Pogoń Kosty Runjaica to zespół, który w zdecydowanej większości spotkań ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Niemiecki trener sprawił, że szczecinianie mają swój styl, który z godną poklasku konsekwencją prezentują w kolejnych meczach. Niektórzy obserwatorzy Lotto Ekstraklasy wieszczyli nawet, że „Duma Pomorza” włączy się na poważnie do walki o prawo gry w europejskich pucharach. Ostatnie dni ściągają jednak wszystkich kibiców Pogoni dość brutalnie na ziemię.
Ligowy Bigos to seria felietonów, w których będziemy skupiali się na najważniejszych wydarzeniach minionej kolejki naszej rodzimej ligi. Tym razem pod lupę bierzemy Pogoń, dla której terminarz w końcówce sezonu był… no właśnie, jaki? Łaskawy, ponieważ szczecińska ekipa mierzy się z drużynami, które znajdują się w kryzysie, czy może wyjątkowo surowy, bo efekt nowej miotły działa w ekstraklasie ze zdwojoną siłą?
Miotła pierwsza – Poznań
W ubiegłą niedzielę jak grom z jasnego nieba gruchnęła informacja o zwolnieniu Adama Nawałki. Wyniki Lecha pod wodzą eksselekcjonera dalekie były od ideału. Podobnie miała się sprawa z relacjami wewnątrz drużyny. Zerwanie umowy z 61-latkiem nie było więc bezpodstawne. Tymczasowym szkoleniowcem „Kolejorza” został – po raz drugi w tym sezonie – Dariusz Żuraw, który do tej pory bardzo dobrze radził sobie w roli opiekuna III-ligowych rezerw Lecha.
– Chłopcy starali się grać cały czas wysokim pressingiem, mocno na nas naciskali. Patrząc tylko na kulturę gry szczecinian, ta drużyna powinna zajmować zdecydowanie wyższe miejsce – tymi słowami jeszcze kilka miesięcy temu Żuraw opisywał II zespół Pogoni. W środę natomiast przyszło mu zmierzyć się z I drużyną „Granatowo-bordowych”, którzy po 27. kolejce wyprzedzali poznaniaków o dwa punkty.
Po właśnie zakończonej serii gier Lech przeskoczył jednak szczecinian za sprawą zwycięstwa 3:2. Mecz rozegrany przy Bułgarskiej stał na bardzo wysokim poziomie i mógł przyciągnąć uwagę neutralnych widzów. Gospodarze zaprezentowali futbol, którego w Poznaniu nie widziano od długich tygodni, a nawet miesięcy. Można było odnieść wrażenie, że piłkarzom ktoś ściągnął z grzbietów dziesięciokilogramowe worki z piaskiem, które nosili za kadencji Adama Nawałki.
Nowa miotła zadziałała. Jak to zwykle bywa – przede wszystkim w sferze mentalnej, bo trudno uwierzyć, żeby Dariusz Żuraw przez trzy dni nauczył swoich podopiecznych grać w piłkę. Oni umieli to robić także za czasów poprzedniego szkoleniowca. Tyle że jeśli pomiędzy trenerem a zawodnikami nie ma chemii, wówczas nic dobrego z takiej mieszanki wyjść nie może.
Pierwszą ofiarą mentalnego odrodzenia „Kolejorza” została Pogoń. Szczecinianie nie rozegrali złego meczu, mieli swoje sytuacje, niektóre nawet wyjątkowo dogodne. Przegrali jednak mimo wszystko zasłużenie. Gdyby tak dysponowana drużyna Runjaica mierzyła się z Lechem w ubiegły weekend, można byłoby w ciemno stawiać, że „Duma Pomorza” zmiecie rywala z powierzchni ziemi. Wystarczy przypomnieć sobie męczarnie poznaniaków z kiepską w ostatnim czasie Koroną Kielce…











