Wczoraj poznaliście drużynę składającą się z piłkarzy, którzy naszym zdaniem prezentowali się najlepiej w La Liga jesienią. Teraz czas na ich zupełne przeciwieństwa – zawodników, którzy zawiedli najbardziej, a niektórzy grali tak źle, że do tej pory śni się to kibicom po nocach.
Wilfredo Caballero (Malaga CF) – w La Liga jest zdecydowanie więcej bramkarzy dobrych niż słabych. Biorąc pod uwagę potencjał finansowy i kadrowy zespołu, wydaje się, że najgorszych golkiperów ma Malaga. Caballero ma ponad 30 lat, niemal dwieście meczów w niższych ligach i… właściwie nic poza tym. Argentyńczyk nie wpuszcza niezliczonej ilości szmat, nie popełnia jakiejś zawrotnej liczby błędów. Sama solidność (plus te kilka błędów, choćby czerwona kartka w meczu z Levante) to jednak zdecydowanie za mało na jedną z najlepszych lig świata. Swoją drogą, warto uzmysłowić sobie, jak słabym piłkarzem musi być jego dubler Caballero, Ruben Martinez.

Antonio Barragan (Valencia CF) – delikatnie mówiąc, nie najlepszy transfer Valencii. W poprzednim sezonie, w barwach Realu Valladolid, był jednym z najlepszych prawych obrońców drugiej ligi. 24-latka szybko zgarnęła więc ekipa z Lewantu. Z Antonio jest taki problem, że jeśli już wybiega na boisko, to właściwie zawsze okazuje się najgorszym graczem na murawie, nieważne, czy jego drużyna gra z Realem czy z Kadyksem. Na jego szczęście (a może przekleństwo – Unai, oszczędź wstydu chłopakowi…), jego rywal do miejsca w składzie – Miguel, nie jest już tym samym Miguelem, co kilka lat temu. Tym samym Barragan ma spore szanse na regularne występy.
Diego Godin (Atletico Madryt) – co się stało z tym chłopakiem – tego nie wie chyba nikt. Dwa sezony temu, będąc piłkarzem Villarrealu, tworzył wraz z Gonzalo jeden z najlepszych duetów stoperów ligi, sam zaś jawił się jako jeden z najzdolniejszych środkowych obrońców na świecie. Po transferze do Atletico wszystko prysło jak bańka mydlana. Może to zabrzmi dziwnie, ale… Godin zapomniał, jak się gra w piłkę. Gdyby było inaczej, po początkowym, trudnym okresie wziąłby się w garść i w końcu powrócił do poziomu, który prezentował w barwach „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Tymczasem Urugwajczyk już drugi sezon terminuje w kadrze Atletico, grając w większości meczów po prostu słabo…
Sergio Sanchez (Malaga CF) – nie do końca wiadomo, co zobaczył w tym zawodniku Manuel Pellegrini, że zapragnął mieć go w swojej drużynie. Rosły stoper przez dwa sezony przed transferem do Malagi rozegrał raptem 22 mecze w barwach Sevilli, przy czym większość w niepełnym wymiarze czasowym. Widocznie czymś jednak urzekł chilijskiego szkoleniowca, przed tym sezonem za kwotę niemal trzech milionów euro porzucił bowiem klub z dzielnicy Nervion. Być może tą niezwykłą umiejętnością jest zawalanie bramek, bo gdy Sanchezowi w tym sezonie przychodziło zastępować Demichelisa bądź Mathijsena, niczym innym się nie wyróżniał.













