Legia i Lech tworzą połączenie gwarantujące emocje najwyższych lotów. Słynne „Derby Polski” to wielkie wydarzenie na trybunach, jak i przede wszystkim na boisku. Niezależnie od okoliczności ostrzymy sobie na nie zęby od samego ogłoszenia ich terminu, a potem siadamy niczym do mistrzowskiego oscarowego seansu. Mimo stałych zmian ról oraz roszad głownych aktorów za każdym razem obsadzani są jedni z najlepszych na naszej krajowej scenie. Poza oczekiwaniem na ich produkcję próbujemy sobie odpowiedzieć na to, co w sporcie najważniejsze: kto wygra? Tak jest i teraz, porównajmy zatem siłę obu ekip.
Głosy, jakoby Legia Warszawa miała posiadać słabszą kadrę od jakiegokolwiek polskiego zespołu, zawsze uznawane były za kontrowersyjne i wywoływały w stolicy lekką konsternację. Największe aspiracje na najlepszy gwiazdozbiór obok stołecznych miewa oczywiście nie kto inny jak Lech Poznań. Nie ma wątpliwości, że w tym sezonie to te dwa zespoły na papierze wyglądają najmocniej w naszej lidze. A wywoływane nazwiska tylko bardziej podsycają entuzjazm i rozpalają nastroje przed dzisiejszym spotkaniem.
Autentycznie kluczowi golkiperzy
Pozycja, której obie strony są najmniej pewne, a jednocześnie na niej może dziać się najwięcej. Obaj bramkarze pierwszego wyboru borykali się ostatnio z problemami zdrowotnymi, ale do „klatki” na starcie przy Łazienkowskiej ma powrócić tylko jeden z nich. Za kontuzjowanego Artura Boruca w trykocie legionistów ponownie wystąpi Cezary Miszta, a po niedługiej absencji do jedenastki lechitów powinien wrócić Mickey van der Hart.

Czyli w pewnym stopniu wciąż dwie duże niewiadome. Wątpliwe, abyśmy mogli wymienić któregoś z tej dwójki przynajmniej w pierwszej piątce bramkarzy naszej ekstraklasy, ale to na ich barkach w sporej mierze będzie spoczywała odpowiedzialność za końcowy wynik swojej drużyny.
Holender trzyma wysoką formę od pierwszej kolejki rozgrywek i notuje jeden ze swoich lepszych okresów w Poznaniu. Z kolei młodzieżowemu reprezentantowi Polski o ile zdarzają się kosztowne błędy, o tyle w zdecydowanej większości, w tym podczas prestiżowego meczu Ligi Europy z Leicester City, spisuje się bez zarzutów. W tym miejscu postawilibyśmy znak równości między wymienioną dwójką.
Wyrzeźbione filary
Liderami defensyw są ludzie, których obecne miejsce oraz poziom kosztował ogrom ciężkiej pracy i wiele wyrzeczeń i którzy nadal rozwijają się w błyskawicznym tempie.
Mateusz Wieteska, na którym wcześniej bardzo wielu stawiało krzyżyk, został niepodważalną podporą obrony najbardziej utytułowanego klubu w naszym kraju i obecnie można usłyszeć opinie o potencjalnym wzmocnieniu przez niego kadry Paulo Sousy.
Podobnie zresztą jest z innym piłkarzem „Wojskowych” – Maikiem Nawrockim. Młodzieżowiec w moment stał się jednym z najperspektywiczniejszych stoperów nad Wisłą, a co więcej, występami na arenie międzynarodowej zdążył zachwycić całą piłkarską Europę.
















