Kalendarz ekstraklasy jest tematem od dłuższego czasu przewijającym się w naszych mediach. Zdaniem wielu jest on problemem i przez to nasze kluby są tak słabe. Temat wraca jak bumerang przy każdej kolejnej kompromitacji w Europie. Niestety, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Nasze kluby w eliminacjach do europejskich pucharów w ostatnich latach się kompromitują. Nie można inaczej nazwać odpadnięcia z FC Dudelange, remisu z wicemistrzem Gibraltaru czy regularnego spadku w rankingu UEFA. Czy ktoś o FC Dudelange albo Europa FC chociaż słyszał? No właśnie…
Od trzech sezonów historia zatacza koło i pojawiają się te same wątpliwości. Czy naszym piłkarzom brakuje zaangażowania? Może zarabiają za dużo? Może trenerzy to zupełne beztalencia niepotrafiące przygotować zespołu? Wśród tych wszystkich ludzi można znaleźć też takich, którzy za taki stan rzeczy obwiniają kalendarz ekstraklasy. Jednak czy faktycznie ma to taki wpływ na postawę naszych drużyn na krajowym i międzynarodowym podwórku?
Głos piłkarzy i trenerów
Co roku wielu naszych piłkarzy i trenerów mówi dokładnie te same wyświechtane frazesy. Tu murawa nie była odpowiednia, tam pogoda nie pozwoliła na grę w piłkę, a w Europie nie ma już słabych drużyn. Poza naszymi! Rzadko kiedy można usłyszeć od zawodników bądź trenerów coś konkretnego, co nie będzie tanim wytłumaczeniem blamażu. Jednak znajdują się też i tacy, którzy potrafią podać konkretne argumenty. Po odpadnięciu z Sheriffem Tyraspol w sezonie 2017/2018 na problem związany z kalendarzem zwrócił uwagę Michał Kucharczyk. Polski skrzydłowy niezależnie od tego, co powie bądź zrobi, będzie wiecznie wyśmiewany. Natomiast warto posłuchać jego słów po meczu z ówczesnym mistrzem Mołdawii:
– Nie chcę tłumaczyć się krótkimi urlopami. Ale faktem jest, że my, legioniści, gramy 50-60 meczów w sezonie. Natomiast przerwa pomiędzy jednym a drugim sezonem trwa 13 dni. Oprócz tego ja przez kontuzję nie miałem praktycznie urlopu, bo przechodziłem w tym czasie rehabilitację. Fizycznie mogłem odpocząć, jednak psychicznie to było za mało. Organizm chce, ale głowa nie może tego udźwignąć. Rok temu też kiepsko zaczęliśmy, a zimą, kiedy była dłuższa przerwa, wyglądaliśmy o wiele lepiej.
Problem, na który „Kuchy” zwrócił uwagę, jest bardzo ważny. Piłkarze, zwłaszcza tych klubów, które grają w pucharach, mają bardzo krótką przerwę między sezonami. Kończymy późno, a zaczynamy bardzo wcześnie. Zawodnicy nie mogą się odpowiednio rozluźnić, zwłaszcza psychicznie, i porządnie odpocząć. Kilka dni przerwy i rozpoczynasz przygotowania pełną parą. Niestety, ale jako że powiedział to Kucharczyk, to został stąd i zowąd wyśmiany. Jakiś czas temu w podobnym tonie wypowiadał się Michał Probierz, który nie bez powodu europejskie puchary nazywa „pocałunkiem śmierci”:











