Goście pokonali na wyjeździe tegorocznego beniaminka i dzięki temu awansowali w tabeli na czwarte miejsce. Bramki dla zespołu z Walencji zdobyli Martins oraz Barkero, który także asystował przy trafieniu Nigeryjczyka.

W niedzielne popołudnie na La Romareda zmierzyły się dwie drużyny, które mają zupełnie inne cele, ale obie niezbyt udanie rozpoczęły bieżący sezon. Gospodarze po powrocie do La Liga myślą przede wszystkim o spokojnym utrzymaniu, nieśmiało wspominając przy tym o miejscu w środku tabeli. Goście zaś po niezbyt efektownym początku powoli zaczynają piąć się w górę zestawienia, licząc na co najmniej tak dobry wynik jak w poprzednich rozgrywkach.
Mecz rozpoczął się bardzo spokojnie i gra toczyła się głównie w środku pola. Obie drużyny nawzajem się badały i w pierwszym kwadransie nie oglądaliśmy zbyt wielu okazji podbramkowych. W pierwszych piętnastu minutach na zespół miejscowych spadły dwa ciosy. Najpierw w 7. minucie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Marchena, a sześć minut później trener beniaminka był zmuszony dokonać drugiej zmiany, bo z tej samej przyczyny musiał zejść z placu gry Ze Castro.
Pierwszą groźną okazję stworzyli sobie przyjezdni, ale strzał Martinsa w 18. minucie spotkania przeleciał nad bramką strzeżoną przez Aranzubię. W 25. minucie próbowali odpowiedzieć gospodarze, ale Munua nie musiał nawet interweniować po strzale Rikiego. Dziesięć minut później sędzia Perez Lasa po raz pierwszy w tym meczu sięgnął po żółtą kartkę i ukarał nią Pedro Lopeza za faul na Bruno Gammie. Chwilę później miejscowi mogli wyjść z bardzo groźną akcją, ale arbiter słusznie dopatrzył się pozycji spalonej Rikiego.
W 40. minucie goście przeprowadzili zabójczą akcję i objęli prowadzenie. Po podaniu od Barkero Martins wyszedł sam na sam z Aranzubią, minął go, a następnie skierował piłkę do pustej bramki. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie i to przyjezdni prowadzili jedną bramką.
Gospodarze rozpoczęli drugą połowę bardzo odważnie, chcąc jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w 54. minucie Pedro Lopez sfaulował w polu karnym Camunasa i sędzia podyktował rzut karny. Nie była to jednak jedyna kara dla zespołu z Walencji, ponieważ boczny obrońca otrzymał także czerwoną kartkę. Do piłki podszedł Riki, ale uderzył zbyt lekko i wynik nie uległ zmianie. Miejscowi nie zamierzali się jednak poddawać i już po czterech minutach po akcji Rikiego i Valerona po raz kolejny stanęli przed szansą na doprowadzenie do remisu, ale i tym razem ta sztuka się nie udała.
Sytuacja gospodarzy skomplikowała się jeszcze bardziej w 70. minucie, kiedy Aranzubia sfaulował Martinsa i w ten sposób zakończył swój udział w tym meczu. Ta sytuacja bardzo zmobilizowała gości do ataków. Najpierw w 78. minucie Ballesteros uderzył minimalnie niecelnie, ale pięć minut później miejscowych już nic nie uratowało. Na listę strzelców wpisał się Barkero i stało się jasne, że gospodarzom będzie bardzo trudno o jakiekolwiek punkty. Ci próbowali jednak zdobyć przynajmniej gola honorowego, ale Bodipo mimo dwóch sytuacji nie zdołał pokonać bramkarza Levante.











