Po dłuższej przerwie rozkład meczów hiszpańskiej Primera Division ułożył się w taki sposób, że większość najciekawszych meczów obejrzymy już w sobotę. Tego dnia swoje spotkania rozegra czołowa trójka poprzedniego sezonu, teraz również plasująca się w czołówce: Real Madryt zagra ze swoim imiennikiem z San Sebastian, Barcelona podejmie Mallorcę, Valencia zaś Getafe. Rewelacyjny lider, Levante, wybierze się do Pampeluny.
Valencia CF – Getafe CF
Cierpiąca na brak skuteczności drużyna Unaia Emery’ego podejmie cierpiącą na brak skuteczności, wyrazistego stylu i dobrych wyników ekipę Luisa Garcii. Gospodarze muszą wygrać, by nie tracić kontaktu z czołówką, goście powinni wywieźć z Mestalli punkty, by oddalić się od strefy spadkowej.
Roberto Soldado dzieli się swoją radością z kibicami (fot. valenciacf.com)
Wspomniana skuteczność jest sporym problemem „Los Ches”. W ostatnich pięciu meczach ligowych zdobyli oni zaledwie cztery bramki, co jak na ekipę mającą ambicje grać o najwyższe cele jest wynikiem bardzo słabym. Dla porównania, Real Madryt w tym samym okresie strzelił 21 goli, a więcej niż cała drużyna Valencii ustrzelił Karim Benzema. A przecież lepsi od niego byli Higuain i Ronaldo… Nie najlepiej wiedzie się też „Nietoperzom” w elitarnej Lidze Mistrzów, ich szanse na awans do fazy pucharowej są iluzoryczne. Wszystko to nie sprzyja z pewnością atmosferze w drużynie i wokół niej (co potwierdzają choćby protesty kibiców). Czy w takiej atmosferze podopieczni Emery’ego zdołają zagrać na miarę możliwości?
Jeszcze większy problem mają z tym gracze Luisa Garcii. Na początku sezonu wydawało się, że w potencjał podmadryckiej drużyny w końcu predestynuje ją nie tyle do walki o czołowe lokaty, co po prostu do wywalczenia ich. Tymczasem rzeczywistość nie jest tak różowa: przemeblowana ekipa potrzebuje jeszcze sporo czasu, by grać tak, jak grać powinna. Szczególnie słabo w błękitnym stroju poczyna sobie ten, po którym obiecywano sobie najwięcej, czyli Pablo Sarabia. Młodzian często pojawia się w wyjściowym składzie, ale poza głupio łapanymi żółtymi kartkami nie odznacza się dosłownie niczym. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że „Los Azulones” grają dużo lepiej, niż wskazywałyby na to ich wyniki. Może już w najbliższym meczu przyjdzie przełamanie?
FC Barcelona – RCD Mallorca
Strzelanie goli przez Leo Messiego nie jest żadną sensacją, niezależnie w jakich ilościach. Kiedy jednak „La Pulga” nie strzela, wiedzcie, że coś się dzieje. Argentyńczyk oszczędził bramkarzy w trzech kolejnych meczach, co nie zdarzyło mu się od bardzo, bardzo dawna. Nie są to dobre wieści dla bramkarza Mallorki, Dudu Aouate’a.
Messi z pewnością wyjdzie on na boisko z wręcz niewyobrażalnym pragnieniem zdobycia gola, a jednym się pewnie nie zadowoli. Istnieje również opcja, że Leo wpadł w dołek formy, który ostatnio przydarzył mu się na początku Copa America, a w barwach Barcelony… nawet nie wiadomo kiedy. Przeciwko Granadzie „La Pulga” zagrał bowiem tak słabo, że hiszpańscy dziennikarze przypomnieli sobie, że jest tylko człowiekiem. Na szczęście dla kibiców „Azulgrany”, swój jubileusz uświetnił Xavi, który pięknym strzałem z rzutu wolnego zapewnił swojej drużynie punkty. Co jednak dla „Barcy” niepokojące, jej gra była w tym meczu tak słaba, że mimo gry w dziewiątkę, w końcówce Granada jawnie nastawiła się na atak, a gracze Guardioli jawnie na wybijanie piłki w trybuny. Jak znam życie, drugi taki występ „Dumy Katalonii” prędko się nie powtórzy.
Co tydzień, albo i częściej, zależy od terminarza, powtarza się natomiast słabiutka gra Mallorki. Kiedy za jej wyniki odpowiadał jeszcze Michael Laudrup, można było mieć przeczucie graniczące z pewnością, że mimo bardzo przeciętnego materiału ludzkiego wyspiarze utrzymają się w lidze. Teraz od uratowania ligowego bytu bardziej prawdopodobny jest spadek. Gracze z Estadio Iberostar od pierwszej kolejki wygrali zaledwie raz, a ostatnio przegrali bezdyskusyjnie z jedną z najsłabszych ekip ligi, Sportingiem Gijon, i to u siebie. Trudno zatem wyrokować coś innego niż pogrom w sobotę na Camp Nou, choć nie należy też zapominać, że w zeszłym sezonie Mallorca potrafiła wywieźć z jaskini lwa remis. Ale okoliczności były zgoła inne (inny trener, inna jakościowo kadra).
Real Sociedad – Real Madryt
Popadający w przeciętność, by nie powiedzieć w bylejakość, Baskowie stoją przed niezwykle trudnym zadaniem ujarzmienia bezwzględnej maszyny do strzelania bramek, którą zaprogramował sam Jose Mourinho. Wydaje się, że jedyne, na co stać podopiecznych Philippe’a Montaniera, to nasypanie piachu w tryby owej machiny.
Mauricio Pochettino wyciska z Espanyolu, co się da (fot. marca.com)
Sociedad znalazło się punkt nad strefą spadkową. Ktoś powie, że z piłkarzami z takim potencjałem nie wypada i zwyczajnie nie da się spaść, ale wystarczy przypomnieć sobie zeszłoroczny casus Almerii, by nie być już tego takim pewnym. Pamiętny remis z Barceloną w trzeciej kolejce wydawał się momentem, w którym gracze z Estadio Anoeta odpalą i szybko usadowią się w czołówce tabeli. Nic bardziej mylnego, od tego meczu Sociedad wygrał tylko jedno spotkanie, ze słabiutką Granadą, po drodze zaliczając aż pięć porażek i zaledwie jeden remis. Być może jednak w Baskonii idzie ku lepszemu, w ostatnim bowiem meczu, z Levante, widać było w chłopcach Montaniera chęć walki i zwycięstwa. I choć zawody przegrali, ze swojej postawy mogą być zadowoleni.
Co można natomiast napisać o Realu? Chyba to, że drużyna ta dotarła do momentu, w którym głód bramek i spektakularnych wyników został zaspokojony. Świadczy o tym rezultat ostatniego meczu „Los Blancos”, z Villarrealem, kiedy to po osiągnięciu trzybramkowego prowadzenia podopieczni „The Special One” nie forsowali już tempa i nie wykazywali większej chęci do podwyższenia wyniku. Z jednej strony – słusznie, wszak tempo rozgrywania spotkań w ostatnich dniach jest wysokie, więc po co się przemęczać, kiedy wynik jest już pewny? Z drugiej strony – owe trzy bramki Real strzelił już w pierwszej połowie, więc przez czas, który pozostał do końca, mógłby jeszcze trochę pomęczyć Diego Lopeza. A może po prostu strzelcy Realu chcieli zostawić trochę amunicji na Claudio Bravo?
Osasuna Pampeluna – Levante Walencja
Pojedynek solidnych przeciętniaków i przeciętniaków, którzy od początku sezonu, a od siedmiu meczów w szczególności, grają wręcz fenomenalnie. Owa seria zwycięstw prędzej czy później musi się skończyć, więc wynik spotkania nie jest wcale taki pewny.
Gracze Jose Mendilibara, mimo że większość nich mogłaby mieć spore problemy ze znalezieniem i wywalczeniem miejsca w innej drużynie pierwszoligowej, spisują się bardzo przyzwoicie. Fachowiec związany przez długie lata ze stolicą z Nawarry znalazł z podopiecznymi wspólny język już od początku współpracy, a efekty tej symbiozy, zarówno dla zarządu, jak i kibiców, są co najmniej zadowalające. Na sześć ostatnich spotkań gracze z Pampeluny ponieśli tylko jedną porażkę, z odradzającym się Athletikiem Bilbao, poza tym czterokrotnie zremisowali i raz wysoko wygrali z Saragossą. Dzięki temu w poprzedniej kolejce awansowali do górnej połówki tabeli. Jeśli będzie gromadzić punkty z taką regularnością i grać z podobną konsekwencją, co do tej pory, nie wydaje się, by Osasunie groził spadek.
Jak na razie tylko i wyłącznie na utrzymaniu drużyny w lidze skupia się opiekun Levante, Juan Martinez. Na każdym kroku przypomina on swoim piłkarzom, że celem nadrzędnym jest właśnie pozostanie w Primera, a kiedy już osiągną upragnione 43 punkty potrzebne do jego osiągnięcia, będzie można pomyśleć o czymś więcej. Jak się okazuje, owo minimalistyczne podejście sprawdza się doskonale, Levante w ostatnich siedmiu meczach wywalczyło komplet punktów i bez większych problemów prowadzi w tabeli. Pozycja lidera absolutnie nie uwiera doświadczonych graczy z Walencji, o czym boleśnie przekonały się drużyny Malagi, Villarrealu i Sociedad. Pojawia się jednak pytanie, czy konieczność rozgrywania trzech kolejek w ciągu tygodnia nie wpłynie ujemnie na formę już przecież niemłodych piłkarzy?
Malaga CF – Espanyol Barcelona
Porównując potencjał poszczególnych graczy, nie trzeba długo zastanawiać się nad wskazaniem faworyta tego pojedynku. Oczywistość przestaje być taka oczywista, kiedy spojrzymy na tabelę: „Los Pericos” mimo bezsprzecznie niższej klasy piłkarskiej plasują się wyżej, na znakomitym szóstym miejscu.
Marcelino nieźle radzi sobie w Sewilli (fot. marca.com)
Podopieczni Manuela Pellegriniego zajmują co prawda kolejną, siódmą pozycję, ale chyba każdy z nich ma świadomość, że kibice i postronni obserwatorzy oczekiwali czegoś więcej. Jak tu bowiem nie być w ścisłej czołówce tabeli, jeśli ma się tak świetnych graczy? Dwaj doświadczeni napastnicy z najwyższej półki, świetny rozgrywający i do bólu solidny defensywny pomocnik, a do tego tracąca mało bramek defensywa. Czego więc Maladze brakuje? Mówiąc kolokwialnie, męskich atrybutów, znanych bliżej jako jaja. Tych zabrakło zarówno w spotkaniach z dużo przecież słabszymi Levante (0:3), jak i Rayo (0:2). Porażkę z Realem (0:4) można było jeszcze przewidzieć, ale już jej rozmiary i styl, w jakim została poniesiona, mimo wszystko zaskakują.
Jaka jest tajemnica wysokiej pozycji Espanyolu? Nie ma takowej, a raczej tkwi ona w świetnym szkoleniowcu. Jednak Mauricio Pochettino wyróżnia się od kolegów po fachu osiągających wyniki ponad stan tym, że jest chyba trenerem najlepszym z nich, a do tego najbardziej perspektywicznym. Poza tym, mimo że z większością piłkarzy swojej drużyny zna się jak łyse konie, nie widać właściwie żadnych syndromów wypalenia. I choć „Los Pericos” nie prezentują jeszcze tak ładnego futbolu jak rok temu, wyniki są właściwie równie dobre. Szczególnie te ostatnie: po pogromie doznanym od Realu Espanyol wygrał trzy mecze bez straty bramki, w tym dwa na wyjeździe. Czy podobna seria utrzyma się po wyjeździe do Andaluzji?
Sevilla FC – Granada CF
Wraz z awansem Betisu i Granady do Primera Division wspomniana Andaluzja wzbogaciła się o dwóch kolejnych przedstawicieli. Tym samym dużo częściej będziemy oglądać derby tego regionu, a najbliższe już w poniedziałek.
„Los Nervionenses” mają podobny problem co Valencia: brak skuteczności. O ile w ekipie z Lewantu praktycznie jedynym strzelcem jest Roberto Soldado, tak w drużynie Marcelino za zdobywanie goli odpowiada przede wszystkim Alvaro Negredo. Obydwaj ostatnio zdecydowanie spoczęli na laurach, chociaż w przypadku „Rekina” nie bez znaczenia była kontuzja, którą niedawno wyleczył. Uraz najlepszego strzelca oraz pewna impotencja, jeśli chodzi o okazje bramkowe, doprowadziły do tego, że Sevilla w ostatnich siedmiu meczach zdobyła zaledwie sześć goli, notując po drodze trzy bezbramkowe remisy. Dla równowagi w defensywie jest zdecydowanie lepiej, głównie dzięki geniuszowi Javiego Varasa po stronie strat „Los Nervionenses” w omawianym okresie widnieje cyfra 3. Być może po meczu z lokalnym rywalem te proporcje będą wyglądały lepiej.
A Granada? Dzielnie zaprezentowała się w ostatnim meczu z Barceloną, ale chyba tylko dlatego, że drużyna Guardioli była w fatalnej dyspozycji. Z biegiem czasu gubiła się coraz bardziej, co skrzętnie wykorzystywali gospodarze, odważnie, acz nieporadnie nacierając na bramkę Valdesa. Przeciwko rywalowi zza miedzy trzeba będzie już pokazać znacznie więcej. Będzie to o tyle trudne, że w zbliżającym się spotkaniu nie zagrają dwa ważne ogniwa drużyny Fabriego Gonzaleza: Jaime Romero i Dani Benitez. Absencja czołowych graczy jest tym bardziej kłopotliwa, że beniaminek ponownie spadł na ostatnie miejsce w tabeli, a bez nich wydostać się z tego położenia będzie jeszcze trudniej.
Po dłuższej przerwie rozkład meczów hiszpańskiej Primera Division ułożył się w taki sposób, że większość najciekawszych meczów obejrzymy już w sobotę. Tego dnia swoje spotkania rozegra czołowa trójka poprzedniego sezonu, teraz również plasująca się w czołówce: Real Madryt zagra ze swoim imiennikiem z San Sebastian, Barcelona podejmie Mallorcę, Valencia zaś Getafe. Rewelacyjny lider, Levante, wybierze się do Pampeluny.
Valencia CF – Getafe CF
Cierpiąca na brak skuteczności drużyna Unaia Emery’ego podejmie cierpiącą na brak skuteczności, wyrazistego stylu i dobrych wyników ekipę Luisa Garcii. Gospodarze muszą wygrać, by nie tracić kontaktu z czołówką, goście powinni wywieźć z Mestalli punkty, by oddalić się od strefy spadkowej.
Roberto Soldado dzieli się swoją radością z kibicami (fot. valenciacf.com)
Wspomniana skuteczność jest sporym problemem „Los Ches”. W ostatnich pięciu meczach ligowych zdobyli oni zaledwie cztery bramki, co jak na ekipę mającą ambicje grać o najwyższe cele jest wynikiem bardzo słabym. Dla porównania, Real Madryt w tym samym okresie strzelił 21 goli, a więcej niż cała drużyna Valencii ustrzelił Karim Benzema. A przecież lepsi od niego byli Higuain i Ronaldo… Nie najlepiej wiedzie się też „Nietoperzom” w elitarnej Lidze Mistrzów, ich szanse na awans do fazy pucharowej są iluzoryczne. Wszystko to nie sprzyja z pewnością atmosferze w drużynie i wokół niej (co potwierdzają choćby protesty kibiców). Czy w takiej atmosferze podopieczni Emery’ego zdołają zagrać na miarę możliwości?
Jeszcze większy problem mają z tym gracze Luisa Garcii. Na początku sezonu wydawało się, że w potencjał podmadryckiej drużyny w końcu predestynuje ją nie tyle do walki o czołowe lokaty, co po prostu do wywalczenia ich. Tymczasem rzeczywistość nie jest tak różowa: przemeblowana ekipa potrzebuje jeszcze sporo czasu, by grać tak, jak grać powinna. Szczególnie słabo w błękitnym stroju poczyna sobie ten, po którym obiecywano sobie najwięcej, czyli Pablo Sarabia. Młodzian często pojawia się w wyjściowym składzie, ale poza głupio łapanymi żółtymi kartkami nie odznacza się dosłownie niczym. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że „Los Azulones” grają dużo lepiej, niż wskazywałyby na to ich wyniki. Może już w najbliższym meczu przyjdzie przełamanie?
FC Barcelona – RCD Mallorca
Strzelanie goli przez Leo Messiego nie jest żadną sensacją, niezależnie w jakich ilościach. Kiedy jednak „La Pulga” nie strzela, wiedzcie, że coś się dzieje. Argentyńczyk oszczędził bramkarzy w trzech kolejnych meczach, co nie zdarzyło mu się od bardzo, bardzo dawna. Nie są to dobre wieści dla bramkarza Mallorki, Dudu Aouate’a.
Messi z pewnością wyjdzie on na boisko z wręcz niewyobrażalnym pragnieniem zdobycia gola, a jednym się pewnie nie zadowoli. Istnieje również opcja, że Leo wpadł w dołek formy, który ostatnio przydarzył mu się na początku Copa America, a w barwach Barcelony… nawet nie wiadomo kiedy. Przeciwko Granadzie „La Pulga” zagrał bowiem tak słabo, że hiszpańscy dziennikarze przypomnieli sobie, że jest tylko człowiekiem. Na szczęście dla kibiców „Azulgrany”, swój jubileusz uświetnił Xavi, który pięknym strzałem z rzutu wolnego zapewnił swojej drużynie punkty. Co jednak dla „Barcy” niepokojące, jej gra była w tym meczu tak słaba, że mimo gry w dziewiątkę, w końcówce Granada jawnie nastawiła się na atak, a gracze Guardioli jawnie na wybijanie piłki w trybuny. Jak znam życie, drugi taki występ „Dumy Katalonii” prędko się nie powtórzy.
Co tydzień, albo i częściej, zależy od terminarza, powtarza się natomiast słabiutka gra Mallorki. Kiedy za jej wyniki odpowiadał jeszcze Michael Laudrup, można było mieć przeczucie graniczące z pewnością, że mimo bardzo przeciętnego materiału ludzkiego wyspiarze utrzymają się w lidze. Teraz od uratowania ligowego bytu bardziej prawdopodobny jest spadek. Gracze z Estadio Iberostar od pierwszej kolejki wygrali zaledwie raz, a ostatnio przegrali bezdyskusyjnie z jedną z najsłabszych ekip ligi, Sportingiem Gijon, i to u siebie. Trudno zatem wyrokować coś innego niż pogrom w sobotę na Camp Nou, choć nie należy też zapominać, że w zeszłym sezonie Mallorca potrafiła wywieźć z jaskini lwa remis. Ale okoliczności były zgoła inne (inny trener, inna jakościowo kadra).
Real Sociedad – Real Madryt
Popadający w przeciętność, by nie powiedzieć w bylejakość, Baskowie stoją przed niezwykle trudnym zadaniem ujarzmienia bezwzględnej maszyny do strzelania bramek, którą zaprogramował sam Jose Mourinho. Wydaje się, że jedyne, na co stać podopiecznych Philippe’a Montaniera, to nasypanie piachu w tryby owej machiny.
Mauricio Pochettino wyciska z Espanyolu, co się da (fot. marca.com)
Sociedad znalazło się punkt nad strefą spadkową. Ktoś powie, że z piłkarzami z takim potencjałem nie wypada i zwyczajnie nie da się spaść, ale wystarczy przypomnieć sobie zeszłoroczny casus Almerii, by nie być już tego takim pewnym. Pamiętny remis z Barceloną w trzeciej kolejce wydawał się momentem, w którym gracze z Estadio Anoeta odpalą i szybko usadowią się w czołówce tabeli. Nic bardziej mylnego, od tego meczu Sociedad wygrał tylko jedno spotkanie, ze słabiutką Granadą, po drodze zaliczając aż pięć porażek i zaledwie jeden remis. Być może jednak w Baskonii idzie ku lepszemu, w ostatnim bowiem meczu, z Levante, widać było w chłopcach Montaniera chęć walki i zwycięstwa. I choć zawody przegrali, ze swojej postawy mogą być zadowoleni.
Co można natomiast napisać o Realu? Chyba to, że drużyna ta dotarła do momentu, w którym głód bramek i spektakularnych wyników został zaspokojony. Świadczy o tym rezultat ostatniego meczu „Los Blancos”, z Villarrealem, kiedy to po osiągnięciu trzybramkowego prowadzenia podopieczni „The Special One” nie forsowali już tempa i nie wykazywali większej chęci do podwyższenia wyniku. Z jednej strony – słusznie, wszak tempo rozgrywania spotkań w ostatnich dniach jest wysokie, więc po co się przemęczać, kiedy wynik jest już pewny? Z drugiej strony – owe trzy bramki Real strzelił już w pierwszej połowie, więc przez czas, który pozostał do końca, mógłby jeszcze trochę pomęczyć Diego Lopeza. A może po prostu strzelcy Realu chcieli zostawić trochę amunicji na Claudio Bravo?
Osasuna Pampeluna – Levante Walencja
Pojedynek solidnych przeciętniaków i przeciętniaków, którzy od początku sezonu, a od siedmiu meczów w szczególności, grają wręcz fenomenalnie. Owa seria zwycięstw prędzej czy później musi się skończyć, więc wynik spotkania nie jest wcale taki pewny.
Gracze Jose Mendilibara, mimo że większość nich mogłaby mieć spore problemy ze znalezieniem i wywalczeniem miejsca w innej drużynie pierwszoligowej, spisują się bardzo przyzwoicie. Fachowiec związany przez długie lata ze stolicą z Nawarry znalazł z podopiecznymi wspólny język już od początku współpracy, a efekty tej symbiozy, zarówno dla zarządu, jak i kibiców, są co najmniej zadowalające. Na sześć ostatnich spotkań gracze z Pampeluny ponieśli tylko jedną porażkę, z odradzającym się Athletikiem Bilbao, poza tym czterokrotnie zremisowali i raz wysoko wygrali z Saragossą. Dzięki temu w poprzedniej kolejce awansowali do górnej połówki tabeli. Jeśli będzie gromadzić punkty z taką regularnością i grać z podobną konsekwencją, co do tej pory, nie wydaje się, by Osasunie groził spadek.
Jak na razie tylko i wyłącznie na utrzymaniu drużyny w lidze skupia się opiekun Levante, Juan Martinez. Na każdym kroku przypomina on swoim piłkarzom, że celem nadrzędnym jest właśnie pozostanie w Primera, a kiedy już osiągną upragnione 43 punkty potrzebne do jego osiągnięcia, będzie można pomyśleć o czymś więcej. Jak się okazuje, owo minimalistyczne podejście sprawdza się doskonale, Levante w ostatnich siedmiu meczach wywalczyło komplet punktów i bez większych problemów prowadzi w tabeli. Pozycja lidera absolutnie nie uwiera doświadczonych graczy z Walencji, o czym boleśnie przekonały się drużyny Malagi, Villarrealu i Sociedad. Pojawia się jednak pytanie, czy konieczność rozgrywania trzech kolejek w ciągu tygodnia nie wpłynie ujemnie na formę już przecież niemłodych piłkarzy?
Malaga CF – Espanyol Barcelona
Porównując potencjał poszczególnych graczy, nie trzeba długo zastanawiać się nad wskazaniem faworyta tego pojedynku. Oczywistość przestaje być taka oczywista, kiedy spojrzymy na tabelę: „Los Pericos” mimo bezsprzecznie niższej klasy piłkarskiej plasują się wyżej, na znakomitym szóstym miejscu.
Marcelino nieźle radzi sobie w Sewilli (fot. marca.com)
Podopieczni Manuela Pellegriniego zajmują co prawda kolejną, siódmą pozycję, ale chyba każdy z nich ma świadomość, że kibice i postronni obserwatorzy oczekiwali czegoś więcej. Jak tu bowiem nie być w ścisłej czołówce tabeli, jeśli ma się tak świetnych graczy? Dwaj doświadczeni napastnicy z najwyższej półki, świetny rozgrywający i do bólu solidny defensywny pomocnik, a do tego tracąca mało bramek defensywa. Czego więc Maladze brakuje? Mówiąc kolokwialnie, męskich atrybutów, znanych bliżej jako jaja. Tych zabrakło zarówno w spotkaniach z dużo przecież słabszymi Levante (0:3), jak i Rayo (0:2). Porażkę z Realem (0:4) można było jeszcze przewidzieć, ale już jej rozmiary i styl, w jakim została poniesiona, mimo wszystko zaskakują.
Jaka jest tajemnica wysokiej pozycji Espanyolu? Nie ma takowej, a raczej tkwi ona w świetnym szkoleniowcu. Jednak Mauricio Pochettino wyróżnia się od kolegów po fachu osiągających wyniki ponad stan tym, że jest chyba trenerem najlepszym z nich, a do tego najbardziej perspektywicznym. Poza tym, mimo że z większością piłkarzy swojej drużyny zna się jak łyse konie, nie widać właściwie żadnych syndromów wypalenia. I choć „Los Pericos” nie prezentują jeszcze tak ładnego futbolu jak rok temu, wyniki są właściwie równie dobre. Szczególnie te ostatnie: po pogromie doznanym od Realu Espanyol wygrał trzy mecze bez straty bramki, w tym dwa na wyjeździe. Czy podobna seria utrzyma się po wyjeździe do Andaluzji?
Sevilla FC – Granada CF
Wraz z awansem Betisu i Granady do Primera Division wspomniana Andaluzja wzbogaciła się o dwóch kolejnych przedstawicieli. Tym samym dużo częściej będziemy oglądać derby tego regionu, a najbliższe już w poniedziałek.
„Los Nervionenses” mają podobny problem co Valencia: brak skuteczności. O ile w ekipie z Lewantu praktycznie jedynym strzelcem jest Roberto Soldado, tak w drużynie Marcelino za zdobywanie goli odpowiada przede wszystkim Alvaro Negredo. Obydwaj ostatnio zdecydowanie spoczęli na laurach, chociaż w przypadku „Rekina” nie bez znaczenia była kontuzja, którą niedawno wyleczył. Uraz najlepszego strzelca oraz pewna impotencja, jeśli chodzi o okazje bramkowe, doprowadziły do tego, że Sevilla w ostatnich siedmiu meczach zdobyła zaledwie sześć goli, notując po drodze trzy bezbramkowe remisy. Dla równowagi w defensywie jest zdecydowanie lepiej, głównie dzięki geniuszowi Javiego Varasa po stronie strat „Los Nervionenses” w omawianym okresie widnieje cyfra 3. Być może po meczu z lokalnym rywalem te proporcje będą wyglądały lepiej.
A Granada? Dzielnie zaprezentowała się w ostatnim meczu z Barceloną, ale chyba tylko dlatego, że drużyna Guardioli była w fatalnej dyspozycji. Z biegiem czasu gubiła się coraz bardziej, co skrzętnie wykorzystywali gospodarze, odważnie, acz nieporadnie nacierając na bramkę Valdesa. Przeciwko rywalowi zza miedzy trzeba będzie już pokazać znacznie więcej. Będzie to o tyle trudne, że w zbliżającym się spotkaniu nie zagrają dwa ważne ogniwa drużyny Fabriego Gonzaleza: Jaime Romero i Dani Benitez. Absencja czołowych graczy jest tym bardziej kłopotliwa, że beniaminek ponownie spadł na ostatnie miejsce w tabeli, a bez nich wydostać się z tego położenia będzie jeszcze trudniej.
Liczę na to że Messi w końcu coś strzeli, że
się odblokuje i będzie nas czarować swoją
nieziemską grą;)) Myślę że Barca powinna
zwyciężyć 3-0:D
VISCA EL BArCA!!!
—–||—– Messi!!!
~
~4PPr0
Cóż mogę powiedzieć… zapowiada się kolejne
rozstrzelanie przeciwnika przez Real patrząc na
formę Sociedad. To że Ronaldo nie strzelił w
ostatnim meczu i się jakoś nie wyróżniał nie
jest problemem (patrząc się na to co Los Blancos
prezentują w ostatnim czasie). Zakładam kolejne z
3/4:0 i mam nadzieje iż nawet jak wszystkie gole
padną w pierwszej połowie to gra nie siadzie na
tyle iż będzie można z czystym sumieniem
przełączyć mecz.
Pozdro dla kibiców i Hala Madrid!!