Mistrz Polski tylko zremisował z F91 Dudelange po słabym meczu, jednak to wystarczyło, aby awansować do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy jako pierwszy klub z Polski – poznaniacy obronili przewagę z pierwszego spotkania. Dla Lecha może to być ogromna szansa, ale i „pocałunek śmierci”. Drużynę trapią liczne kontuzje i problemy na rynku transferowym.
Lech Poznań fatalny w pierwszej połowie
Pierwszą połowę spotkania w Luksemburgu można śmiało porównać do mitologii stworzenia świata. Na początku był chaos i z niego miało coś powstać. Na to liczył także Lech, że z chaosu zrodzi się dla niego coś dobrego. „Kolejorz” na boisku był tak nieudolny, jak na rynku transferowym. F91 Dudelange od początku mocno zaatakowało, pokazując, że chce odrobić straty z Poznania. Gra jednych i drugich była jednak bardzo… chaotyczna. Dopiero w połowie pierwszej części meczu Amaral fantastycznie przyspieszył grę, a Joel Pereira wyłożył perfekcyjną piłkę Mikaelowi Ishakowi – ten jednak zmarnował stuprocentową okazję. Szwed mógł tym golem ostudzić zapędy Luksemburczyków, ale nie trafił w piłkę.
Lech Poznań w spotkaniu pokazywał to, co od początku rozgrywek, czyli bardzo słabą grę. W 32 minucie przed kolejną kompromitacją uratowała go chorągiewka arbitra liniowego. To napędziło F91 i ku uciesze swoich kibiców Luksemburczycy zdobyli gola na 1:0. Strzał z dystansu oddał Mehdi Kirch, a piłka po rykoszecie Pingota wpadła do bramki Bednarka. Coraz cieplej robiło się lechitom i widać było to w poczynaniach boiskowych, a Dudelange grało swoje. Kilka minut później Flip Bednarek popisał się fenomenalną interwencją, ratując Lecha przed tragedią.
Lech Poznań lepszy w drugiej połowie
Przerwa dodała Lechowi więcej chęci do gry. Z pewnością John van den Brom przeprowadził poważną rozmowę z piłkarzami i zachęcił ich do ataku. Momentem zmieniającym oblicze meczu było wejście na boisko Giorgiego Tsitaishvilego za bezbarwnego Kristoffera Veldego. Już chwilę później Gruzin oddał piłkę Joelowi Pereirze, a ten potężnym strzałem zdobył gola i spokój dla swojej drużyny. Warto dodać, że dla Portugalczyka był to pierwszy gol w zawodowej karierze (170 spotkań). Pozostała część spotkania wyglądała jak lwia część meczu. Dużo chaotycznej gry i tylko kilka składnych akcji przyjezdnych. Mistrzowie Luksemburga próbowali raz po raz zagrażać bramce strzeżonej przez Filipa Bednarka. Jednak robili to na tyle nieudolnie, że nie było z tego kolejnej bramki. Pod koniec spotkania można było odnieść wrażenie, że oba zespoły odpuściły. Dudelange w głowie miało, że już nie odrobi strat, i ataki znacznie zmalały. Lech natomiast wiedział, że już jest w grupie Ligi Konferencji Europy, i nie miał zamiaru się nadwyrężać.











