Już tylko kilka dni dzieli nas od inauguracji sezonu na hiszpańskich boiskach. I choć tradycyjnie rozpocznie się on od meczu o Superpuchar, do startu ligi również można odliczać już nie tyle tygodnie, co dni. Z tego też powodu pokusiliśmy się o małe wprowadzenie do zbliżających się rozgrywek Primera Division: przyjrzeliśmy się sytuacji wybranych zespołów w kontekście miejsca, jakie mogą zająć w startującym niebawem sezonie.
Na początek postanowiliśmy przeanalizować sytuację zespołów, które naszym zdaniem są najsłabsze w zestawieniu i do ostatniej kolejki mogą toczyć walkę o ligowy byt.
Rayo Vallecano
Większość beniaminków nie zagrzewa zbyt długo miejsca w Primera Division. Jak będzie z Rayo Vallecano? (fot. marca.com)
Sytuacja kadrowa Trudno uwierzyć, by beniaminek, zważywszy na jakość piłkarzy, których w tej chwili posiada, zdołał utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej dłużej niż rok. Klub z Kastylii nie tylko nie poczynił odpowiednich wzmocnień, ale i pozbył się piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie wywalczyli awans: stoper Coke odszedł do Sevilli, do tego samego klubu powrócił niezwykle skuteczny Emiliano Armenteros, posypała się też prawa strona boiska – Borja Garcia wybrał grę w drugoligowej Cordobie, natomiast Antonio Amaya via Wigan wrócił do Betisu Sevilla, również rozgrywający Oscar Trejo zdecydował się po roku występów na Campo de Futbol de Vallecas walczyć o miejsce w składzie Mallorki, z którą jest związany kontraktem. Pozostali zawodnicy tworzący trzon zespołu niemal bez wyjątku dobijają do trzydziestki, albo znacznie ją przekraczają. Czy takim składem można utrzymać się w La Liga? Wątpliwe, tym bardziej że nazwiska trzech piłkarzy, którzy dołączyli do zespołu, nie rzucają na kolana. Suelton Pereira jest 25-letnim brazylijskim bocznym obrońcą i… tyle o nim wiadomo. Trzy lata młodszy napastnik, Alberto Perea, ostatnio był piłkarzem rezerw Atletico, w zeszłym sezonie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie (w Copa del Rey), jednak furory nie zrobił. Sporym wzmocnieniem może okazać się natomiast rozgrywający Michu, pozyskany z Celty Vigo, w której spisywał się ostatnio bardzo dobrze. Podsumowując, w tej chwili nie można wysnuć innego wniosku od tego, że kadra jest bardzo słaba, a bez nowych piłkarzy Rayo będzie tylko dostarczycielem punktów. W zeszłym sezonie Klub z Madrytu uzyskał promocję do La Liga z drugiego miejsca, do zwycięskiego Betisu tracąc zaledwie cztery punkty. Była ona niespodziewana, klub borykał się bowiem ze znacznymi kłopotami finansowymi, piłkarze nie otrzymywali pensji długimi miesiącami, często strajkowali, a mimo to grali jak z nut, przez cały sezon utrzymując się w czołówce. Już na kilka kolejek przed końcem sezonu stało się jasne, że piłkarze Jose Sandovala wywalczą awans. 43-letni trener to zresztą główny architekt sukcesu beniaminka, mimo że jest absolutnym debiutantem, jeśli chodzi o futbol na tak wysokim szczeblu, umiał świetnie umotywować swoich podopiecznych, mimo toczących klub problemów. Spory wpływ na postawę drużyny na finiszu rozgrywek miała też zmiana właściciela: po ogłoszeniu upadłości nowy inwestor przejął Rayo za darmo, wypłacając piłkarzom część zaległych pensji. Wydaje się więc, że w klubie z Calle del Payaso zagoszczą lepsze czasy, nawet jeśli przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową nie potrwa dłużej niż rok. Niezwykle trudno określić na co stać Rayo. Rozsądek i historia beniaminków Primera Division każą upatrywać w drużynie z Madrytu niemal murowanego faworyta do spadku. Należy jednak pamiętać, że mało kto stawiał na awans „Rayistas” w zeszłym sezonie, a jednak udało się bez problemów. Brak znaczących transferów również jest wymowny. Czyżby Sandoval i władze klubu byli pewni umiejętności swoich graczy?
W Levante nie ma już Stuaniego i Caicedo. Jest za to doświadczony Jose Barkero, który w poprzednim sezonie strzelił 15 goli dla drugoligowej Numancii (fot. es.levanteud.com)
Sytuacja kadrowa Andaluzyjczycy awansowali do Primera Division bodaj najsłabszym składem, jaki można sobie wyobrazić. Zespół jeszcze w sezonie 2009/2010 grał w trzeciej lidze, zatem do rozgrywek Segunda przystępował przed rokiem jako beniaminek. Spora część piłkarzy całkiem dobrze pamięta więc prowincjonalne boiska. Po tegorocznym awansie w klubie nastąpiła kadrowa rewolucja. Grenadę opuściło szesnastu zawodników, w tym siedmiu powróciło z wypożyczenia do włoskiego Udinese. Wśród nich był zdecydowanie najlepszy piłkarz minionego sezonu, Alex Geijo, który strzelił 24 gole. W przeciwnym kierunku udali się dwaj przyzwoici zawodnicy: obrońca, Guilherme Siqueira, oraz pomocnik, Jaime Romero. Poza tym pozyskano jeszcze jedenastu innych zawodników, głównie wyróżniających się w zespołach z lig drugiej i niższych. Środek obrony wzmocniono doświadczonymi, trzydziestoletnimi zawodnikami Herculesa Alicante, Noe Pamarotem oraz Davidem Cortesem. Milion euro kosztował pomocnik Realu Madryt Castilli, Fran Rico, a także młody stoper Monaco, Yohan Mollo. Innymi słowy tego lata w zespole grającym na Estadio Nuevo los Carmenes nastąpiła spora rotacja. W zeszłym sezonie Co ciekawe, za spektakularną karierą Granady (dwa awanse rok po roku) nie stoją grube pieniądze, ba, wręcz przeciwnie – podobnie jak w przypadku Rayo – klub jest o krok od ogłoszenia upadłości. Ma on jednak na celu likwidację zadłużenia i nijak ma się do ambitnych planów szefa klubu, Quique Piny. Jest on związany bliskimi relacjami z właścicielem Udine, Gino Pozzo, co zresztą nietrudno zauważyć, analizując kierunki transferów piłkarzy obydwu klubów. Hiszpan ewidentnie podąża drogą rządzenia klubem nakreśloną przez jego włoskiego mentora. Granada wywalczyła awans w dramatycznych okolicznościach, po dwumeczach z Realem Valladolid oraz Elche. Zespołowi z Andaluzji w drugoligowych rozgrywkach wiodło się różnie, jednak pod koniec sezonu lokata uprawniająca do gry w barażach również nie była zagrożona. Za gwiazdę zespołu należy uznać trenera Fabriego, który nie tylko dzięki umiejętnościom szkoleniowym, ale także dzięki swojemu ekspansywnym usposobieniu zaskarbił sobie sympatię kibiców. Prognoza: Przy tak ogromnej rotacji w kadrze klubu, trudno wróżyć Granadzie miejsce w górnej połówce tabeli. Transfery nie powalają na kolana, choć w porównaniu z niektórymi konkurentami, taka mieszanka rutyny i doświadczenia może okazać się skuteczna. Zważywszy na nikłe doświadczenie zawodników Granady w futbolu na wysokim szczeblu, należy się spodziewać, iż zawodnicy Fabriego zapłacą wysokie frycowe na początku nowego sezonu. Czy podniosą się w trakcie sezonu? To będzie zależało od postawy innych drużyn walczących o utrzymanie.
Levante UD
Bez Nacho Monreala Osasunie trudno będzie walczyć o cele inne niż uniknięcie degradacji (fot. as.com)
Sytuacja kadrowa Klub z Walencji będzie w tym sezonie nieco słabszy niż przed rokiem. Powód? Odejście dwóch najlepszych strzelców zespołu, Christiana Stuaniego i Felipe Caicedo (łącznie 21 bramek w La Liga). Szczególnie strata tego drugiego będzie dotkliwa, a przypomnijmy, że okoliczności wyjazdu Ekwadorczyka z Ciutat de Valencia były niecodzienne. Tuż po zakończeniu sezonu Levante wykupiło definitywnie 23-latka z Manchesteru City. Zawodnikiem interesował się jednak Lokomotyw Moskwa i po udanym występie ciemnoskórego strzelca w Copa America (dublet w meczu z Brazylią), Rosjanie zdecydowali się zapłacić za niego prawie osiem milionów euro. Innymi słowy „Granotas” zarobili w miesiąc niemal siedem milionów. Tylko czy było warto? W miejsce Caicedo i Stuaniego zakupiono jedynie słabego Carlosa Arandę z Osasuny, zatem napad nie prezentuje się okazale. Inne formacje zostały względnie wzmocnione, pozbyto się piłkarzy niepotrzebnych, pozyskano natomiast głównie doświadczonych i gwarantujących określony poziom (Farinos, Barkero, zatrzymanie będących w zeszłym sezonie podporami zespołu Del Horno i Pallardo). W poprzednim sezonie Levante w zakończonych w maju rozgrywkach zaprezentowało się bardzo korzystnie. Szczególnie druga część sezonu była udana dla podopiecznych Luisa Garcii, wiosną gracze z Walencji wdarli się nawet do górnej połówki tabeli, co jak na klub o tak skromnym budżecie, zatrudniający przeważnie zawodników niechcianych w innych klubach, jest wynikiem godnym podziwu. Trener zresztą został wynagrodzony za osiągnięcie świetnego wyniku ze swoimi podopiecznymi (jakim było ostatecznie 13. miejsce) i został zatrudniony przez zgłaszające spore ambicje Getafe. W minionym sezonie Levante pokazało, że odpowiednio zmotywowane, grające kolektywnie i z przekonaniem jest w stanie ograć zespoły z czołówki. Czy będzie w stanie tego dokonać bez Garcii i czołowego strzelca Caicedo? Prognoza: Poprzedni trener zdołał świetnie ułożyć piłkarzy w większości co najwyżej dobrych lub przeciętnych. Nowy szkoleniowiec, Juan Martinez (nawiasem mówiąc kompletny debiutant), będzie miał jeszcze mniejsze pole do popisu. Ale zważywszy na słabość konkurencji, Levante może się utrzymać.
Racing Santander
Sytuacja kadrowa Była niezbyt ciekawa, w tym sezonie jest chyba nawet słabsza. Do Getafe odszedł piłkarz decydujący o obliczu linii środkowej Kantabryjczyków i organizujący ich grę od tyłu, Mehdi Lacen. Nie udało się zatrzymać nieźle spisującego się w drugiej części sezonu Gio dos Santosa, który wrócił do Tottenhamu. Strata Markusa Rosenberga oznacza kilka goli w sezonie mniej. Wyżej wymienieni piłkarze byli naprawdę ważnymi postaciami w zespole. Z klubu odeszli też inni zawodnicy decydujący o jego obliczu, Henrique oraz wiekowy Pinillos. Na ich miejsce pozyskano wyłącznie, na zasadzie wypożyczenia, Lautaro Acostę z Sevilli, mikrego napastnika, który… w La Liga gola jeszcze nie strzelił. Z napastnikami jest zatem gorzej niż krucho, tym bardziej że w wiek emerytalny powoli wchodzi również idol kibiców z El Sardinero, Pedro Munitis. Poza pozyskaniem Acosty, do klubu wrócił zastęp dwudziestoparolatków, z których większe nadzieje można wiązać chyba wyłącznie z Edu Bedią. Jeżeli kontuzji dozna któryś z czołowych zawodników, takich jak Tono, Cisma czy Torrejon, Racingowi będzie ciężko wygrać nawet z Rayo czy Granadą. W poprzednim sezonie Z jednej strony Racing utrzymanie zapewnił sobie na kolejkę przed końcem sezonu, z drugiej tabela była tak spłaszczona, że trzy punkty przewagi nad osiemnastym Deportivo oznaczały dla zespołu pozostającego przez większość sezonu pod skrzydłami Marcelino miejsce niemalże w środku tabeli La Liga. Kantabryjczycy w minionym sezonie absolutnie nie zachwycali, większość punktów wywalczyli w starciach z zespołami równie słabymi, co oni. Wydawało się, że w Santander może powstać, za indyjskie pieniądze, zespół zdolny jeśli nie powalczyć o awans do europejskich pucharów, to chociaż zdolny zamieszać w górnej połówce tabeli. Podobno okazało się, że intencją Ahsana Alego Syeda było pozyskanie klubu tylko po to, by go… z zyskiem sprzedać. Takie plotki spowodowały zresztą dezercję trenera Marcelino oraz kilku czołowych zawodników. Prognoza: Jeśli nie najmocniejsza kadra zostaje osłabiona, trudno wróżyć zespołowi pozycję wyższą niż ta, którą zajął przed rokiem. Na papierze szanse Racingu na utrzymanie nie są wielkie, a jedyna przewaga nad Rayo i Granadą to ligowe ogranie. Atutem może być też doświadczony trener, Argentyńczyk Hector Cuper.
Osasuna Pampeluna
Sytuacja kadrowa Podobna jak w Racingu. Kadra nie była najmocniejsza, ale właściwie gwarantowała utrzymanie, które w minionym sezonie zagrożone było tylko momentami. Mając takich graczy, jak Nacho Monreal czy Nacho Camunas, a także zbudowanego niczym zapaśnik Carlosa Arandę, można było być spokojnym o ligowy byt. Problem w tym, że wymienionego tria w komplecie nie ma już w zespole z Nawarry. Na ich miejsce nie sprowadzono nikogo wartościowego (może poza nieźle niegdyś rokującym Ibrahimą Balde), a nieco ryzykownym posunięciem jest ściągnięcie z Tenerife, zdegradowanego do Segunda Division B (trzecia liga), dwóch wiekowych (choć niezłych) zawodników, Bertrana i Nino. Mocną stroną Osasuny jest irański środek pola (Nekounam oraz Sholaei) a także solidni defensorzy (Miguel Flano, Damia Abella). W poprzednim sezonie Pod wodzą Jose Camacho Osasunie wiodło się różnie, generalnie trener ten średnio dogadywał się z zawodnikami, którzy w kuluarach narzekali na defensywną taktykę preferowaną przez doświadczonego szkoleniowca. W 23. kolejce gracze z Nawarry osunęli się na miejsce spadkowe po przegranej z Realem Sociedad (co ciekawe, dwie kolejki wcześniej ograli Real, ale Madryt). Po tym meczu pożegnano Camacho i postawiono na Jose Mendilibara. Efekt? Zwycięstwo 4:0 na dzień dobry z Espanyolem oraz siedem zwycięstw do końca sezonu, które wywindowały Osasunę na dziewiątą lokatę. Prognoza: Mendilibar dobrze rozumie się ze swoją drużyną i zna jej możliwości. Strata Monreala i Camunasa będzie dotkliwa, a ich następcy zapewne sporo słabsi, ale Osasuna i tak powinna się utrzymać. O coś więcej będzie raczej trudno.
Już w czwartek przegląd kolejnych zespołów La Liga. Zapraszamy!
1 miejsce zajmnie oczywiscie barca drugie real .
Walka bedzie sie toczyc o pozostałe miejsca
pozwalające grac w LM
Dodaj komentarz
Już tylko kilka dni dzieli nas od inauguracji sezonu na hiszpańskich boiskach. I choć tradycyjnie rozpocznie się on od meczu o Superpuchar, do startu ligi również można odliczać już nie tyle tygodnie, co dni. Z tego też powodu pokusiliśmy się o małe wprowadzenie do zbliżających się rozgrywek Primera Division: przyjrzeliśmy się sytuacji wybranych zespołów w kontekście miejsca, jakie mogą zająć w startującym niebawem sezonie.
Na początek postanowiliśmy przeanalizować sytuację zespołów, które naszym zdaniem są najsłabsze w zestawieniu i do ostatniej kolejki mogą toczyć walkę o ligowy byt.
Rayo Vallecano
Większość beniaminków nie zagrzewa zbyt długo miejsca w Primera Division. Jak będzie z Rayo Vallecano? (fot. marca.com)
Sytuacja kadrowa Trudno uwierzyć, by beniaminek, zważywszy na jakość piłkarzy, których w tej chwili posiada, zdołał utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej dłużej niż rok. Klub z Kastylii nie tylko nie poczynił odpowiednich wzmocnień, ale i pozbył się piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie wywalczyli awans: stoper Coke odszedł do Sevilli, do tego samego klubu powrócił niezwykle skuteczny Emiliano Armenteros, posypała się też prawa strona boiska – Borja Garcia wybrał grę w drugoligowej Cordobie, natomiast Antonio Amaya via Wigan wrócił do Betisu Sevilla, również rozgrywający Oscar Trejo zdecydował się po roku występów na Campo de Futbol de Vallecas walczyć o miejsce w składzie Mallorki, z którą jest związany kontraktem. Pozostali zawodnicy tworzący trzon zespołu niemal bez wyjątku dobijają do trzydziestki, albo znacznie ją przekraczają. Czy takim składem można utrzymać się w La Liga? Wątpliwe, tym bardziej że nazwiska trzech piłkarzy, którzy dołączyli do zespołu, nie rzucają na kolana. Suelton Pereira jest 25-letnim brazylijskim bocznym obrońcą i… tyle o nim wiadomo. Trzy lata młodszy napastnik, Alberto Perea, ostatnio był piłkarzem rezerw Atletico, w zeszłym sezonie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie (w Copa del Rey), jednak furory nie zrobił. Sporym wzmocnieniem może okazać się natomiast rozgrywający Michu, pozyskany z Celty Vigo, w której spisywał się ostatnio bardzo dobrze. Podsumowując, w tej chwili nie można wysnuć innego wniosku od tego, że kadra jest bardzo słaba, a bez nowych piłkarzy Rayo będzie tylko dostarczycielem punktów. W zeszłym sezonie Klub z Madrytu uzyskał promocję do La Liga z drugiego miejsca, do zwycięskiego Betisu tracąc zaledwie cztery punkty. Była ona niespodziewana, klub borykał się bowiem ze znacznymi kłopotami finansowymi, piłkarze nie otrzymywali pensji długimi miesiącami, często strajkowali, a mimo to grali jak z nut, przez cały sezon utrzymując się w czołówce. Już na kilka kolejek przed końcem sezonu stało się jasne, że piłkarze Jose Sandovala wywalczą awans. 43-letni trener to zresztą główny architekt sukcesu beniaminka, mimo że jest absolutnym debiutantem, jeśli chodzi o futbol na tak wysokim szczeblu, umiał świetnie umotywować swoich podopiecznych, mimo toczących klub problemów. Spory wpływ na postawę drużyny na finiszu rozgrywek miała też zmiana właściciela: po ogłoszeniu upadłości nowy inwestor przejął Rayo za darmo, wypłacając piłkarzom część zaległych pensji. Wydaje się więc, że w klubie z Calle del Payaso zagoszczą lepsze czasy, nawet jeśli przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową nie potrwa dłużej niż rok. Niezwykle trudno określić na co stać Rayo. Rozsądek i historia beniaminków Primera Division każą upatrywać w drużynie z Madrytu niemal murowanego faworyta do spadku. Należy jednak pamiętać, że mało kto stawiał na awans „Rayistas” w zeszłym sezonie, a jednak udało się bez problemów. Brak znaczących transferów również jest wymowny. Czyżby Sandoval i władze klubu byli pewni umiejętności swoich graczy?
Prognoza:
Granada CF
W Levante nie ma już Stuaniego i Caicedo. Jest za to doświadczony Jose Barkero, który w poprzednim sezonie strzelił 15 goli dla drugoligowej Numancii (fot. es.levanteud.com)
Sytuacja kadrowa Andaluzyjczycy awansowali do Primera Division bodaj najsłabszym składem, jaki można sobie wyobrazić. Zespół jeszcze w sezonie 2009/2010 grał w trzeciej lidze, zatem do rozgrywek Segunda przystępował przed rokiem jako beniaminek. Spora część piłkarzy całkiem dobrze pamięta więc prowincjonalne boiska. Po tegorocznym awansie w klubie nastąpiła kadrowa rewolucja. Grenadę opuściło szesnastu zawodników, w tym siedmiu powróciło z wypożyczenia do włoskiego Udinese. Wśród nich był zdecydowanie najlepszy piłkarz minionego sezonu, Alex Geijo, który strzelił 24 gole. W przeciwnym kierunku udali się dwaj przyzwoici zawodnicy: obrońca, Guilherme Siqueira, oraz pomocnik, Jaime Romero. Poza tym pozyskano jeszcze jedenastu innych zawodników, głównie wyróżniających się w zespołach z lig drugiej i niższych. Środek obrony wzmocniono doświadczonymi, trzydziestoletnimi zawodnikami Herculesa Alicante, Noe Pamarotem oraz Davidem Cortesem. Milion euro kosztował pomocnik Realu Madryt Castilli, Fran Rico, a także młody stoper Monaco, Yohan Mollo. Innymi słowy tego lata w zespole grającym na Estadio Nuevo los Carmenes nastąpiła spora rotacja. W zeszłym sezonie Co ciekawe, za spektakularną karierą Granady (dwa awanse rok po roku) nie stoją grube pieniądze, ba, wręcz przeciwnie – podobnie jak w przypadku Rayo – klub jest o krok od ogłoszenia upadłości. Ma on jednak na celu likwidację zadłużenia i nijak ma się do ambitnych planów szefa klubu, Quique Piny. Jest on związany bliskimi relacjami z właścicielem Udine, Gino Pozzo, co zresztą nietrudno zauważyć, analizując kierunki transferów piłkarzy obydwu klubów. Hiszpan ewidentnie podąża drogą rządzenia klubem nakreśloną przez jego włoskiego mentora. Granada wywalczyła awans w dramatycznych okolicznościach, po dwumeczach z Realem Valladolid oraz Elche. Zespołowi z Andaluzji w drugoligowych rozgrywkach wiodło się różnie, jednak pod koniec sezonu lokata uprawniająca do gry w barażach również nie była zagrożona. Za gwiazdę zespołu należy uznać trenera Fabriego, który nie tylko dzięki umiejętnościom szkoleniowym, ale także dzięki swojemu ekspansywnym usposobieniu zaskarbił sobie sympatię kibiców. Prognoza: Przy tak ogromnej rotacji w kadrze klubu, trudno wróżyć Granadzie miejsce w górnej połówce tabeli. Transfery nie powalają na kolana, choć w porównaniu z niektórymi konkurentami, taka mieszanka rutyny i doświadczenia może okazać się skuteczna. Zważywszy na nikłe doświadczenie zawodników Granady w futbolu na wysokim szczeblu, należy się spodziewać, iż zawodnicy Fabriego zapłacą wysokie frycowe na początku nowego sezonu. Czy podniosą się w trakcie sezonu? To będzie zależało od postawy innych drużyn walczących o utrzymanie.
Levante UD
Bez Nacho Monreala Osasunie trudno będzie walczyć o cele inne niż uniknięcie degradacji (fot. as.com)
Sytuacja kadrowa Klub z Walencji będzie w tym sezonie nieco słabszy niż przed rokiem. Powód? Odejście dwóch najlepszych strzelców zespołu, Christiana Stuaniego i Felipe Caicedo (łącznie 21 bramek w La Liga). Szczególnie strata tego drugiego będzie dotkliwa, a przypomnijmy, że okoliczności wyjazdu Ekwadorczyka z Ciutat de Valencia były niecodzienne. Tuż po zakończeniu sezonu Levante wykupiło definitywnie 23-latka z Manchesteru City. Zawodnikiem interesował się jednak Lokomotyw Moskwa i po udanym występie ciemnoskórego strzelca w Copa America (dublet w meczu z Brazylią), Rosjanie zdecydowali się zapłacić za niego prawie osiem milionów euro. Innymi słowy „Granotas” zarobili w miesiąc niemal siedem milionów. Tylko czy było warto? W miejsce Caicedo i Stuaniego zakupiono jedynie słabego Carlosa Arandę z Osasuny, zatem napad nie prezentuje się okazale. Inne formacje zostały względnie wzmocnione, pozbyto się piłkarzy niepotrzebnych, pozyskano natomiast głównie doświadczonych i gwarantujących określony poziom (Farinos, Barkero, zatrzymanie będących w zeszłym sezonie podporami zespołu Del Horno i Pallardo). W poprzednim sezonie Levante w zakończonych w maju rozgrywkach zaprezentowało się bardzo korzystnie. Szczególnie druga część sezonu była udana dla podopiecznych Luisa Garcii, wiosną gracze z Walencji wdarli się nawet do górnej połówki tabeli, co jak na klub o tak skromnym budżecie, zatrudniający przeważnie zawodników niechcianych w innych klubach, jest wynikiem godnym podziwu. Trener zresztą został wynagrodzony za osiągnięcie świetnego wyniku ze swoimi podopiecznymi (jakim było ostatecznie 13. miejsce) i został zatrudniony przez zgłaszające spore ambicje Getafe. W minionym sezonie Levante pokazało, że odpowiednio zmotywowane, grające kolektywnie i z przekonaniem jest w stanie ograć zespoły z czołówki. Czy będzie w stanie tego dokonać bez Garcii i czołowego strzelca Caicedo? Prognoza: Poprzedni trener zdołał świetnie ułożyć piłkarzy w większości co najwyżej dobrych lub przeciętnych. Nowy szkoleniowiec, Juan Martinez (nawiasem mówiąc kompletny debiutant), będzie miał jeszcze mniejsze pole do popisu. Ale zważywszy na słabość konkurencji, Levante może się utrzymać.
Racing Santander
Sytuacja kadrowa Była niezbyt ciekawa, w tym sezonie jest chyba nawet słabsza. Do Getafe odszedł piłkarz decydujący o obliczu linii środkowej Kantabryjczyków i organizujący ich grę od tyłu, Mehdi Lacen. Nie udało się zatrzymać nieźle spisującego się w drugiej części sezonu Gio dos Santosa, który wrócił do Tottenhamu. Strata Markusa Rosenberga oznacza kilka goli w sezonie mniej. Wyżej wymienieni piłkarze byli naprawdę ważnymi postaciami w zespole. Z klubu odeszli też inni zawodnicy decydujący o jego obliczu, Henrique oraz wiekowy Pinillos. Na ich miejsce pozyskano wyłącznie, na zasadzie wypożyczenia, Lautaro Acostę z Sevilli, mikrego napastnika, który… w La Liga gola jeszcze nie strzelił. Z napastnikami jest zatem gorzej niż krucho, tym bardziej że w wiek emerytalny powoli wchodzi również idol kibiców z El Sardinero, Pedro Munitis. Poza pozyskaniem Acosty, do klubu wrócił zastęp dwudziestoparolatków, z których większe nadzieje można wiązać chyba wyłącznie z Edu Bedią. Jeżeli kontuzji dozna któryś z czołowych zawodników, takich jak Tono, Cisma czy Torrejon, Racingowi będzie ciężko wygrać nawet z Rayo czy Granadą. W poprzednim sezonie Z jednej strony Racing utrzymanie zapewnił sobie na kolejkę przed końcem sezonu, z drugiej tabela była tak spłaszczona, że trzy punkty przewagi nad osiemnastym Deportivo oznaczały dla zespołu pozostającego przez większość sezonu pod skrzydłami Marcelino miejsce niemalże w środku tabeli La Liga. Kantabryjczycy w minionym sezonie absolutnie nie zachwycali, większość punktów wywalczyli w starciach z zespołami równie słabymi, co oni. Wydawało się, że w Santander może powstać, za indyjskie pieniądze, zespół zdolny jeśli nie powalczyć o awans do europejskich pucharów, to chociaż zdolny zamieszać w górnej połówce tabeli. Podobno okazało się, że intencją Ahsana Alego Syeda było pozyskanie klubu tylko po to, by go… z zyskiem sprzedać. Takie plotki spowodowały zresztą dezercję trenera Marcelino oraz kilku czołowych zawodników. Prognoza: Jeśli nie najmocniejsza kadra zostaje osłabiona, trudno wróżyć zespołowi pozycję wyższą niż ta, którą zajął przed rokiem. Na papierze szanse Racingu na utrzymanie nie są wielkie, a jedyna przewaga nad Rayo i Granadą to ligowe ogranie. Atutem może być też doświadczony trener, Argentyńczyk Hector Cuper.
Osasuna Pampeluna
Sytuacja kadrowa Podobna jak w Racingu. Kadra nie była najmocniejsza, ale właściwie gwarantowała utrzymanie, które w minionym sezonie zagrożone było tylko momentami. Mając takich graczy, jak Nacho Monreal czy Nacho Camunas, a także zbudowanego niczym zapaśnik Carlosa Arandę, można było być spokojnym o ligowy byt. Problem w tym, że wymienionego tria w komplecie nie ma już w zespole z Nawarry. Na ich miejsce nie sprowadzono nikogo wartościowego (może poza nieźle niegdyś rokującym Ibrahimą Balde), a nieco ryzykownym posunięciem jest ściągnięcie z Tenerife, zdegradowanego do Segunda Division B (trzecia liga), dwóch wiekowych (choć niezłych) zawodników, Bertrana i Nino. Mocną stroną Osasuny jest irański środek pola (Nekounam oraz Sholaei) a także solidni defensorzy (Miguel Flano, Damia Abella). W poprzednim sezonie Pod wodzą Jose Camacho Osasunie wiodło się różnie, generalnie trener ten średnio dogadywał się z zawodnikami, którzy w kuluarach narzekali na defensywną taktykę preferowaną przez doświadczonego szkoleniowca. W 23. kolejce gracze z Nawarry osunęli się na miejsce spadkowe po przegranej z Realem Sociedad (co ciekawe, dwie kolejki wcześniej ograli Real, ale Madryt). Po tym meczu pożegnano Camacho i postawiono na Jose Mendilibara. Efekt? Zwycięstwo 4:0 na dzień dobry z Espanyolem oraz siedem zwycięstw do końca sezonu, które wywindowały Osasunę na dziewiątą lokatę. Prognoza: Mendilibar dobrze rozumie się ze swoją drużyną i zna jej możliwości. Strata Monreala i Camunasa będzie dotkliwa, a ich następcy zapewne sporo słabsi, ale Osasuna i tak powinna się utrzymać. O coś więcej będzie raczej trudno.
Już w czwartek przegląd kolejnych zespołów La Liga. Zapraszamy!