Kiedy my wszyscy przygotowujemy się do tego, aby zasiąść do wielkanocnego stołu, najlepsi piłkarze La Liga szlifują formę na 29. serię gier. W sobotę, niedzielę i poniedziałek czekają nas kolejne emocje związane z rozgrywkami Primera Division.
W sobotnie popołudnie, kiedy wszystkie jajka będą już pomalowane, a kiełbasa wyświęcona, będziemy mogli na moment odetchnąć od świątecznego szału. A będzie przy czym. Sobota w La Liga zapowiada się tak suto, jak suto zastawiony będzie stół podczas niedzielnego wielkanocnego śniadania. Już od 16:00 rozpieszczać będą nas zawodnicy Rayo Vallecano i Malagi. Skłamalibyśmy, mówiąc, że późniejsze mecze Celty z Barceloną, Saragossy z Realem Madryt i Levante z Sevillą będą ciekawsze. Dlatego kłamać nie będziemy – zwłaszcza że większość z nas przystąpiła do spowiedzi – i jasno stwierdzimy, że pojedynek rozpoczynający 29. kolejkę w Hiszpanii zapowiada się na jeden z dwóch hitów tego weekendu. Pozostając w klimacie wielkanocnych świąt, możemy z wielkim przekonaniem, graniczącym wręcz z pewnością, stwierdzić, że na tablicy wyników dwa jaja widnieć nie będą. Rayo nadal głęboko wierzy w to, że na koniec sezonu może ziścić się sen o europejskich pucharach. Jeśli ma się tak stać, podopieczni Paco Jemeza muszą wygrywać przed własną publicznością – bez znaczenia, czy rywalem jest Malaga, czy Mallorca. Ekipa z Estadio de Vallecas jest zdolna do pokonania przed własną publicznością absolutnie każdego rywala. Problem w tym, że wspomniany Paco Jemez w starciu z „Los Boquerones” nie będzie mógł skorzystać z dwóch niezwykle istotnych zawodników. Mowa o bramkarzu Rubenie Martinezie, który niejednokrotnie ratował już skórę swojej drużynie, a także Roberto Trashorrasie, którego obecność w środku pola jest więcej niż niezwykle istotna. Obydwaj pauzować będą jednak za kartki. Malaga również podejdzie do tego meczu osłabiona. Z tego samego powodu co Martinez i Trashorras nie będą mogli zagrać Duda i Ignacio Camacho. O ile nieobecność tego pierwszego nie spędza snu z powiek Manuela Pellegriniego, o tyle brak drugiego daje powody do niepokoju. Obydwie ekipy zagrają więc bez kluczowych dla drugiej linii zawodników. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy oglądać widowiska na najwyższym poziomie. Zarówno Rayo, jak i Malaga mają określony styl gry, którego ani na moment nie porzucają. Nie zmienią tego nawet braki kadrowe. Obydwa zespoły walczą również o europejskie puchary, a po przerwie na mecze reprezentacji będą głodne zwycięstwa.

Wspomnieliśmy już o trzech kolejnych sobotnich starciach 29. kolejki Primera Division. Lider i wicelider ligowej tabeli grają co prawda na wyjazdach, ale nie zmienia to faktu, że zarówno Barcelona, jak i Real pozostają absolutnymi faworytami swoich meczów. Mimo wszystko nieco trudniejsze zadanie wydają się mieć Katalończycy. Celta Vigo przed własną publicznością spisuje się bowiem całkiem dobrze. Na Balaidos wygrała pięć meczów, a po cztery razy remisowała i przegrywała. Real Saragossa – rywal „Królewskich” – to najsłabsza drużyna w całej lidze, jeśli chodzi o mecze na własnym boisku. Jeśli dodamy do tego fakt, że ekipa z La Romareda od jedenastu meczów w lidze nie zdołała zdobyć kompletu punktów, wszystko układa się nam w jasny obraz – Jose Mourinho i jego podopieczni muszą wywieźć z Saragossy komplet punktów, zwłaszcza że portugalski trener zabierze ze sobą wszystkich najważniejszych zawodników. Do pełni zdrowia wrócił już nawet Iker Casillas, czym rozpoczął wielką debatę na temat tego, kto powinien być pierwszym bramkarzem madrytczyków. Jak wiadomo, Diego Lopez kapitana reprezentacji Hiszpanii zastąpił więcej niż godnie. Spekulacje, przynajmniej na kilka dni, uciął jednak Aitor Karanka, mówiąc na konferencji prasowej, że Iker powołania na mecz nie otrzyma. Jeśli chodzi zaś o gospodarzy, to ci będą musieli radzić sobie bez Javiego Alamo, Ivana Obradovicia, Franco Zuculiniego i Apono. Aż dziw bierze, że żaden z nich nie pauzuje za czerwoną kartkę. Saragossa może „pochwalić się” bowiem nietypowym osiągnięciem. W dwudziestu ostatnich meczach tej drużyny – czy to w lidze, czy w Pucharze Króla – arbitrzy pokazali aż czternaście czerwonych kartek. Aż dziesięć z nich otrzymali piłkarze Manolo Jimeneza. Tak ostro nie grają za to piłkarze Celty, którzy podejmą na Balaidos Barcelonę. Barcelonę w dalszym ciągu mocno osłabioną. Nadal z powodu zawieszenia nie będzie mógł zagrać Victor Valdes, a kontuzje doskwierają Carlesowi Puyolowi, Jordiemu Albie (tudzież Jordi Albiemu), Adriano i Pedro. Do Vigo nie uda się prawdopodobnie również Xavi Hernandez, którego sztab medyczny Barcelony będzie wolał oszczędzić. Sporo nieobecnych jest również w drużynie gospodarzy. Największą bolączką trenera Abela Resino jest brak zawieszonego za kartki Iago Aspasa, bez którego walka o zwycięstwo z Barceloną będzie niezwykle trudna. Wszak do zwycięstwa potrzebne są zdobyte bramki, a to Aspas jest specjalistą od ich strzelania. Z tego samego powodu co najlepszy strzelec Celty przeciwko Barcelonie nie będzie mógł zagrać Andres Tunez. Oprócz tego kontuzjowani są Samuel, Hugo Mallo, Natxo Insa, Alex Lopez i Enrique de Lucas.













