To był piłkarski teatr jednego aktora! Debiutujący tego dnia w ekstraklasie Łukasz Jamróz zdobył dwie bramki i zapewnił Koronie Kielce wygraną w spotkaniu z Jagiellonią. Kolejny debiutant, Tomasz Hajto, ma nad czym myśleć. Jego drużyna była dziś kompletnie bezradna.
Początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy fragmentami zamykali Jagiellonię na własnej połowie. Szczególnie aktywny w szeregach Korony był Korzym, który już w 5. minucie mógł wpisać się na listę strzelców. Piłkę po świetnym uderzeniu z woleja sparował jednak Sandomierski. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego po stracie piłki szybko podchodzili do pressingu, czym wydatnie siali popłoch w poczynaniach gości. Dość powiedzieć, że na pierwszy celny strzał Jagiellonii musieliśmy czekać do 21. minuty. Uderzenie Rasiaka głową pewnie wybronił Małkowski.

Chwilę później goście powinni prowadzić. Piłkę przed polem karnym przejął Frankowski, który w dziecinnie prosty sposób ograł Hernaniego, a następnie uderzył z kilku metrów i tylko ofiarna interwencja Stano uchroniła gospodarzy od straty gola. W odpowiedzi ładnie z 20 metrów strzelał Korzym, ale tym razem za słabo.
W 30. minucie gospodarze dopięli swego. Konkretnie uczynił to Jamróz, który przejął piłkę po dośrodkowaniu Golańskiego, a następnie przepchnął Gusicia i z najbliższej odległości umieścił piłkę w bramce. Gol ten był jedynie logiczną konsekwencją postawy Korony, która w pierwszej połowie prezentowała się zdecydowanie lepiej od rywala z Białegostoku. W zespole gości na wyróżnienie zasługiwał jedynie pozyskany w trakcie zimy Dzalamidze, który próbował, szarpał i był motorem napędowym większości akcji ofensywnych Jagiellonii. W 40. minucie mieliśmy już 2:0. Po dośrodkowaniu głową uderzał Hernani, piłkę odbił Sandomierski, ale przy dobitce był już bez szans. Na listę strzelców po raz kolejny wpisał się debiutujący tego dnia w ekstraklasie Jamróz. Kilka chwil później arbiter zakończył pierwszą połowę.

Druga część spotkania rozpoczęła się od wyśmienitej okazji Rasiaka, który dopadł do piłki po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, ale z kilku metrów nieznacznie przestrzelił. Kolejne minuty to uważna gra Korony, która pilnowała wyniku. Tymczasem goście ruszyli do przodu nieco śmielej, ale na niewiele zdawały się ich wysiłki. W efekcie widowisko wyraźnie straciło na jakości, głównie za sprawą bezradnej w tym momencie Jagiellonii, która w żaden sposób nie była w stanie zagrozić kielczanom. W 68. minucie po dośrodkowaniu Sobolewskiego z rzutu rożnego ładnie głową uderzał Stano, ale piłka o kilka metrów przeleciała nad bramką.
Dwie minuty później gospodarze ostatecznie mogli dobić podopiecznych Tomasza Hajty. Świetnie pokazał się wprowadzony chwilę wcześniej Lech, który zdecydował się na uderzenie z 25 metrów. Piłka o centymetry minęła jednak bramkę Sandomierskiego. Jego wyczyn w 85. minucie postanowił skopiować Golański, ale tym razem próba była zdecydowanie gorsza. Kilkanaście sekund później piłkarze Ojrzyńskiego mieli dobrą okazję, ale rzut wolny z 20 metrów zmarnował Vuković. Krótko po tej sytuacji arbiter zakończył spotkanie, w którym Korona w pełni zasłużenie pokonała Jagiellonię 2:0. W Kielcach świętują, a Tomasz Hajto przed kolejnym meczem białostoczan ma nad czym myśleć…