W ostatnim meczu 27. kolejki rodzimej ekstraklasy Lechia wygrała w Łodzi 2:1. Bramki dla drużyny Bogusława Kaczmarka strzelili Duda i Machaj, z kolei dla Widzewa z rzutu karnego Broź.

Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce w 10. minucie spotkania. Kaczmarek ruszył z piłką i zagrał na prawą stronę do Brozia, boczny obrońca wbiegł w pole karne i uderzył po długim słupku, ale piłka minęła nieznacznie bramkę. Trzy minuty później objąć prowadzenie mogła Lechia. Po karygodnym błędzie Abbesa, Rasiak wpakował piłkę do siatki, jednak były reprezentant Polski był na pozycji spalonej. W 21. minucie dogodnej sytuacji nie wykorzystali piłkarze Radosława Mroczkowskiego. Fatalny błąd Bieniuka spożytkował Pawłowski, który z prawej strony pola karnego zagrał płasko na środek, gdzie Ben Dhifallah wyszedł krok przed obrońcę, jednak nie trafił w futbolówkę. W 34. minucie ręką w polu karnym zagrał Krzysztof Bąk i prowadzący spotkanie Jarosław Rynkiewicz wskazał na „wapno”. Jedenastkę pewnie wykorzystał Łukasz Broź. Osiem minut później mogło być 1:1. Abbes wybił piłkę prosto na 16. metr pod nogi Wiśniewskiego, który choć miał dużo miejsca, postanowił obsłużyć podaniem wbiegającego ukradkiem Pietrowskiego. Gracz Lechii miał przed sobą tylko wychodzącego Mielcarza, strzelił w dalszy róg i piłka wylądowała centymetry obok słupka. Do przerwy piłkarze Widzewa schodzili z jedną bramkową zaliczką.
W 66. minucie Kaczmarek podkręconym strzałem z 18 metrów chciał pokonać bramkarza, ale pomylił się o metr. Minutę później padła bramka dla Lechii. Zaczęło się od niecelnego podania Brozia. Skorzystał na tym Surma, posyłając piłkę do przodu w kierunku Dudy, który pozostawiony bez opieki obrońców przelobował wysuniętego Mielcarza. W 75. minucie Lechia wyszła na prowadzenie. Z prawej strony boiska Roicardinho zagrał do środka do Machaja, ten minął obrońcę, i zdecydował się na strzał po krótkim rogu z 20 metrów i piłka przy samym słupku wpadła do bramki Mielcarza. W 87. minucie Pawłowski uderzył silnie po ziemi z 14 metrów, jednak piłkę pewnie złapał Buchalik. Dwie minuty później Ricardinho przyjął sobie na 10 metrze od bramki piłkę na klatkę piersiową i uderzył z przewrotki. Piłka przy samym słupku wpadła do bramki, ale sędzia odgwizdał spalonego. Szkoda, bo na pewno ta bramka byłaby nominowana do trafienia sezonu.
Do końca spotkania żadna z drużyn nie zdołała strzelić gola, mecz zakończył się wynikiem 1:2 na korzyść Lechii Gdańsk. Zasłużone zwycięstwo.
Nareszcie Lechia wygrała :)
A asysty przy pierwszej bramce nie zaliczył
przypadkiem Grzesiu Rasiak ?