęście dla tej formacji, napastnicy znad Morza Bałtyckiego to nie byli egzekutorzy klasy Kyliana Mbappe, który za taki błąd skarciłby nas bramką. Jesteśmy przekonani, że zostalibyśmy ukarani nawet, gdyby stał tam przykładowy Nicolaescu, kat naszej drużyny z czerwcowego meczu. Ale nie wiemy, co będzie, gdy zmierzymy się na przykład z Walią bądź Ukrainą.










