Na kultowe mecze o 12:15 do niedzielnego rosołku musimy trochę jeszcze poczekać, ale spotkanie Rakowa Częstochowa z Wisłą Płock jako tło do rodzinnego posiłku sprawdził się bardzo dobrze. Sporo tematów do rozmyślań ma trener Dawid Kroczek, którego podopieczni ulegli Wiśle Płock 1:2. Więcej emocji przyniosło starcie Widzewa Łódź z Motorem Lublin, które zakończyło się remisem 2:2. Obie drużyny mogą sobie pluć w brodę, bo miały sytuacje, które mogłyby przechylić szalę na którąś ze stron. Niedzielę zwieńczył mecz Wisły Kraków z GKS-em Katowice. Tu widzieliśmy więcej piłkarskich emocji. Żadna ze stron nie miała zamiaru murować się pod własną bramką. Kapitalne wrażenie pozostawiła po sobie Wisła Kraków.
Powoli kończymy pierwszą kolejkę jubileuszowego sezonu PKO Ekstraklasy. Sezon 2025/2026 otworzył nam mecz Radomiaka Radom z Wieczystą Kraków, w którym gospodarze zwyciężyli 2:1, tego samego dnia w Szczecinie Pogoń uległa 0:1 Legii Warszawa. Sobota dostarczyła więcej spotkań sprzyjających zaśnięciu. Jagiellonia Białystok pokonała 1:0 Koronę Kielce, Górnik Zabrze wygrał 2:1 ze Śląskiem Wrocław, a Lech Poznań zremisował bezbramkowo z Cracovią. Mecz przyjaźni zdecydowanie był najmniej ekscytującym spotkaniem tej kolejki. Niedziela z Ekstraklasą w jakimś stopniu wynagrodziły nam sobotni paździerz zafundowany przez „Pasy” i „Dumę Wielkopolski”.
Wisła Płock z sensacyjną wygraną nad Rakowem Częstochowa
Mecz Rakowa Częstochowa z Wisłą Płock nie obiecywał po sobie zbyt wiele. „Medaliki” próbkę swoich możliwości pokazały nam w czwartkowym spotkaniu eliminacji do Ligi Konferencji UEFA z maltańską Valettą. Zamiast spodziewanej dominacji i zwycięstwa z dużą zaliczką bramkową, podopieczni Dawida Kroczka wywalczyli wymęczone zwycięstwo. Raków wielokrotnie tracił piłkę, nie był w stanie przebić się przez defensywę czwartej drużyny Malty. Przeciwko „Nafaciarzom” próżno było dostrzec jakikolwiek progres.
Początek meczu nie zwiastował fajerwerków, ba, trudno było dostrzec choćby iskrę. Swoją próbę miał Stratos Svarnas z główki, szczęścia szukał także Erick Otieno z dystansu, ale oba strzały poleciały prosto w ręce Rafała Leszczyńskiego. Wynik otworzyli goście. Z autu wyrzucał Jesus Jimenez, piłkę wybił głową Oskar Repka, ale niedokładnie. Na nieszczęście Częstochowian przy futbolówce znalazł się Marcin Flis, który pewnie posłał piłkę na dalszy słupek. Wisła Płock objęła prowadzenie.
Kolejny gol padł w 49 minucie spotkania. Groźną wrzutkę wyegzekwował strzelec pierwszej bramki. Wydawało się, że sensacyjnie umieszczony w wyjściowej jedenastce 17-letni Wiktor Żołneczko z łatwością złapie piłkę, ale ta odbiła się od jego rąk i wpadła prosto pod nogi Zana Rogelja, który nie musiał zbyt się wysilać stojąc cztery metry od bramki. W 62 minucie gola nożycami próbował zdobyć Marcus Haglind Sangre. W tej sytuacji młody golkiper zrehabilitował się i dokonał kapitalnej interwencji ratując zespół przed kataklizmem.
Jedyny gol dla Rakowa Częstochowa wpadł w 68 minucie meczu za sprawą Patryka Makucha, który wykorzystał rzut karny. Więcej goli pod Jasną Górą już nie wpadło, Raków uległ Wiśle Płock 2:1.
Kontrowersyjne ruchy kadrowe Dawida Kroczka
Po meczu trener Dawid Kroczek zabrał głos w sprawie sensacyjnego wystawienia Wiktora Żołneczki.
– Postawiłem na Wiktora Żołneczko, bo prezentował się świetnie w sparingach i na treningach. Trzeba dawać młodym szanse. Mamy tu wielu młodych chłopaków. Ciężko mi scharakteryzować jego występ, popełnił wielki błąd, ale potem nas uratował przed golem na 0:3 – tłumaczył Kroczek.
Tylko remis. Niedosyt w szeregach Widzewa Łódź i Motoru Liblin
Najwięcej goli ujrzeliśmy dziś w Łodzi, gdzie Widzew zmierzył się z Motorem Lublin. I nie oszukujmy się, trudno było przewidzieć taki scenariusz patrząc na nazwiska trenerów zarządzających oboma zespołami. Zarówno Mariusz Misiura jak i Aleksandar Vuković przyzwyczaili nas do preferowania raczej defensywnego stylu gry. Dziś postawili na bardziej otwarty futbol niż dotychczas podczas swoich przygód z ekstraklasowymi klubami.
Wynik otworzył w 13 minucie meczu Sebastian Bergier samobójczym trafieniem. Zagrał głową do własnej bramki po rzucie wolnym egzekwowanym przez Ivo Rodriguesa. Widzew po stracie gola wszedł na wyższe obroty, kontrolował mecz i kreował więcej sytuacji.
Na owoce przyjętego przez siebie stylu gry Widzew nie musiał długo czekać. Już w 20 minucie Fran Alvarez posłał cudowną piłkę do Angela Baeny, ten wrzucił niemal pod bramkę Mihaia Popy, a tam do główki świetnie ustawił się Mariusz Fornalczyk. Widzew nie zwolnił tempa. W 22 minucie piłka dotknęła ręki Mateusza Łęgowskiego w polu karnym. Nie była to sytuacja, która powinna wzbudzić tyle wątpliwość wśród sędziów, a jednak arbitrzy przeznaczyli bardzo dużo czasu na jej weryfikacje. Aż pięć minut potrwała przerwa w grze, finalnie Paweł Raczkowski wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Sebastian Bergier i zrehabilitował się za samobójczego gola. Widzew wyszedł na prowadzenie i do końca pierwszej części prowadził grę.
W drugiej części szala przechyliła się na stronę lubelskiego Motoru. To podopieczni Mariusza Misiury coraz częściej dochodzili do głosu i wykorzystywali niekiedy stanowczo zbyt długo przeciągające się chwile dekoncentracji w szeregach rywala. W 49 minucie niepozornego gola strzelił Jacques Ndiaye. „Jacuś” jak to on, strzelił w sposób całkiem wykwintny. Powolnie tocząca się piłka najpierw odbiła się od krótszego słupka, a następnie dopiero ugrzęzła w siatce.
Mecz nie przyniósł więcej goli, choć były na to perspektywy. W 57 minucie Motor przeprowadził świetną akcję ofensywną, idealnie wyłożono piłkę Fabio Ronaldo, górą był jednak Bartłomiej Drągowski. Byliśmy także bliscy absolutnie pięknego trafienia. Thomas Santos strzelał z dystansu, a piłka szczęśliwie dla gospodarzy odbiła się od słupka.
Patrząc na przebieg całego meczu, remis wydaje się być sprawiedliwym rozwiązaniem. Niemniej, obie drużyny muszą odczuwać niedosyt, gdyż zarówno po jednej jak i drugiej stronie było sporo niemal stuprocentowych okazji.
„Biała Gwiazda” znów świeci najjaśniej
Wieczorem swoje spotkanie rozegrał ostatni z beniaminków. Wisła Kraków na własnym obiekcie podjęła GKS Katowice. Spotkaniu dopisała kapitalna atmosfera, obie drużyny chciały grać w piłkę i miały swoje momenty. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Minimalnie lepiej wyglądali goście. Obraz gry kompletnie zmienił się po gwizdku.
Zaczęło się niewinnie, od rzutu karnego po ewidentnym faulu Marcina Wasielewskiego. Do jedenastki podszedł Marko Bozić. Austriak nie pomylił się i strzelił pierwszego gola dla Wisły Kraków po czteroletnim rozbracie z Ekstraklasą. Chwilę później, Frederico Duarte perfekcyjnie wystawił piłkę Raoulowi Gigerowi. Zagrał na dłuższy słupek, tam głowę przystawił Jordi Sanchez i Wisła prowadziła już 2:0. Trzy minuty później Hiszpan drugi raz umieścił piłkę w siatce, ale gol nie został uznany.
Po raz kolejny przeciągająca się w nieskończoność analiza VAR cofnęła decyzję sędziego – Jordi Sanchez wcześniej dotknął piłki ręką. W 76 minucie groźny strzał oddał Eman Marković. Trzy minuty później poprawił go Szymon Bartlewicz, który w swoim premierowym meczu znalazł się we właściwym miejscu, o właściwym czasie i strzelił gola dającego GKS-owi nadzieje. Jak się później okazało, dość próżną, bowiem Katowiczanie mimo niezłych sytuacji i rozprężenia w szeregach „Białej Gwiazdy” nie byli w stanie wyrównać wyniku spotkania. Wisła Kraków uratowała honor beniaminków.
Za nami niedziela z Ekstraklasą. Najlepsze wrażenie pozostawiła Wisła Kraków
Pierwsza kolejka powoli dobiega końca. Ekstraklasa jest ligą wręcz niezdrowo nieprzewidywalną, toteż trudno wyciągnąć daleko idące wnioski z pierwszych meczów. Na dużego plusa zasłużyła Wisła Kraków – grała na wysokiej intensywności, kultura gry stała na bardzo wysokim poziomie, nie przestraszyła się Ekstraklasy i pokazała, że jest lepsza od piątej drużyny poprzedniego sezonu PKO BP Ekstraklasy. GKS Katowice miał swoje momenty, ale po raz kolejny, nie był w stanie przekuć ich w coś konkretniejszego. Widać drobny postęp w porównaniu do meczu z Ziliną, jednak to wciąż nie jest ten sam zespół co na wiosnę minionej kampanii.
Małe plusiki można zapisać na koncie Widzewa Łódź i Motoru Lublin, choć można było minimalnie więcej oczekiwać od „Czerwonej Armii” – po drugiej stronie mieli drużynę po ogromnych perturbacjach kadrowych, skazywaną przez ekspertów na walkę o utrzymanie. Motor Lublin wszedł w sezon z deficytami jakości w środku pola, kiepską linią obrony, ale niezmiennie bardzo dobrą ofensywą. Bardzo dobry mecz zagrała Wisła Płock. Nie wychylała się na siłę, ale gdy miała dobrą okazję, bez skrupułów ją wykorzystywała. Bardzo dobry mecz rozegrał Marcin Flis, dobrze wyglądali także Adam Radwański, Jorge Jimanez oraz Zan Rogelj. „Nafciarzom” brakuje napastnika z prawdziwego zdarzenia – Said Hamulić nie zagrał dobrego meczu. Sporo pracy czeka za to niemrawy, mało kreatywny, do bólu przewidywalny i nudny Raków Częstochowa.
Niedziela z Ekstraklasą nieco namieszała w tabeli
W tabeli PKO Ekstraklasy mamy przetasowania. Do zespołów otwierających tabelę dołączyły dwie Wisły. Póki co wiele wskazuje na kolejny wyrównany sezon. Żaden mecz nie skończył się większą różnicą goli niż jeden.
Komplet wyników:
-
- Raków Częstochowa – Wisła Płock 1:2 (0:1)
- Makuch (k.) – 37. Flis, 49. Rogelj
- Widzew Łódź – Motor Lublin 2:2 (2:1)
- Fornalczyk, 28. Bergier (k.) – 13. Bergier (sam.), 49. Ndiaye
- Wisła Kraków – GKS Katowice 2:1 (0:0)
- Božić (k.), 60. Sánchez – 79. Bartlewicz