Krzysztof Piątek do niedawna zmagał się z bardzo poważną kontuzją. Na całe szczęście pod koniec września nasz snajper wrócił do gry. Dzięki temu mógł wystąpić we wczorajszym starciu reprezentacji Polski z San Marino, a nawet zainkasować w nim jedno trafienie.
Gol zdobyty przez wychowanka Lechii Dzierżoniów był jego pierwszym w narodowych barwach od 25 marca bieżącego roku. 198 dni – tyle dokładnie czekał na swoją bramkę z orzełkiem na piersi Krzysztof Piątek. Niefortunna passa 26-letniego gracza została przełamana w ostatnich minutach konfrontacji z ostatnią drużyną rankingu FIFA.
Krzysztof Piątek miał ogromnego pecha
Trudno nazwać to inaczej. W końcu każdy zawodnik marzy o występie w drużynie narodowej podczas wielkiego turnieju, a takim właśnie było Euro 2020, na którym zabrakło „Piony”. Wszystko przez uraz, jakiego nabawił się w jednym z majowych meczów Bundesligi.
Złamana kostka – taką diagnozę usłyszał kilka dni po meczu 31. kolejki niemieckiej ekstraklasy, w którym przeciwnikiem „Die Alte Dame” było ostatnie w tabeli FC Schalke 04.
– Informacja lekarzy zmiażdżyła mnie. Mógłbym powiedzieć, że łezka w oku się zakręciła, ale tych łez było morze… Ciężko… Serce bolało bardziej niż noga… Pierwszy dzień po badaniach i diagnozie bez słowa przesady był najgorszym w moim życiu – mówił dla „Przeglądu Sportowego” w maju Krzysztof Piątek.
– Dotarło do mnie, że przepadły mistrzostwa Europy, o których od dwóch lat marzyłem. Liczyłem, że znajdę się w ostatecznej kadrze i wisienką na torcie będzie udział w dużym turnieju – dodał napastnik.
I nie było w tym nic dziwnego. Jak napisaliśmy wyżej, kontuzja przed tak ważnymi rozgrywkami potrafi zaboleć najmocniej, szczególnie w momencie, kiedy miejsce w wąskiej kadrze reprezentacji jest niemalże pewne…










