Levante wygrało z Valencią 1:0 po bardzo nudnym spotkaniu. Bramkę dla gospodarzy po świetnym wybiciu bramkarza strzelił Obafemi Martins.
Początek meczu nie był zbyt emocjonujący. Właściwie pierwszych dziesięciu minut mogłoby w ogóle nie być. Dopiero po tym czasie zespoły zaczęły przeprowadzać ciekawsze akcje. Szczególnie Valencia, która wyszła z inicjatywą i zaczęła prowadzić grę. Szansę na bramkę miał Tino Costa, ale jego niesamowity strzał obronił Munua.
Zaledwie dwie minuty później bramkarz gospodarzy musiał zmierzyć się w pojedynku sam na sam z Soldado. I wyszedł z niego zwycięsko! Dzięki temu do 20. minuty nie widzieliśmy bramek. W piłce nożnej nie decyduje jednak liczba akcji, ale ich jakość. Dlatego po świetnym wybiciu bramkarza Levante Obafemi Martins znalazł się w polu karnym i strzelił niesamowitą bramkę z woleja. Guaita zdecydowanie nie miał szans.
Po tej bramce Valencia jakby przygasła. I trwało to niestety do końca pierwszej połowy. Co jakiś czas jej gracze przedzierali się pod pole karne, ale tu świetnie działała obrona gospodarzy. Kiedy była już realna szansa na zagrożenie pod bramką, dobrze radził sobie Munua.
Od początku drugiej połowy działo się to samo, co pod koniec pierwszej: Valencia była ciągle przy piłce i cały czas atakowała, ale bez wyraźnego pomysłu i zgrania zawodników. Nie brakowało za to klepania piłki 30 metrów od bramki Levante. Wystarczy wspomnieć, że Valencia miała 70% posiadania piłki, a tylko cztery strzały. Czas płynął i było to korzystne dla gospodarzy.
Mimo wszystko co jakiś czas wygrywający zespół pokusił się o jakiś kontratak. Ten z 80. minuty był szczególnie groźny. Sytuację uratował obrońca, bo bramkarz zbyt nonszalancko wyszedł do piłki. Minutę później tez było groźnie. Gdyby tylko podanie ze skrzydła dotarło do Martinsa. Szansa na poprawienie rezultatu była też pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Najpierw Navarro wykonał rajd przez ok. 30 metrów i rozegrał akcję zbyt samolubnie, bo Martins czekał na podanie.
Końcówka meczu to ciągła ofensywa Levante. Valencia była chyba już zbyt zmęczona, żeby wymyślić jakiś mądry atak. Tak naprawdę przez 90 minut żadnego takiego nie wymyślili. Mecz nie emocjonował, ale mimo wszystko to Levante wygrało derby Walencji. I to jest teraz najważniejsze.










