Na początek sporego kalibru sensacja. W pierwszym sobotnim spotkaniu 17. kolejki hiszpańskiej Primera Division Real Betis niespodziewanie przegrał na własnym stadionie z Mallorcą 1:2.
Pojedynek na Benito Villamarin rozpoczął się tak, jak wszyscy mogliśmy się spodziewać – od szybkich ataków gospodarzy, którzy jak najszybciej chcieli rozwiązać sprawę zwycięstwa. Pierwsza faza planu wykonana została już w 5. minucie spotkania, kiedy to Andaluzyjczyków na prowadzenie wyprowadził Benat Etxebarria będący ostatnimi czasy w doskonałej formie. W kolejnych minutach miejscowi mieli kilka doskonałych szans na zdobycie bramki. 120 sekund po trafieniu Benata na listę strzelców mógł wpisać się Joel Campbell, ale Kostarykanin nie trafił w bramkę po uderzeniu z lewej strony boiska. Nie minęło pięć minut, a Betis po raz kolejny zagroził bramce Aouate’a – tym razem izraelski golkiper poradził sobie ze strzałem Jorge Moliny, który otrzymał doskonałe podanie od Rubena Castro. Oszołomiona Mallorca w dalszym ciągu nie była w stanie w jakikolwiek sposób przeciwstawić się rozpędzonym gospodarzom, którzy zaatakowali znowu w 20. minucie – raz jeszcze swoich sił próbował Campbell, a w pole karne dośrodkowywał Ruben Castro. Po tej okazji gospodarze nieco spuścili z tonu, co bardzo szybko wykorzystała Mallorca. W swojej pierwszej ofensywnej akcji Wyspiarze doprowadzili do remisu. Kevin dośrodkował z bocznego sektora boiska, a Victor Casadesus umieścił piłkę w siatce i po pół godzinie mieliśmy remis.

Aż do ostatnich sekund pierwszej połowy spotkania na Benito Villamarin panował względny spokój. Mallorca nie poszła za ciosem, a Betis nie wyglądał na drużynę, która jak najprędzej chce ponownie wyjść na prowadzenie. Dopiero w doliczonym czasie gry gospodarze mieli podwójną okazję do zdobycia drugiego gola. Pierwsze uderzenie Canasa zostało zablokowane przez jednego z obrońców, a po dobitce Rubena Castro futbolówkę z linii bramkowej wybił Nunes. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą połowę spotkania.
Druga część rozpoczęła się dla gospodarzy najgorzej jak to tylko możliwe. W 46. minucie Undiano Mallenco podyktował bowiem rzut karny dla przyjezdnych z Balearów, a „jedenastkę” na bramkę zamienił Javi Marquez. Nikt chyba w pierwszych dwudziestu minutach pojedynku nie spodziewał się, że goście są w stanie powalczyć w Sewilli choćby o jeden punkt. Pepe Mel zareagował błyskawicznie. Bardzo szybko na murawie pojawili się Pozuelo, Vadillo i Agra. Poczynione zmiany nie przynosiły jednak pożądanych efektów. Goście z Majorki umiejętnie się bronili i w ogóle nie myśleli już o atakowaniu bramki Adriana. Dopiero w 60. minucie gospodarze poważniej zagrozili swojemu rywalowi. Do akcji ofensywnej włączył się Chica i oddał groźny strzał, z którym jednak zdołał poradzić sobie Dudu Aouate.











