Bologna sensacyjnie zwyciężyła 3:0 na San Siro z Interem, natomiast Napoli po takim samym wyniku pokonało Fiorentinę z Arturem Borucem w bramce.
Fiorentina – Napoli
Nie zdążyliśmy jeszcze wygodnie zasiąść w fotelach, a Edinson Cavani zdążył nas już z nich poderwać. Urugwajczyk po fantastycznym podaniu nie dał szans Arturowi Borucowi. Nie była to wina Boruca, ale niefrasobliwości jego kolegów z obrony. Dali oni o tym znać jeszcze wiele razy w tej odsłonie meczu, kiedy zupełnie bez zaangażowania podchodzili do centr z rzutów rożnych. Napoli miało kilka wyśmienitych okazji po tych stałych fragmentach. Między innymi w poprzeczkę trafił Christian Maggio. W rewanżu starał się odpowiedzieć defensor gospodarzy Natali, jednak po dobrym uderzeniu piłka otarła się o słupek. W pierwszej połowie przeważało Napoli, aczkolwiek nie była to jakaś wielka dominacją. Fiorentina z rzadka się odgryzała. Jak już to robiła, było sporo zamieszania pod bramką De Sanctisa.

W pierwszej części spotkania było też sporo kontuzji, które tak licznie przydarzały się zawodnikom. Sędzia zmuszony był przedłużyć przez to połowę aż o pięć minut. Wynik nie uległ jednak zmianie i jak można przypuszczać, Boruc miał wiele do powiedzenia swoim kolegom w szatni. Chyba jednak nie nauczył się jeszcze na tyle włoskiego albo koledzy zignorowali jego słowa, bo druga odsłona rozpoczęła się niemal identycznie jak pierwsza. Po znakomitym prostopadłym zagraniu Marka Hamsika Cavani znalazł się sam na sam z Polakiem. Snajper z Urugwaju nie zwykł marnować takich okazji. 2:0 i Fiorentina musiała ruszyć do przodu, odsłonić się. Tak też zrobiła i od razu w znakomitej sytuacji znalazł się Amauri. Brazylijczyk jednak fatalnie spudłował.
Jak wiadomo, kto się odsłania, nadziewa się na kontry. Jednią z nich zaprezentowali Cavani z Lavezzim. Ten ostatni stanął oko w oko z Borucem i gdyby nie Polak, niechybnie byłoby 3:0. A tak Fiorentina mogła cały czas wierzyć. Trzeba przyznać, że nie był to jednak dzień tej drużyny. Piłkarze nie byli w stanie już do końca spotkania zagrozić poważniej bramce De Sanctisa. W końcówce Walter Mazzarri pozwolił sobie więc na zmiany, dając odpocząć największym gwiazdom. Z wielkiego tria został tylko Ezequiel Lavezzi i to właśnie on mógł jeszcze zmienić wynik spotkania. Chybił, ale chwilę później był już bezwzględny. Pewnie przymierzył obok Boruca i udokumentował tą bramką swoją dobrą grę oraz pewne zwycięstwo zespołu. Krótko po tym golu sędzia zakończył spotkanie. Napoli wywiozło trzy punkty z trudnego terenu i w dobrych nastrojach przystąpi do wtorkowej potyczki z Chelsea.
Inter –












