Dzisiejszy mecz pomiędzy Legią i Lechem w naszej rodzimej lidze z urzędu nazywany jest hitem kolejki. Owo starcie miało dać nadzieję na lepsze jutro dla obu drużyn, które niewątpliwie przeżywają trudny okres. Gospodarze jeszcze nie przebudzili się po blamażu w eliminacjach Ligi Europy oraz po kompromitującej porażce na własnym stadionie z Wisłą Płock. Goście przyjechali do stolicy po dwóch porażkach i jednym remisie. Dzisiejszy mecz był najlepszym momentem na przełamanie!
Z ośmiu ostatnich spotkań przy Łazienkowskiej 3 legioniści wygrali raptem dwa razy. Ich bilans bramkowy jest równie mizerny (9:11). Nic więc dziwnego, że na jednym z najładniejszych stadionów Lotto Ekstraklasy frekwencja spadła do najniższej od lat. Hit tej kolejki był więc dla Legii i Lecha meczem o odzyskanie zaufania fanów. Obaj trenerzy mieli całe dwa tygodnie przerwy reprezentacyjnej, by popracować nad ustawieniem, taktyką, ale również nad przygotowaniem fizycznym.
Raport z obozów
Djurdjević przed spotkaniem zapowiedział, że jest zadowolony z dwutygodniowej przerwy, gdyż dzięki niej niektórzy jego podopieczni pokonali problemy zdrowotne. Do pełni sił powrócili kontuzjowany Thomas Rogne, Wołodymir Kostevycz, który błyszczał na początku sezonu, oraz były kapitan lechitów Maciej Gajos. Niestety w trakcie przygotowań w kadrze urazu nabawił się Maciej Makuszewski. Jednakże trzeba śmiało przyznać, że jeśli chodzi o ofensywę, to Serb ma tutaj sporo alternatyw.
Ricardo Sa Pinto z kolei kilka dni przed meczem udzielił wywiadu dla „Przeglądu Sportowego”, w którym mówił, że w barwach Legii zobaczymy jedenaście „lwich serc”. Legioniści ostro zasuwali, pracując nad przygotowaniem fizycznym podczas przerwy. Mówił również, że jednym z podstawowych założeń będzie wyeliminowanie ostrej gry, gdyż w tym sezonie Legia dostała już pięć czerwonych kartek.
Szczęśliwe koszulki?
Legioniści na dzisiejszy mecz wyszli w nietypowych, ciemnoczerwonych strojach. Owe nietypowe trykoty miały upamiętnić 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
O dużym szczęściu mistrzowie Polski mogli mówić już w 8. minucie spotkania. Z lewej strony urwał się Kamil Jóźwiak, który zdołał zagrać dobrą piłkę po ziemi do Gytkjaera, który niestety dla lechitów uderzył nieczysto, przez co futbolówka stanowiła zagrożenie jedynie dla kibiców znajdujących się za bramką Cierzniaka.
Szczęście sprzyjało legionistom również na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy, kiedy to Dominik Nagy zdobył bramkę. Najpierw piłkę zagrywał na wolne pole Szymański, którego podanie przeciąć powinien Janicki, lecz się poślizgnął, co skrzętnie wykorzystał Węgier, i ominąwszy bramkarza gości, oddał strzał do pustej bramki. Od 31. minuty legioniści prowadzili 1:0!











