Po wygranym 5:1 spotkaniu z Estonią kibice wymieniają dwóch bohaterów. Dla jednych piłkarzem meczu był Jakub Piotrowski, dla innych Nicola Zalewski. Obaj zasłużyli na masę pochwał, ale to właśnie 22-letni skrzydłowy zrobił znacznie więcej szumu na boisku. Najlepszy drybler w naszej reprezentacji poniósł drużynę po przerwie i ponownie miał duży wkład w osiągnięty wynik.
Sporym pozytywem na początku kadencji Michała Probierza jest to, że sporo jego decyzji broni się na boisku. Doświadczaliśmy tego jesienią, gdy selekcjoner mocno stawiał na Patryka Pedę, i doświadczyliśmy tego w czwartkowym starciu z Estonią. Pojawiało się przed tym meczem wiele dyskusji, przewidywanych składów i wiele osób nie widziało od początku Nicoli Zalewskiego. Powodem tego była oczywiście jego sytuacja w Romie, która do najlepszych nie należy. Młody skrzydłowy jesienią jednak nie zawiódł Probierza i dzięki temu właśnie otrzymał kolejną szansę.
Najlepsze zostawił na drugą połowę
Początek tego starcia w jego wykonaniu nie był perfekcyjny. Nicola Zalewski był bardzo aktywny, często brał ciężar gry na siebie, ale dokładność jego dośrodkowań pozostawiała wiele do życzenia. Wspomniana aktywność mocno się przydała, bo to przecież po dwóch faulach na nim z boiska za dwie żółte kartki wyleciał Maksim Paskotsi. Tym najbardziej Zalewski zapadł w pamięć w pierwszych 45 minutach, chociaż sporo osób i tak chwaliło go za duże chęci do gry.
Po przerwie postawa naszego skrzydłowego uległa poprawie i nadeszła ta wyczekiwana dokładność w kluczowej fazie akcji. Zaledwie pięć minut po wznowieniu gry jego znakomite wejście w pole karne skończyło się ładną asystą przy golu Piotra Zielińskiego. Dobre zrozumienie obu zawodników na boisku przyniosło liczby i rozbicie estońskiego muru defensywnego.
W dalszej fazie meczu Nicola Zalewski z przymusu musiał przenieść się na prawą stronę, ale to nie zachwiało jego dyspozycji. Wręcz przeciwnie, bo asysta go dodatkowo pobudziła i dosyć często napędzał kolejne akcje naszej reprezentacji. I chociaż swojego dorobku nie poprawił, to po jego zagraniu piłkę do własnej bramki skierował Karol Mets, a chwilę później po dwójkowej akcji i błędzie obrońcy wynik na 5:0 ustalił Sebastian Szymański. Zalewski zatem miał udział przy trzech z pięciu strzelonych tego wieczoru goli. Świetny wyczyn i w pełni obrazujący jego bardzo dobre zawody.












