W meczu 1/8 finału Pucharu Króla Sevilla, po kapitalnym widowisku, wygrała u siebie z Valencią 2:1. Mimo wygranej Andaluzyjczycy odpadli z rozgrywek.
Zawody z wysokiego „c” rozpoczęli gospodarze. Tuż po pierwszym gwizdku sędziego szarżował Jesus Navas, a po rzucie rożnym, który wywalczył, piłka niebezpiecznie krążyła w polu karnym Valencii. W kolejnej akcji szybki jak wiatr skrzydłowy „Los Nervionenses” już nie próbował dogrywać do kolegów, a soczyście uderzył, przez co nieco napocić się musiał Diego Alves. W 7. minucie szczęścia z dalszej odległości próbował jeszcze Trochowski – mecz „Los Ches” z Villarrealem był dowodem na to, że defensywa gości z Lewantu wcale nie jest taka mocna – wystarczy ją odpowiednio przycisnąć, a efekt przyjdzie sam – i owo przyciskanie próbowali od pierwszych minut wcielić w życie podopieczni Marcelino.

Kolejne minuty przyniosły trzy kolejne wyśmienite okazje dla gospodarzy – najpierw w tłoku świetnie zachował się Reyes, przedzierając się i oddając strzał, później w podobnie błyskotliwy sposób Manu ograł Ramiego i huknął na krótki słupek, a na koniec piekielnie mocno z ostrego kąta strzelał Navas – za każdym razem świetnie interweniował Alves. Kontry Valencii były rzadkie, bardzo szybkie i groźnie się zapowiadały, ale kończyły się przed oddaniem strzału. Do 26. minuty swojej okazji nie miał tylko Negredo ale doczekał się, po jego zagraniu Ramis w taki sposób wybijał piłkę, że ta trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Przed upłynięciem drugiego kwadransa ponownie z dystansu próbował Trochowski (pomylił się minimalnie). Bezapelacyjna dominacja gospodarzy!
W 31. minucie bramką mogła i powinna zakończyć się najgroźniejsza kontra gości – lewym skrzydłem z piłką pomknął Soldado, dośrodkował, a do wybitej przez obrońcówfutbolówki dopadł Banega – uderzył jednak niczym junior – kilka metrów nad bramką i obok niej. Jakby emocji było mało, swoje postanowił jeszcze pokazać Texeira Vitienes, gestykulując niczym paralityk w niemal zupełnie bezstresowej sytuacji. W trzecim kwadransie mecz zupełnie się odmienił – najpierw po rzucie wolnym groźnie strzelał Rami, później kapitalny strzał Soldado z dystansu świetnie obronił Varas, by po chwili jeszcze piękniej wybić piłkę po uderzeniu Jonasa! W 42. minucie kolejną okazję miał Negredo (znów bez zarzutu broni Alves), a po chwili minimalnie niecelnie strzelali Jonas i Rami. Co za połowa!
Druga odsłona spotkania również zaczęła się ciekawie – już w pierwszych kilkudziesięciu sekundach obydwie drużyny zaliczyły po strzale, ale zarówno ten w wykonaniu Navasa, jak i Alby nie zmierzał w światło bramki. Co innego uderzenie z ostrego kąta Manu – z nim Alves miał trochę problemów. Mecz nie obfitował już w taką liczbę sytuacji podbramkowych co w pierwszej połowie, ale tempo było w dalszym ciągu bardzo szybkie. Obydwa zespoły wkładały jednak więcej wysiłku w ustawianie szyków obronnych – jeśli już było gorąco w którymś polu karnym, to przeważnie za sprawą długiego podania.

