Już tylko kilka dni dzieli nas od inauguracji sezonu na hiszpańskich boiskach. I choć tradycyjnie rozpocznie się on od meczu o Superpuchar, do startu ligi również można odliczać już nie tyle tygodnie, co dni. Z tego też powodu pokusiliśmy się o małe wprowadzenie do zbliżających się rozgrywek Primera Division: przyjrzeliśmy się sytuacji wybranych zespołów w kontekście miejsca, jakie mogą zająć w startującym niebawem sezonie.
Na początek postanowiliśmy przeanalizować sytuację zespołów, które naszym zdaniem są najsłabsze w zestawieniu i do ostatniej kolejki mogą toczyć walkę o ligowy byt.
Rayo Vallecano

Sytuacja kadrowa
Trudno uwierzyć, by beniaminek, zważywszy na jakość piłkarzy, których w tej chwili posiada, zdołał utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej dłużej niż rok. Klub z Kastylii nie tylko nie poczynił odpowiednich wzmocnień, ale i pozbył się piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie wywalczyli awans: stoper Coke odszedł do Sevilli, do tego samego klubu powrócił niezwykle skuteczny Emiliano Armenteros, posypała się też prawa strona boiska – Borja Garcia wybrał grę w drugoligowej Cordobie, natomiast Antonio Amaya via Wigan wrócił do Betisu Sevilla, również rozgrywający Oscar Trejo zdecydował się po roku występów na Campo de Futbol de Vallecas walczyć o miejsce w składzie Mallorki, z którą jest związany kontraktem. Pozostali zawodnicy tworzący trzon zespołu niemal bez wyjątku dobijają do trzydziestki, albo znacznie ją przekraczają. Czy takim składem można utrzymać się w La Liga? Wątpliwe, tym bardziej że nazwiska trzech piłkarzy, którzy dołączyli do zespołu, nie rzucają na kolana. Suelton Pereira jest 25-letnim brazylijskim bocznym obrońcą i… tyle o nim wiadomo. Trzy lata młodszy napastnik, Alberto Perea, ostatnio był piłkarzem rezerw Atletico, w zeszłym sezonie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie (w Copa del Rey), jednak furory nie zrobił. Sporym wzmocnieniem może okazać się natomiast rozgrywający Michu, pozyskany z Celty Vigo, w której spisywał się ostatnio bardzo dobrze. Podsumowując, w tej chwili nie można wysnuć innego wniosku od tego, że kadra jest bardzo słaba, a bez nowych piłkarzy Rayo będzie tylko dostarczycielem punktów.
W zeszłym sezonie
Klub z Madrytu uzyskał promocję do La Liga z drugiego miejsca, do zwycięskiego Betisu tracąc zaledwie cztery punkty. Była ona niespodziewana, klub borykał się bowiem ze znacznymi kłopotami finansowymi, piłkarze nie otrzymywali pensji długimi miesiącami, często strajkowali, a mimo to grali jak z nut, przez cały sezon utrzymując się w czołówce. Już na kilka kolejek przed końcem sezonu stało się jasne, że piłkarze Jose Sandovala wywalczą awans. 43-letni trener to zresztą główny architekt sukcesu beniaminka, mimo że jest absolutnym debiutantem, jeśli chodzi o futbol na tak wysokim szczeblu, umiał świetnie umotywować swoich podopiecznych, mimo toczących klub problemów. Spory wpływ na postawę drużyny na finiszu rozgrywek miała też zmiana właściciela: po ogłoszeniu upadłości nowy inwestor przejął Rayo za darmo, wypłacając piłkarzom część zaległych pensji. Wydaje się więc, że w klubie z Calle del Payaso zagoszczą lepsze czasy, nawet jeśli przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową nie potrwa dłużej niż rok. Niezwykle trudno określić na co stać Rayo. Rozsądek i historia beniaminków Primera Division każą upatrywać w drużynie z Madrytu niemal murowanego faworyta do spadku. Należy jednak pamiętać, że mało kto stawiał na awans „Rayistas” w zeszłym sezonie, a jednak udało się bez problemów. Brak znaczących transferów również jest wymowny. Czyżby Sandoval i władze klubu byli pewni umiejętności swoich graczy?












